piątek, 10 kwietnia 2015

Od Aspen do Jenny - Coś tu się nie zgadza....

        Wysłuchałam dokładnie co mówiła Jenna. Gdy skończyła myślałam, że coś sobie przypomnę, albo znów dostanę tego dziwnego ataku. Ale nic z tego, nie stało się całkowicie nic. Zamiast tego wybuchłam śmiechem.
-Hej, co tobie? Chciałaś wiedzieć czy cię znam, więc mówię. Nie rozumiem co w tym śmiesznego.- Obruszyła się, a ja uspokoiłam oddech.
-Przepraszam.- Wyrzuciłam w końcu. -Gdy straciłam pamięć wiedziałam tylko dwie rzeczy. Po pierwsze ledwo żyłam, po drugie moje imię to Aspen, nie Darcy czy żadne inne miano. Tylko Aspen.- Powiedziałam. W spojrzeniu wadery wyczytywałam nutkę niezrozumienia. -Pytałam cię czy mnie znasz, bo ja nie znam siebie. Obudziłam się daleko stąd niepamiętając nawet ułamka sekundy sprzed tego co było zanim otworzyłam oczy. Ale koło mnie był runiczny zapis słów "Do zobaczenia Aspen...". A ja wiedziałam, że Aspen to ja, nie wiem skąd, ale to właśnie moje imie, nie żadne inne.- Tłumaczyłam.
-Amnezja...- Cicho rzuciła
-Tak, amnezja.- Przytaknęłam
-Ale tam była twoja podobizna i twój opis, nie ma dwóch takich samych stworzeń, a szczególnie takich mieszańców jak ty.- Jen miała racje, imię nie było moje, ale nie ma dwóch takich samych stworzeń. Zamyśliłam się.
-Gdzie jest ten Misidura?- Zapytałam, a ona wskazała łapką kierunek. Podążyłam wzrokiem za nią i znów się zaśmiałam.
-Kolejna sprzeczność.- Powiedziałam i wskazałam przeciwny kierunek. -Ja przywędrowałam stamtąd. Poza tym czy jeśli on nie próbował zrobić ze mnie damy to czy nie powinnam przypadkiem umieć się zachować jak powinnam? Tym czasem nie znam etykiety ani nic. A po obudzeniu się wciąż miałam swoje umiejętności takie jak tropicielstwo, czy też walka i latanie.- Jenna pokiwała ze zrozumieniem głową.
-Mimo wszystko wydaje mnie się, że w tej książce to byłaś ty.- Skwitowała. Usiadłam i popatrzyłam w przestrzeń. To mało prawdopodobne, ale może mam siostrę? Jeśli tak to ona jest w tej książce i odnajdując ja dowiem się czegoś o sobie.
-Możesz mi powiedzieć gdzie znajdę tego smoka i tę książkę? Może z niej sie czegoś dowiem.- Wyszczerzyłam się w uśmiechu.

<Jenna? Nie zaprzeczam, ani nie potwierdzam wysnutych przez As teoria, bo tak naprawdę nic nie wiadomo ;P>

(ps. zero sióstr! to tylko domysły i chore filozofie)

środa, 8 kwietnia 2015

Złe sny przeważnie tak na prawdę nie są złe, tylko pokazują nam to, czego widzieć nie chcemy... albo o czym chcemy zapomnieć


Imię: Chris (czyt. Kris)
Przezwisko: Mana pathaka - wymyślone przez Dżej w trakcie ich podróży, oznacza "Czytający w myślach"
Wiek: 5 lat
Płeć: basior
Punkty Walki: 12
Czym Ty jesteś?: Mieszanka Oyma i Protinis, czyli Rzeźbiącego i Mentalnego
Co robisz najlepiej?:
Z racji swojego pochodzenia najlepiej umie rzeźbić. Ze wszystkiego. Daj lód, drewno, kamień, liść... On zrobi co zechcesz. Trochę też umie śpiewać, ale nauczył się sam i zna tylko jedną melodię. Porusza się bardzo cicho, ale tylko jeśli trzeba. Bardzo szybko biega, choć na krótkie dystanse i świetnie sobie radzi w sytuacjach dla innych krępujących... Ale o tym w innym punkcie.
Rodzina: Nie pamięta, choć na pewno miał
Partnerka: A-a, nie ale jest taka jedna, tutaj, w watasze
Potomstwo: Heh, małe są fajne ale na razie nie dojrzał
Klan: Nie wie czy dołączy, ale być może
Stanowiska/ Ranga: Szpieg/ Omega
Charakter i Osobowość: Ja... Uwielbiam gadać! Po prostu nie wytrzymuję jak jest cisza. Co nie znaczy, że jestem jakimś głupkiem czy czymś takim. Często używam ironii i sarkazmu, moje słowa nimi ociekają. Zazwyczaj chodzę wyszczerzony i raczej rzadko się smucę ale mam takie dni w których samotność to mój jedyny towarzysz. Z odwagą u mnie całkiem nieźle, ale nie jestem jakimś brawurowym patafianem, który zrobi wszystko dla innych. Nieeeeee... Nie dbam zbytnio o innych, chyba że to moi przyjaciele lub rodzina, wtedy tak. Romantykiem na pewno nie jestem ale lubię czasem podokuczać samicom. Często miewam szalone pomysły, które nie zawsze kończą się tak, jakbym chciał ale trudno! Nie dbam o wygląd zarówno swój, jak i samic więc automatycznie rzygam takimi, które nic innego nie robią tylko się przebierają, obgadują innych itp. Bardzo lubię przygody i szukam ich wszędzie. Typem grzecznym nie jestem na pewno więc nie oczekuj ode mnie dobrych manier. W kilku słowach: wyszczerzony łobuz szukający przygód!
Dodatkowy Opis: Futro jest szaro-czarne, jednak podbrzusze i spód skrzydeł są kremowobiałe. Grzywka zupełnie nie pasuje do reszty, jest różnowkolorowa. Długie łapy pozwalają na szybki bieg, wzrostem dorównuje sporemu wilkowi, no mały to on nie jest. Skrzydła są ogromne, ale lekkie, zupełnie nie przeszkadzają. Oczy są... zmieniają sie, zależnie od nastroju.
Styl Walki: On nigdy w zasadzie nie walczył, albo tego nie pamięta ale jeśli już, to raczej atakowałby z powietrza. Jeszcze nad tym pomyśli.
Przygody:
Hobciostki: Chris prawie od zawsze mieszkał w górach... Znaczy, tak uważa. Nie jest przyzwyczajony do obcych ale kiedy pojawiła się Dżej wszystko wróciło. Nie wie zbyt wiele o sobie, tylko kilka rzeczy. Jedną z nich jest to, że nie umie siedzieć bez ruchu. Musi coś robić, więc jeśli znajdziecie się w dolinie, w której mieszkał, znajdziecie pełno wyrzeźbionych i wystruganych pierdół. Uwielbia też nadawać przydomki i pływać, choć w zasadzie nie robił tego często będąc w górach.
Historia: Jest niejasna, to wiem. Jestem potomkiem jednej z bardziej znanych watah na ziemi - Wolfs From The Water Forest. Nazwa wzięła się stąd, że gdy tam dotarli moi przodkowie, było tam baaaardzo dużo wody i tylko trochę roślin. Potem poziom wody opadał, aż wyrównał się z zielskiem. Pozłaziło się trochę pragnących tlenu istot i dało się żyć.
Właśnie w takiej krainie się wychowałem. Byłem synem pary Delta, oprócz mnie byli jeszcze Darkness, Rolly, Skipper i Tresh - 4 młodsi bracia. Byli ode mnie o 1,5 roku młodsi. Nie przeszkadzało mi to. Opiekowałem się nimi i całą resztą dzieciaków z watahy, bo byłem pierwszym młodym. Nawet Alfy nie miały jeszcze młodych wilczków. Dużo trenowałem, uczyłem się i wykonywałem wszystkie swoje zadania, bo zawsze wiązały się z wyprawami.
Kiedy dorosłem, znaczy się miałem 2 lata rodzice powiedzieli, że chcą bym się ustatkował. To była nasza pierwsza kłótnia. No owszem, rozrabiałem i to często ale oni nigdy mnie nie karali. To była raczej wyluzowana wataha, nikt nie karał młodych za wybryki. Ale kiedy oświadczyli mi, że czas abym poszukał sobie narzeczonej bo tylko wtedy mogę zostać pełno prawym Deltą, wkurzyłem się. Trochę na nich nakrzyczałem, oni na mnie no i się wyniosłem. Najpierw zamieszkałem w zasadzie niedaleko i nadal uważali mnie za członka watahy. Jednak kiedy rodzice przyszli by się pogodzić, oznajmiłem im, że wyruszam szukać sobie miejsca gdzie indziej. Trochę pomarudzili, ale jak przyszła para Alfa i oni byli bardzo dumni z mojego pomysłu, rodzice się zgodzili, pożegnali się spokojnie i poprosili, żebym czasem wpadał. Niby powiedziałem, że tak tak, będę wpadał ale tak na prawdę nie miałem jako takiego zamiaru. Chciałem po prostu żyć na swoich zasadach. Pamiętam, że wędrowałem i trafiłem na dziwny kamień... A potem jakoś obudziłem w górach w dolinie Sang-Ho. Żyłem tam parę miesięcy aż któregoś dnia znalazłem zaklinowaną Jennę... A resztę historii znacie.
Vigle Verty: 36,5٧ 

Właściciel: keiraKD

wtorek, 7 kwietnia 2015

Od Jenny do Aspen

        Zastanawiałam się chwilę nad odpowiedzią. Zagadka Aspen nie była trudna, tylko myląca, ale nadal nie wiedziałam co to. Jednak nie miałam do tego głowy.Wyglądało na to, że reszta też zupełnie nie wie, więc poprosiliśmy As by nam powiedziała.
- Jajko - odparła Aspen z zadowoleniem, że wymyśliła tak trudną zagadkę.
- Tak, Skarbie, tak! - wykrzyknął Brego. - Brawo, brawo! Bardzo trudna zagadka! Aleście nas nabrali, Skarbie!
- Ale teraz koniec, zbierzmy jeszcze trochę tych gałązek - oznajmiłam i wszyscy ruszyliśmy na poszukiwanie materiału do spania białej kotki.
Po jakimś czasie Alva nam podziękowała i oświadczyła, że tyle wystarczy.
- To co, Skarby? Może pójdziemy w końcu poszukać Hakia i Andromedy, hym? - zaproponował Brego.
- Wiesz, w zasadzie... No cóż, dobrze. - Wzruszyłam barkami i poszliśmy. Opowiedziałam Brego o tym, jak to się wszystko stało, a on mówił mi o powietrznych przygodach z Aspen. Ona sama była zafascynowana naszym olbrzymem, jednak co jakiś czas łapałam ją na tym, że na mnie patrzy wyczekująco. Ja jednak potrzebowałam czasu... Choć już co nieco mi świtało. Alva raczej milczała, rozglądając się po okolicy i raz na jakiś czas o coś pytała. Chris natomiast bacznie obserwował Brego i mnie, z nie do końca zadowoloną miną ale nic nie mówił. Dodawał tylko co jakiś cza coś do opowieści.
- No i w końcu znalazłam was - zakończyłam, wzdychając głęboko. - Cieszę się, że zdążyłam na święta.
- Ach, tak, święta! Byłabym zapomniała! - przypomniała sobie Aspen i zamyśliła się głęboko.
- Obchodzicie je tutaj? - spytała Alva.
- Mhm, jasne! Założę się, że będzie super! - zaśmiałam się i szliśmy dalej. Okolica się zmieniła, było trochę więcej śniegu więc po jakimś czasie grupa była zasapana, a Brego ni to dla żartu, nie to dla skrócenia czasu podróży, wziął nie na barki. Chris zareagował ostro, ale tylko spojrzeniem. Prowadziliśmy w zasadzie rozmowę spojrzeniami:
- "Nie podoba mi się to" - mówiły jego oczy.
- "Dlaczego? On mi tylko pomaga, kilka dni się nie widzieliśmy, nie dawałam znaku życia... Ma prawo, poza tym bardzo lubię Brego, mimo pozorów. Więc się odczep"
- "Może byś tak jednak z niego zeszła? Ja też mogę cię wziąć na plecy"
- "Przestań. Daj mi się cieszyć kumplem!"
- "Też jestem twoim kumplem!"
- "Zamknij się już"
Potem jeszcze na mnie patrzył ale nie potrafiłam nic kompletnie wyczytać z jego spojrzenia. Dałam więc sobie spokój i skupiłam się na Aspen.
Kiedy zamykałam oczy i myślałam o niej, pojawiały mi się różne obrazy, ale jeden był wyjątkowo wyraźny. Stałam w komnacie Misidura, smoka-mentora, tudzież przeze mnie nazywanego bardziej "Damskim herbatniczkiem" (nie pytajcie, opowiem innym razem default smiley :d ) i oglądałam pod jego nieobecność obrazy i opisy szczegółowe przeszłości, wyglądu oraz "problemu" dam, które były wysyłane do niego na "ulepszenie". Przeglądałam spisy i czasem aż zaśmiewałam się okropnie z tych niby-problemów, które mieli rodzice z córkami. Niektóre opisy były podpisane tytułem "Oddana" lub "W trakcie transakcji". Na jednym z papierków podpisanych "Oddana" widniało imię "Darcy" albo coś w ten deseń i był pod nim obraz i dokładny opis... naszej Aspen!
Otworzyłam oczy i aż się zachłysnęłam. A więc Aspen została oddana pod "opiekę" Misidura a potem on ją oddał innemu smokowi! Rany, biedna hybryda! Jak ja mam jej to powiedzieć?! Jasne, dla mnie to nic takiego wielkiego, ale ona to nie ja więc... Shit!
- Dżej? W porządku? - Do porządku przywołał mnie głos Chrisa. Spojrzałam na niego ale nic nie powiedziałam.
- Aspen? Możemy chwilę pogadać, w cztery oczy? - zwróciłam się do lekko świecącej hybrydy. Kiwnęła głową, więc zeskoczyłam z grzbietu Brega i wpadłam w zaspę. Byłam trochę nieprzytomna, ale cóż... Jak ja jej to powiem?!
- O czym chciałaś pogadać? - zapytała As, kiedy byłyśmy wystarczająco daleko od reszty. Spojrzałam jej na sekundę w oczy i spojrzałam na niebo. Cholera!
- Chyba wiem co się z tobą działo - powiedziałam.


<Aspen? Dum,dum,dummmmmmmmmmm>

Od Aspen do Alvy, Brego i Jenny - Zagadki, nie tylko te wypowiedziane

        -Ja wiem! Ja wiem!- Podskoczyłam po krótkiej chwili namysłu. -To jajko!- Uśmiechnęłam się szeroko dumna z odpowiedzi. Brego skrzywił się.
-A nie, ni skarbie.- Mruknął chyba niezadowolony z tak szybkiej odpowiedzi.
-A właśnie że tak! Bo żółtko jest złotym skarbem, a skorupka białym, albo brązowym pudełkiem.- Udowadniałam swoją rację.
-Też uważam, że to jajko.- Poparła mnie Jenna.
-Dobrze, dobrze… zgadliście. Twoja kolej skarbie.- Wyszczerzyła się hybryda. Zastanowiłam się chwilę. Gdy już wpadłam na pomysł uśmiechnęłam się chytrze.
-Dobrze więc, słuchaj uważnie.- Brego uśmiechnął się, przytaknął i usiadł, uważne słuchając.
-Co to jest? Mała, stroma górka, lecz żaden z nas nie może na nią wejść.- Samiec zmarszczył brwi, widać było, że intensywnie zastanawia się nad moją zagadką. I nie tylko on, inni towarzysze również zamilkli myśląc nad odpowiedzią. Zachichotałam cicho.
-Wiemy skarbie, to kopiec, taki kreta.- Wypiął dumnie pierś.
-Nie.- Pokręciłam głową i przeszłam kilka kroków by stanąć jednaj z takich górek. -Widzisz? Stoję.- Uśmiechnęłam się, co prawda, nieco się rozsypał, ale dalej był, więc kopiec nie był odpowiedziom. Towarzystwo, znów pogrążyło się w zamyśleniu. Skorzystałam z sytuacji i przybliżyłam się do małej waderki.
-Hej, powiedz proszę naprawdę mnie znasz?- Zapytałam półgłosem. Była to pierwsza osoba która mnie kojarzyła, nawet jeśli okaże się, że widziałam mnie raz w życiu przy wodopoju to i tak było to coś niezwykłego.
-Nie jestem pewna, ale chyba skądś cię znam. Więc wydaje mi się…- Zaczęła mówić, ale nie usłyszałam reszty jej słów. Poczułam paraliżujący ból, a przeszywający pisk niemal zwalił mnie z nóg. Przed oczyma miałam dziwne obrazy związane z moim snem. Czarny cień dziwnego stworzenia stał i mówił ciężkim basem. Nie rozumiałam większości słów. Kolejna fala bólu, a wraz z nią inne obrazy, nie rozumiałam z nich prawie nic, przemykały tak szybko, że niewiele widziałam. Błysk światła i znów ciemna, deszczowa noc i dokładnie ta sama scena która mi się przyśniła. Ból, dźwięk i obrazy ustały. Otworzyłam oczy, byłam skulona, ale chyba nikt nie dostrzegł mojego “ataku”.
-Możesz powtórzyć? Nie usłyszałam- Zwróciłam się do Jenny.
-Mówiłam, że musisz dać mi chwilkę czasu, bo muszę sobie przypomnieć.- Uśmiechnęła się.
-No dobrze.- Pokiwałam głową, już nie mogłam się doczekać by dowiedzieć się czegoś o sobie.
-Fala!- Zagrzmiał nagle Brego. -To fala! Jestem pewien.- Oznajmił
-A nie.- Zaśmiałam się. -Nie bo na szczycie fali też możesz się znaleźć.- Zachichotałam.

-Może ktoś inny ma pomysły?- Zwróciłam się w stronę Alvy, Jenny i Chrisa.

<Jenna? Alva? Brego? Ciekawe kto zgadnie XD>

sobota, 4 kwietnia 2015

Od Andromedy do Hakai - Nigdy Cię nie zostawię


        Andromeda uśmiechnęła się lekko, była zadowolona, że w końcu zobaczy swoich przyjaciół. Mimoże nie było to kilka lat to i tak za nimi się stęskniła. Przecież byli jej rodzinką, zastanawiała się czy nikt sobie jednak niczego nie zrobił pod ich nieobecność. Spojrzała jednak na wilka, który powoli biegł obok niej. Naprawdę się martwiła o jego zdrowie. Skoro cios w głowę potrafił go zwalić z nóg na całą noc było mało możliwe aby był zdrów jak ryba. Ostrożności nigdy za wiele. Tego przysłowia zawsze się trzymała, nigdy nie wiadomo co może się wydarzyć.

- Nie powinieneś zwalać wszystkiego na Blindwind. - Powiedziała cicho, ale na tyle głośno, by Hakai mógł usłyszeć.
- Tylko, że ona...
- Ona nie widzi. - Powiedziała próbując biec z zamkniętymi oczyma.
- A od czego jest Renji?
- Blindwind jest jeszcze młoda, chce żyć jak każdy inny wilk. Powinieneś to rozumieć. - Powiedziała, gdy nagle się wywaliła w śnieg.
- Co ty wyrabiasz?... Nic ci nie jest?
- Nie, właśnie próbuję zrozumieć Blind. W każdym razie...
- Nie powinna być taka nieostrożna. Jeszcze coś jej może się stać lub komuś innemu.
- Wypadki się zdażają.
- Ale jej zbyt często. Powinna siedzieć spokojnie i nie łazić gdzie ją łapy poniosą.
- Nie mów jak ma żyć, nie łamie żadnych zasad. Chce cieszyć się swoim życiem póki ma czas. Gdy będzie stara to będzie siedziała spokojnie. Nie rozumiesz jak to jest, gdy chcesz biec, a nikt ci nie pozwala? Tak czuje się Blindwind gdy rzucasz jej nakazy.
- Nie rzucam jej nakazów. - Powiedział niezadowolony Hakai.
- Może jej się spytaj? Myślę, że podzieliłaby moje zdanie.
- Zmieńmy temat.
- Dobrze. - Powiedziała Andromeda patrząc na śnieg. Chciała, aby było lato, niestety było do niego jeszcze bardzo daleko. Wilczyca biegła dalej co jakiś czas spoglądając na Hakai. - Ty też tęsknisz za latem?
- Trochę. - Odpowiedział ponuro, Andromeda przybrała niezadowolony grymas na pysku. Przyspieszyła tempa wyprzedzając wilka.
- Jeśli nie chcesz ze mną rozmawiać to było trzeba nie odpowiadać. Nie dość, że nie mogę się upewnić, czy aby na pewno nic ci się nie stało to zachowujesz się jak dziecko... Kocham cię i nie pozwolę, by coś ci się wydażyło. Nie chcę cię nagle stracić z powodu mojej nieuwagi... Jesteś dla mnie jak powietrze. Gdy cię nie ma nie mogę oddychać. Potrzebuję cię do funkcjonowania, do życia... A ty mi nie pozwalasz nawet się opatrzeć. Od środka trawi mnie strach, boję się ciebie stracić, nie widzę życia poza tobą. Moim przeznaczeniem jest pilnowanie ciebie. Ktoś musi się o ciebie troszczyć... Zrozum to w końcu. Nie robię tego po to, aby cię denerwować, robię to bo cię kocham. Tak jak rośliny kochają słońce, a ryby kochają wodę. Kocham cię i się nigdy nie zmienię i nie przestanę cię kochać. Jestem gotowa, aby ci nawet przynieść wodę w środku nocy gdybyś tylko tego zechciał. Potrafiłabym pewnie zabić zająca lub ich całą gromadę gdybyś był głodny. Siedziałabym przy tobie gdybyś był chory. Nigdy cię nie zostawię i nie przestanę cię kochać.

~Hakai? Weź no w końcu daj jej się opatrzeć.~

Od Brego do Alvy, Aspen i Jenny - Zagadki

        - Zaraz, zaraz, zaraz, zaraz, Skarbie. – warknął wrogo Brego. Jeszcze nikt nie słyszał takiego tonu u hybrydy, więc Aspen oraz Jenna wytrzeszczyły aż oczy, a Alva uniosła brwi. Basior mówił, jakby spotkał największego wroga. Samiec odsunął na bok Dżej i ruszył powoli do Chris’a – Skądście to wygrzebali? – mruknął stojąc nad wilczurem, który widząc ogromne stworzenie o pustych oczach aż skulił się ze strachu.
- Wow, o co chodzi? – zapytał Diablik wciskając się między nich – Chris towarzyszył mi na mojej drodze do domu, co z nim nie tak?
- Nie lubimy go, Skarbie, nie lubimy! Za nic! – jego głos przerywany cichymi warknięciami był aż obcy dla uszu, a białe kły liśniły w porannych promieniach słońca.
- Czemu? – zapytała Jenna głosem spokojny, choć widok Brego w tym stanie przyprawiał ją o niemiły dreszcz.
Jednak hybryda nie miała zamiaru odpowiadać na jej pytanie, odwrócił się jedynie i stanął przy białej kotce.
- Skarbie, długo was nie było, kilka rzeczy się pozmieniało. – rzucił Dżej już wesołym głosem, a swoją chuśtawką nastrojów zdezoriętował wszystkich – Aspen wczoraj do nas przybyła, a Alva jeszcze dziś. Pomagamy jej zbierać gałązki! Spać będzie na nich! O! – z tymi słowami Brego odbiegł, znikając w krzakach.
Zebrani popatrzyli po sobie ze zdziwionymi minami.
- Co w niego wstąpiło? – mruknął Chris, jednak zanim ktokolwiek zdołał odpowiedzieć słychać było jedynie ogłuszający trzask, a hybryda wynurzyła się z zarośli, biegnąc z grubą gałęzią w pysku.
- Takie? Takie mogą być, Skarbie? Wszyscy na takich śpią. – zapytał rzucając jej kłodę pod nogi z wyszczerzem na mordzie.
- No tak nie do końca, trochę mniejsze. – odpowiedziała Alva patrząc na kawał drewna.
- Hmfff. – mruknął basior i usiadł na ziemi – Wiecie co? Lubimy zagadaki, zagramy w zagadaki? Kto ich nie lubi?
- To chyba... – zaczął Chris, ale gardłowy warkot od strony hybrydy uciszył go wpół zdania.
- My zaczynamy! – stwierdził, nie czekając na niczyją odpowiedź – Słuchajcie, Skarby, słuchajcie uważnie, bo powiemy tylko raz: Pudełeczko, brązowe lub białe. Nie ma pokrywki, ani okienek, ni drzwiczek, a złoty skarb w jego wnętrzu jest ukryty... Kto wie co to, Skarby? – tajemniczym wzrokiem przemiótł po zebranych...

Jenna? Aspen? Alva?
<Jakby nikt nie wiedział to pisać do mnie, powiem Wam xD>

Od Jenny do Alvy, Aspen i Brego

        Kiedy Wind odbiegła, westchnęłam ciężko ale z uśmiechem i odwróciłam się do Varena... którego już nie było. Prychnęłam, ale zauważyłam jego ślady na śniegu. Pewnie nie dość że mało rozmowny to jeszcze samotnik. A, pewnie poszedł żeby dać nam chwilę, albo może coś go zaciekawiło... Nie ważne, prędzej czy później się znajdzie.
Zabrałam się więc na poszukiwanie żarełka dla mojej kumpeli i dla siebie. Co prawda, polowanie w moim przypadku będzie trochę trudne, ale przecież od czegoś mam te skrzydła, no nie? Wzbiłam się więc w powietrze i rozejrzałam po okolicy. Pusto. No nic, poszukam dalej... Aaaaaaaaaaaaa, moment... Przecież miałam pogadać z Chrisem... Szlag by to! Zauważył mnie. Durna jesteś, oj durna, pomyślałam. Ale nic, zleciałam więc do niego.
- I? Co masz mi do powiedzenia? - zapytałam, rozglądając się, byleby tylko na basiora nie patrzeć.
- Dżej, jak już mówiłem... Przemyślałem to. Źle dobrałem słowa i wyszło jak wyszło, ale ja wcale nie chcę być normalny. Tylko nie wiedziałem, czy będę potrafił się dogadać z tyloma wersjami ciebie - zaśmiał się. Nie zareagowałam, więc odchrząknął. - Poza tym, zrobiliśmy te prezenty razem i jeszcze... Czuję się trochę odpowiedzialny za ciebie.
- Co proszę?! Z jakiego niby powodu?
- No bo... Wiem, że miałem kiedyś rodzeństwo i teraz... Tak jakby trochę taki instynkt. Wiesz, jesteś mi bardzo bliska... Znaczy, nie w tym sensie... To jest... Nie tak że nie jesteś ładna, tylko ja nie...
Zaśmiałam się cicho na tę plątaninę i uniosłam łapę żeby się przymknął.
- Okej, okej. Ogarniam. Tylko nie próbuj więcej używać słowa "normalny" w moim towarzystwie, jasne? - Odwróciłam się od niego i wzleciałam do góry. Nie słyszałam trzepotu jego skrzydeł, więc zawróciłam z szelmowskim uśmiechem. - A ty co? Myślisz, że ci coś upoluję? To już nie góry, mój drogi. Trza ruszyć zadek. No, już!
- Czyli co? Mogę zostać?
- Nie wiem. O to pytaj Hakia i Andzi, jak ich znajdziemy. Ale jak dla mnie, nie ma problemu.
- Jesteś niemożliwa.
- Wiem.
Polecieliśmy. Sama nie wiem. Może to był błąd że mu wybaczyłam, że się z nim pogodziłam ale nie chciałam o tym na razie myśleć.
- Jenna? A tak w ogóle to co to był za koleś z którym przyszłaś? - zapytał po chwili Chris.
- Em to... - Wpadłam na genialny pomysł. - A co cie to interesuję, hym?
- No wiesz... Ja wcale nie powiedziałem ostatniego zdania na twój temat... Więc wolę wiedzieć. - Wzruszył barkami ale jego pysk mówił, że to ważne.
- Ech, to Voren, nowy. Tak myślę, zresztą wszystkiego się dziś wieczorem dowiemy, coś mi się wydaje, że będziemy długo rozmawiać...

*** Jakiś czas później ***

        Kiedy już upolowałam z Chrisem sporą sarnę, postanowiłam poszukać Blind. Lataliśmy chwilę, aż nagle wpadłam na coś ogromnego. Było na pewno miękkie.
- A co to nas, Skarbie, atakuje? - zapytał charakterystyczny głos nade mną. Ledwo się powstrzymałam, żeby nie pisnąć.
- Brego, mordo moja! - wydarłam się i złapałam hybrydę za kłaki. Dopiero po chwili ogarnęłam, że przecież są obok nas jeszcze dwie postacie.
- Witamy, Jenna, witamy! Gdzie byłaś? Nie mogliśmy cię znaleźć, Skarbie! Nieładnie tak znikać i nie mówić. Ale cieszymy się, że już jesteś, Skarbie! - przywitał się Brego.
- Em, no właśnie. Ja się może przedstawię. - Otrzepałam futro i odsunęłam się trochę od wielkiego kumpla. Cały czas uśmiechnięta, spojrzałam na kolejną, jak mi się zdawało, hybrydę i ogromnego cheedariana. - Jestem Jenna, a to jest Chris. Ja należę do watahy, w zasadzie prawie od jej początku, a Chris... Prawdopodobnie dołączy wieczorem, jak znajdziemy Alfy.
- Cześć, jestem Aspen... Znasz mnie może? - zapytała hybryda. Przyjrzałam jej się... Coś mi świtało, ale nie byłam pewna, choć męczące wrażenie, że znam tą samicę było silne.
- Wiesz, że chyba tak... Tylko daj mi czas, a powiem ci dokładnie co i jak. Witam w watasze!


<Aspen? Brego? Alva? Wybaczcie, że tak wam wpadam, ale tak jakoś wyszło <default smiley> :D>