Słyszała jak wilki wokół nich rozmawiają.
Niekiedy, przez przypadek udało jej się wychwycić kawałki tych rozmów.
Członkowie stada z początku mówili o wojnie, która jakiś czas temu minęła.
Maura kilka razy usłyszała też imię jakiegoś basiora. Zdawało się, że brzmiało
ono Chris, ale dziewczyna nie była do końca pewna. Wyczuwała natomiast niechęć,
złość, a nawet wstręt, kiedy członkowie stada wymawiali imię tego chłopaka. Nie
miała pojęcia kim on był (no bo skąd miałaby wiedzieć), ale wiedziała, że jest
to sprawa dotycząca tylko i wyłącznie tej sfory, a ona nie miała zamiaru
poruszać drażliwych tematów.
Jednak później, kiedy kolejne minuty mijały, a
drewno wrzucone do ogniska, było coraz bardziej kąsane przez płomienie, rozmowy
wilków na temat Chrisa trochę ucichły. Stado zaczęło rozmawiać o milszych
rzeczach, które najwyraźniej nie miały nic wspólnego z wojną. Wilki powracały
do swojego dawnego ja. Tego Maura była pewna. Wiedziała to, chociaż już nie
słyszała ich rozmów. Jednak, gdy wilki najwyraźniej zmieniły temat, ich oblicza
złagodniały - każdy przestał się denerwować (chociaż co po niektórzy mieli
jeszcze smutek wypisany na twarzy), a starał się wczuć w atmosferę jaka powinna
panować podczas ogniska i spotkania z przyjaciółmi. Tak przynajmniej się jej
zdawało.
Z kolei Puck po prostu wpatrywała się w
ognisko. Była zafascynowana językami ognia, które muskając drewno, co chwila
zmieniały kolor. Z początku były to głównie odcienie czerwieni, pomarańczowego
i żółtego, jednak im dłużej działał proszek, wrzucony przez lisa, tym barwy
były coraz dziwniejsze. Dziewczyna obserwowała tańczące płomienie, zmieniające
kolor na zielony, szary, fioletowy, indygo i wreszcie niebieski oraz granatowy.
Na jej pysku pojawił się drobny, niemalże niewidoczny uśmiech, który ani trochę
nie przypominał jej zwykłego złośliwego grymasu, ani tajemniczego uśmiechu.
- Niesamowite. - wyszeptał do niej Finn.
Maura zerknęła na swojego brata i zauważyła,
że on również z zaciekawieniem obserwuje płomienie.
- Prawda? Jeszcze nigdy czegoś takiego nie
widziałam.
- Wiesz… Muszę to kiedyś namalować. Zapamiętam
jak najwięcej i postaram się uwiecznić wszystko na płótnie. Co o tym myślisz? -
wiedziała, że bliźniak zwracał się do niej, chociaż wciąż był zapatrzony w ognisko.
Puck wiedziała, że już zaczął wyobrażać sobie swoje dzieło oczami artysty.
Naprawdę bardzo chciała zobaczyć któregoś dnia skończone dzieło Finn’a.
- Myślę… Myślę, że to dobry pomysł. Trudny,
nie ukrywam, ale wiem, że dasz radę. Z twoim talentem namalujesz wszystko! -
dziewczyna uśmiechnęła się promiennie do brata, co odrobinę go zawstydziło.
- No już, dobrze… Ale nie przesadzajmy, nie
jestem aż tak uzdolniony. - Finn był skromny, jak zwykle.
Maura wiedziała, że jej brat potrafi malować,
rzeźbić i rysować wspaniałe rzeczy, ale nigdy otwarcie się do tego nie przyzna,
nawet przed samym sobą. Wilczur tworzył sztukę, dlatego, że to lubił, a nie po
to by się popisać.
- Ha! Skoro tak uważasz. Ale zobaczysz,
przyjdzie dzień, w którym inni będą cie chwalić. I co wtedy zrobisz?
- Wtedy? Cóż… Chyba po prostu… Hej! Słyszysz
to? - basior nagle zmienił temat i zaczął nasłuchiwać.
Jego siostra z początku nie miała pojęcia o co
mu chodzi, jednak gdy wytężyła słuch zdała sobie sprawę z tego, że ktoś gra na
flecie.
- Muzyka. Ciekawe kto gra?
- Możemy się przekonać. - odparł Finn i
podniósł się z ziemi.
- A ognisko? Jesteś pewien, że dasz radę? -
basior uśmiechnął się zadowolony do bliźniaczki.
- Spokojnie! Zapamiętałem wystarczająco dużo.
Jakbym miał problemy to zdam się na ciebie. - mrugnął porozumiewawczo do Maury.
Ta z kolei wywróciła teatralnie oczami.
- Znów mnie wykorzystujesz. No co za brat! -
zaczęła się śmiać, ale poszła z Finn’em szukać owego artysty, który grał na
flecie.
Rodzeństwo nie musiało długo szukać. Nie
zaszli daleko, a już ich oczom ukazała się dobrze znana im osóbka. Niska,
drobna dziewczyna, o zielonych oczach i z burzą rudych włosów na głowie. Była
to oczywiście Dania. Siedziała na ziemi i grała na flecie wesołą melodię. Obok
niej siedział lis. Maura rozpoznała w nim tego samego chłopaka, który sprawił,
że ognisko zaczęło mienić się wieloma kolorami. Rodzeństwo podeszło bliżej tej
dwójki, by móc lepiej wsłuchać się w utwory grane przez rudą dziewczynę. Puck z
początku nie chciała podchodzić zbyt blisko, gdyż uważała, że mogłoby to
odrobinę stresować ich przyjaciółkę (Dan, mogę się tak nazywać, nie? Nie
obrazisz się? ^^). Jednak w jednej chwili przypomniała sobie jaka jest Szalona
Dan i uznała, że z pewnością nie jest kimś kto mógłby się speszyć przez dwie
dodatkowe osoby, które przyszły zaciekawione jej grą. Toteż bliźniacy usiedli
tuż przy lisie, który uśmiechnął się przyjaźnie na widok nowych znajomych.
Gdy Dan skończyła grać, również uśmiechnęła
się promiennie do dobrze znanych jej wilków.
- Cieszę się, że przyszliście! Jak się wam
podobało? - krzyknęła entuzjastycznie.
- Nie wiedziałem, że umiesz grać na flecie. Od
jak dawna ćwiczysz?- o dziwno, pierwszy głos zabrał Finn, który z
zaciekawieniem wpatrywał się w śliczny instrument.
„No tak, artysta z artystą zawsze się dogada.”,
pomyślała Maura.
Ona również posiadała talent muzyczny, jednak
nie uważała siebie za muzyka, ani artystkę. Zawsze gdy przedstawiała siebie,
mówiła, że jest z wykształcenia wróżką i była zadowolona z roli i talentu jaki
posiada. Muzyka, podobnie jak rysowanie i taniec schodziły u niej na drugi, a
czasem nawet i trzeci plan. A czasem nawet w ogóle nie przyznawała się do tych
umiejętności.
- A właśnie! Bo wy się jeszcze nie znacie! -
zauważyła Szalona Dan, gdy skończyła rozmawiać z bratem Puck. Mówiąc „wy”
oczywiście miała na myśli rodzeństwo oraz rudego lisa.
- Faktycznie. Jestem Leonardo, dla przyjaciół
po prostu Leo. - znów uśmiechnął się przyjaźnie do bliźniaków.
Z kolei oni oboje patrzyli na siebie, przez
chwilę tocząc zacięta bitwę na spojrzenia. Wzrok Maury mówił „Teraz twoja
kolej. Ja już za ciebie gadałam.”. Z kolei oczy Finn w obronie mówiły „Przecież
wiesz, że nie dam rady.”
„Oh! Daj spokój!”, Puck wywróciła oczami i już
miała (po raz kolejny) mówić w swoim i brata imieniu. Jednak, o dziwo,
uprzedziła ją Dan.
- To jest Finn, a to Maura. Podróżowaliśmy
przez jakiś czas razem, jeszcze zanim się na was natknęliśmy. Oni są b l i ź n i a k a m i. - to ostatnie
wypowiedziała z takim akcentem, jakby fakt, że ta dwójka jest rodzeństwem
miałby wszystko tłumaczyć. Cóż, może faktycznie tak było.
- Miło mi was poznać. - odpowiedział lis.
Z kolei Maura zanotowała sobie w głowie, by
później wypytać się go o ten proszek, który sprawił, że płomienie zaczęły
zmieniać kolor.
- Nam również jest miło.
- No! - Dan klasnęła w łapy. - Świetnie, że
się wszyscy poznali. - dziewczyna była (jak prawie zawsze) rozradowana.
Maura kiedyś powiedziała bratu, że samica
zawsze chodzi z „bananem na ustach”, na co ten zaczął się śmiać serdecznie. Ale
przyznał swojej siostrze rację. Oczywiście, w charakterze Danii nie było
niczego złego! Niebieska wadera nawet bardzo lubiła tą Szaloną Dan i miała
nadzieję, że nigdy się nie zmieni.
- Mogę spróbować zagrać? - Finn jak zwykle
zmienił temat. Trzy pary oczu zwróciły się w jego stronę.
- Pewnie! A umiesz grać na flecie?
- Nie za bardzo. Właściwie to nigdy nie
próbowałem. - przyznał się Finn, który był trochę zawstydzony faktem, iż cała
trójka skupiła się tylko na nim. - Ale mogę spróbować na czymś innym!
-Hm… Niestety nie sądzę abym miał w jaskini
jeszcze jakieś instrumenty. Wybaczcie. - odparł Leonardo.
„Hm, czyli to od niego Dan dostała flet”,
pomyślała Maura i od razu stwierdziła, że polubi tego drobnego lisa.
- Oj! Ależ nie ma za co przepraszać! Ja… Mogę
coś zaśpiewać?- to pytanie przykuło uwagę dwóch rudych postaci, które (a
zwłaszcza Dan) zaczęły wpatrywać się w Finn’a z zaciekawieniem. - Choć Maura,
pomożesz mi. - chłopak uśmiechnął się do swojej siostry. Z kolei ona
spiorunowała go morderczym spojrzeniem, mówiącym „Musiałeś to powiedzieć, nie?”
- Nie ma mowy. - burknęła trochę skrępowana
dziewczyna.
Finn jednak wiedział, że jego siostra
przystanie na jego prośbę. Wystarczy, że zacznie śpiewać, a Puck się do niego
przyłączy. Wilczur wiedział, że jego siostra lubi śpiewać, ale gdyby się z nim
ta ten temat nie droczyła, nie byłaby sobą. Dlatego też samiec zaczął nucić
powolną piosenkę. Maura z początku nie była zachwycona utworem jaki wybrał jej
brat. Przywoływał ból i smutek, z którym musieli kiedyś żyć. Zawsze śpiewali tą
piosenkę, gdy nie wiedzieli co powinni ze sobą zrobić, gdy byli już zmęczeni
swoim życiem i ciągłym uciekaniem.
Kiedy rodzeństwo skończyło śpiewać, zauważyło,
że teraz trochę więcej par oczu zaczęło się im przeglądać i obserwować z
zaciekawieniem. Dzisiaj Maura już po raz drugi poczuła się skrępowana i
onieśmielona. A najgorsze w tym wszystkim był nastrój samego utworu. Piosenka
jaką zaśpiewała z bratem była smutna i delikatna, przez co niektórym wilkom,
które podeszły bliżej by ich posłuchać udzielił się nastrój melodii.
Finn zwrócił się w stronę swojej siostry,
szepcząc jej do ucha:
- I po to ci było to śpiewanie? Teraz się na
nas gapią.
- Jak to „mi”? To był twój pomysł. A teraz
cierp za to, że mnie do tego namówiłeś. - wadera szturchnęła swojego brata, a
on uśmiechnął się zakłopotany. Puck też czuła się nieswojo, ale starała się
tego nie okazywać. A już na pewno nie mówić tego Finn’owi!
- Nie sądziłam, że umiecie śpiewać. - Dania
była zachwycona. Maura zauważyła, że jej przyjaciółka ani trochę nie
posmutniała przez ich utwór, ale bardzo się z tego cieszyła. Przynajmniej nie
będzie miała poczucia winy. - Zagrajcie coś jeszcze.
-Nie. - niebieska wadera stanowczo
zaprotestowała, ale w tym samym czasie jej brat odpowiedział:
- Dobrze. - przez chwilę oboje prowadzili
kolejną bitwę na spojrzenia. Tym razem była ona znacznie dłuższa od
poprzedniej, jednak przyniosła taki sam efekt.
- Niech cię szlag, Finn. - niebieska wadera
mruknęła do swojego brata, ale tak cicho, żeby tylko on usłyszał.
Basior z kolei uśmiechnął się tryumfalnie,
proponując tym razem by tylko Maura zaśpiewała, a on najwyżej się do niej
„przyłączy”. Samica nie zdążyła jeszcze dać bratu kuksańca, a Szalona Dan, jak
zwykle zachwycona, poparła ten pomysł, dodając, że później chciałaby jeszcze
zagrać coś na flecie. Puck westchnęła cicho, myśląc sobie w duchu, że kiedyś
zemści się na swoim bracie. Zarówno za pomysł ze śpiewaniem, jak i pomysł z
tańczeniem, który rzucił przed sekundą. Tak szybko, że jego siostra nawet nie
zdążyła go uciszyć.
Dziewczyna wywróciła oczami.
„Skoro chcą tańczyć, to niech im będzie.
Zaśpiewam coś ostatni raz.”, pomyślała.
Trochę czasu zajęło jej wybranie odpowiedniej
piosenki, ale w końcu zdecydowała się na dobrze jej znany powolny utwór. (tak,
macie tutaj kolejny link. Osobiście bardzo nie lubię ich wstawiać, ale musimy
to jakoś przeżyć).
Maura
była zaskoczona tym, że jej brat dotrzymał obietnicy i postanowił się do niej
przyłączyć w drugiej zwrotce. A jeszcze bardziej była zaskoczona tym, jak
zwykła melodia potrafi zmienić nastrój i nastawienie innych. Może utwór, który
wybrali z bratem nie był wesoły ani skoczny, jak melodia grana przez Szaloną
Dan, jednak była to jedyna piosenka (dosłownie) nadająca się do tańca, którą
znała Puck.
No to kto teraz?
Efa, masz w końcu swój taniec xD
Mam tylko nadzieję, że was nie zanudziłam tymi
utworami. ;-;
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Podziel się z nami Swoją opinią :)