czwartek, 22 października 2015

Opowiadanie poboczne: Od Trash'a i Danki - Rozmowy w drodze

Jeszcze nim ta dwójka dołączyła do watahy, kiedy byli daleko od centrum trwającego w niej zamieszania, ale już po przekroczeniu granic wariatkowa miało miejsce parę zdarzeń, które z nadmiaru weny postanowiłam opisać. Ot, kilka chwil ze wspólnej podróży tej dwójki. Mam nadzieję, że ich przygody Was zaciekawią - a było to jeszcze nim Trash uznał Dankę za rudą, kilkusetletnią wiedźmę i nim jego błogi żywot szmacianego uciekiniera został zamknięty w rozwrzeszczanym przytułku dla psychicznie nadrozwiniętych <3



        Nie padał wtedy śnieg, nie wiał wiatr, ale w powietrzu czuło się dziwne napięcie. Przynajmniej Trash je czuł i to można by powiedzieć - bardzo intensywnie. Może były to złe przeczucia, a może instynktownie wiedział co się święci, wychodziło na jedno - coraz bardziej się denerwował, a czarny kłąb pesymistycznych rozważań unoszący się nad jego głową nie rozwiewał się ani na chwilę. Chłopak kroczył przed siebie z ponurą miną, jednym okiem nieuważnie obserwując rozpościerające się przed nim śnieżne zaspy czy zagradzające mu drogę drzewa, które omijał zawsze w ostatnim momencie, a i to nie zawsze. Jego dziwne zachowanie nie mogło ujść uwadze Danki, która zawsze zwracała uwagę na to jak zachowują się jej znajomi i towarzysze (przynajmniej kiedy już dostatecznie się wygadała). Chłopak od samego początku nie był zbyt rozmowny, ale teraz wyglądał jak nie do końca trzeźwy. Nadszedł czas, że i ruda doszła do wniosku, że coś jest nie tak.

- Hej, co z tobą? - Zapytała wbiegając Trash'owi pod łapy na co zareagował wyminięciem jej dużym łukiem - Zjadłeś coś niestrawnego? Ale ej! My nic nie jedliśmy! - Zaczęła przejmować się na głos skacząc pomiędzy pokrytymi śniegiem korzeniami starych klonów i migając na tle bieli niczym ostatni jesienny liść, który do tej pory kurczowo trzymał się na gałęzi. Powoli zaczęła przebijać się do świadomości kolegi, ten jednak nadal nie skomentował jej rozważań.
- A ja Ci mówię, moja przyrodnia siostra tak miała! Najpierw smędziła i gapiła się tępo przed siebie włażąc na wszystko i wszystkich, a potem bach! Poleciało to co miała do tej pory w żołądku! Zbierać było co, a ona dalej jak pół przytomna zaczęła łazić po polu! - Danka znowu przestawiła swój ozor na piąty bieg - To myśmy za nią pobiegły, a jej się to utrzymywało - raz było lepiej raz gorzej, ale mówię ci, minę miała jak ty! Identico! - Aż podskoczyła - Więc się martwiliśmy jej stanem, że się biedactwo otruła, ale potem przyszła babcia, spojrzała na nią - Tu przystawiła sobie palce ułożone w ramkę do oczu i spojrzała na Husk'a jednym okiem - I stwierdziła, a babcia ma zawsze rację, że ona wcale nie otruta, tylko, że w ciąży jest! Cwana! - Krzyknęła dobitnie, a wielce radośnie, a Trash po raz pierwszy od dłuższego czasu spojrzał na nią nie kryjąc trwogi. Nie chciał być w ciąży! Nie był gotowy! Przecież to tyle spraw i gdzie jest niby ojciec jego dziecka!? - on nie zna ojca!!! Tak nie może by!... Zaraz, przecież ON jest facetem. Nie może być w ciąży. Co ta mała mu się tak rzuca?
Otrząsnął się z tych odruchowych, totalnie irracjonalnych obaw, ale rzeczywiście odetchnął z ulgą. Jak widać jego umysł mimo usilnego wyłączania się na bodziec zwany panną Wargerbund nie oparł się jej wpływom i oto efekty. Zaczynał świrować. Jeszcze chwila, a zacznie się utożsamiać z jej nienormalną rodzinką, a to będzie jego definitywny koniec! Bo ile razy może skakać do wulkanu, odcinać se kończyny, zachodzić w ciążę i zmieniać płeć!? No może kilka razy coś by się udało... Ale NIE! To nie jest dobry pomysł nawet o tym myśleć!
Zlękniony niepokojącym zachowaniem własnego umysłu zatrzymał się i tak jak stał, bez ostrzeżenia wsadził łeb w biały, zimny puch, by nieco ochłonąć i wrócić do rzeczywistości. Może przy okazji ten rudy terminator pójdzie sobie dalej i go zostawi...
Oj nie, wszyscy wiemy, że o tym nie mogło być mowy! Danka podskoczyła zaskoczona nagłym ruchem jej jak dotąd doskonale przewidywalnego kompana i przyjrzała mu się bacznie analizując co też mogło się z nim dziać i jakąż to opowieść rodzinną można by do tego dopasować. Odchodzić od raz zdobytego towarzysza nie miała najmniejszego zamiaru.
- Spoko stary, czasem i mnie się tam coś przegrzeje - Powiedziała podchodząc do jego chwilowo bezgłowego tułowia i nachyliła się ku jego wystającemu ponad śnieg karkowi - Wiesz co, mój wujek tak miał i...
- NIE! - Wilk krzyknął na całe gardło prostując się gwałtownie - ŻADNYCH WUJKÓW! ŻADNYCH SIÓSTR! I NIE BĘDĘ W CIĄŻY! - Wykrzyczał zrozpaczony i gorączkowo ruszył przed siebie krokiem co najmniej szybkim. Dańcia, która przez jego wybuch aż klapnęła na zadek tylko zamrugała oczami. Co właściwie się stało? Zastanawiała się chwilkę, lecz kto zna Dankę ten wie, że taki stan nie trwa u niej zbyt długo. Wstała więc i szybkim truchtem podążyła za chłopakiem jak gdyby nigdy nic się nie stało ~



Koniec ~ 



środa, 21 października 2015

Wiem o tym wszystkim, ty chyba też wiesz. I choć nie płaczę przy Tobie, coś między Nami jest. Uśmiecham się do Ciebie, trochę tajemniczy. Znów pytasz o czym myślę, odpowiadam, że o niczym.



Imię: Cery

Pseudonim: W życiu zdążono nadać mu wiele imion, od Diabła do Rudzielca, aż po Chupacabrę. Najczęściej jednak obrzucano go przeróżnymi, obraźliwymi epitetami. O dziwo, dorobił się jednak kilku miłych przezwisk, a jego ulubione to Gawron, Corvus, oraz Cuervo. 
Wiek: 5 lat
Płeć: Samiec
Punkty walki: 
Czym ty jesteś?: Zwykły dachowiec… No, może i nie taki zwykły, skoro skubany chodzi na dwóch tylnych łapach.
Co robisz najlepiej?:
~ Cery świetnie się wspina. Nawet wielu jego pobratymców nie jest w stanie dorównać mu zwinności w przeskakiwaniu z gałęzi na gałąź, czy też wchodzeniu na najwyższe czubki drzew, oraz szczyty nawet tych najbardziej stromych skał.
~Jest znakomitym szermierzem. 
~Wpakowuje się w kłopoty…? No dobra, to może nie jest żadna specjalna zdolność. Ale sam fakt, że z ostrych bijatyk wychodzi nawet bez draśnięcia chyba można zaliczyć do umiejętności, nie?
~Kradnie ^^ Tak, Cery ma skłonność do wyzwalania cudzych własności z rąk ich prawowitych właścicieli, jak on sam to nazywa. Właściwie to nikt jeszcze nie przyłapał go na kradzieży, a ja sama nie mam pojęcia jak udaje mu się zabrać innym rzeczy z przed nosa o.O
Rodzina: Miał trzech starszych braci i jedną młodszą siostrę. Nigdy nie poznał swoich rodziców, ale nie powiem, by jakoś specjalnie mu na tym zależało. Właściwie to ma nadzieję, na znalezienie nowego stada.
Partnerka: Była kiedyś taka jedna, na imię było jej Mery… A może Mary? Marry? Oh, to chyba w ogóle nie było imię na „M”. No to może Rose? Clarissa? Cassandra? Sandra…? No cóż, w życiu Cery’ego pojawiło się dość dużo kobiet, choć (jak się już zapewne domyśliliście) żadna z nich nie była „tą jedyną”. Wątpię jednak, by komuś takiemu jak on zależało na jej odnalezieniu. Tym bardziej, że w okolicy raczej nie ma zbyt wielu kotek.
Potomstwo: W tej chwili bardziej ceni sobie niezależność, niż użeranie się z małymi gremlinami. Poza tym Cery jakoś nigdy specjalnie nie przepadał za dzieciakami.
Klan: Może, jeśli znalazłby się jakiś odpowiedni.
Stanowisko/Ranga: Goniec/Omega
Charakter i osobowość: Raczej ciężko opisać charakter Cery’ego. Jeśli ktoś poprosiłby o nazwanie go w jednym, może dwóch słowach, byłoby to zadanie niewykonalne. Określenia takie jak „szaleniec”, czy „świrus” są zbyt powszechnie używane i nie oddają w pełni jego skomplikowanej osobowości. Jedno jest jednak pewne, w normalnym świecie trudno jest znaleźć wariata większego niż Cery. Ceni on sobie niezależność i kocha szwendać się gdzie popadnie, nawet jeśli wiele osób wciąż powtarza, że powinien z tego wyrosnąć. Niektórzy mają go za wieczne dziecko, inni za samodzielnego i dojrzałego kota (nikt jednak nie mówi, że obie strony nie mają racji). Właściwie to Cery często zachowuje się tak, jakby jednocześnie miał osiem i osiemdziesiąt lat. Uwielbia ryzyko i dobrą zabawę. Według niego życie powinno być ciekawe i ekscytujące, a dzień bez dreszczyku emocji to dzień stracony. Nie jest może wielkim rebeliantem i jeśli faktycznie buntuje się przeciwko komuś, to tylko gdy ma jakiś konkretny powód. Owszem, choć nie omieszka się wygłosić swojego zdania, które w wielu przypadkach jest sprzeczne z decyzją większości, to potrafi szanować zdanie innych. No, jeśli ci na jego szacunek zasłużą. Jeśli ciekawość to pierwszy stopień do Piekła, to w takim razie Cery od urodzenia stoi jedną łapą w Tartarze. Nie bez powodu nazywają go Diabłem. Na takich jak on lepiej uważać, zwłaszcza jeśli ma się przy sobie jakieś cenne drobiazgi. Kocur często igra z ogniem i ma skłonność do podejmowania ryzykownych decyzji. Choć z natury nie szuka kłopotów, to one zawsze bez problemów znajdują jego, choćby nie wiem jak bardzo próbował od nich uciec. A uwierzcie mi, nawet ktoś jego rozmiarów często angażuje się w bójki z dużo większymi i silniejszymi przeciwnikami. Całe szczęście, że dzięki sprytowi i ostrej szabli, Cery zawsze wychodzi z nich cało. A, i jeszcze jedno. Cuervo jest z natury kobieciarzem. Powiedzmy, że ma w sobie pewien „zwierzęcy magnetyzm”, jak to niektórzy nazywają i często komplementuje płeć piękną. Zdecydowanie nie jest typem ugrzecznionej osoby. A wręcz przeciwnie! Sarkazm i ironia są u niego na porządku dziennym. Cery jest wyjątkowo pamiętliwy, zwłaszcza na punkcie obraz skierowanych pod jego adresem. Z radością wykorzystuje okazje do choćby najmniejszego aktu zemsty, bądź rewanżu. On po prostu nie lubi być nikomu dłużny (zwłaszcza, jeśli chodzi o wszelkie obelgi), dlatego nie liczcie, że gdy go obrazicie, ten podwinie ogon lub uda, że nic takiego nie miało miejsca. Uwielbia się droczyć (a już zwłaszcza z paniami ^^ ), choć w niektórych wypadkach jest to nic innego, jak okazanie przez niego sympatii, jaką darzy drugą osobę. Co ciekawe, jest altruistą, choć owy altruizm przejawia się u niego w dość nietypowy sposób. Nie potrzebuje zbyt wielu przyjaciół i najczęściej ogranicza się do dwóch, może i trzech dobrych znajomych. Ale nawet dla tej trójki jest w stanie skoczyć w ogień i chronić ich, nawet za cenę własnego życia. Można odmówić mu wielu zalet, ale na pewno nie lojalności i bezinteresowności. Ma silne poczucie przynależności do stada, lub nawet małej grupy kompanów i nigdy nie da nikomu obrażać swej watahy. Miewa ryzykowne i szalone pomysły i czasem naprawdę niezły z niego wariat, do którego trzeba po prostu przywyknąć.
Dodatkowy opis: Co tutaj opisywać, Cery z pewnością nie jest najwyższym osobnikiem, jakiego spotkasz na swojej drodze. Choć to, że kot chodzi na dwóch tylnych łapach na pewno dodaje mu centymetrów. Jego rude futro, w wielu przypadkach, służy za świetny kamuflaż. Oczywiście nie mówię tutaj o takiej porze roku jak zima, kiedy pomarańczowy odcień zdecydowanie wyróżnia się na tle białego śniegu. Ale spróbujcie go kiedyś znaleźć wśród łanów pszenicy, w wysokiej trawie, lub co gorsza- w jesiennych liściach. Wtedy jego futro właściwie całkowicie zlewa się z tłem. Ma intensywnie zielone oczy, które wychwycą każdy, nawet najdrobniejszy szczegół. A szpiczaste, ciemniejsze niż reszta futra, uszy są w stanie usłyszeć najcichszy szelest. Cery często strzyga uszami, ponieważ ułatwia mu to wychwycenie dźwięków. Nosi skórzany pas oraz szablę (tak, to ta mała wykałaczka). Na jego głowie zawsze znajduje się kapelusz, z którym kot nigdy się nie rozstaje. Ponad to, nosi długie, skórzane buty (nie pytajcie się skąd to wszystko wytrzasnął). No i mamy w Wariatkowie Kota w Butach ^^
Styl walki: Cery chyba nie ma żadnego określonego stylu. Bardzo często w walce posługuje się swoją szablą i jest całkiem niezłym szermierzem. Co jednak nie oznacza, że bez swojego narzędzia jest zupełnie bezbronny. Co to, to nie! Choć nie jest wielkich rozmiarów, to potrafi być strasznie upierdliwy. Ma tendencję do skakania na przeciwnika z pazurami i ranienia go gdzie popadnie. Najczęściej w grzbiet, szyję lub twarz. Jest bardzo zwinny i naprawdę ciężko go złapać, a tym bardziej strącić z siebie. Cery ma ostre pazury i dobrze wie jak z nich korzystać. To właśnie dzięki nim potrafi uczepić się wroga i choć nie wyrządzi nimi większej krzywdy (draśnięciem przecież nie zabije, nie?) to z pewnością kocur na pysku znacznie utrudnia walkę. Nawet tym najlepiej wyszkolonym wojownikom.
Song Theme: Imagine Dragons - All of You (no po prostu piosenka stworzona dla niego o.O)
Hobciostki:
~Zdecydowanie bardziej woli noc od dnia, choć jego ulubioną porą są zachody słońca. A właściwie moment, w którym słońce przed chwilą schowało się za horyzontem, ale niebo ma jeszcze czerwono-fioletowy kolor. Sam Cery czasem się chwali, że jeszcze nigdy nie przegapił żadnego zachodu słońca, choć oczywiście jest to niemożliwe. 
~Chciałby móc rozmawiać z roślinami. Spytałby się wtedy róży, dlaczego kuje go w pysk, za każdym razem gdy próbuje ją zerwać. 
~Uwielbia słuchać przeróżnych historii, od komedii po tragiczne opowieści o morderstwach. Sam nigdy dobrze ich nie opowiadał, ale słuchacz z niego pierwsza klasa.
~Cery jest znakomitym tancerzem, a w swoich stronach brał udział w chyba każdym wieczorze i pokazie tanecznym.
~Uwielbia muzykę i całkiem nieźle gra na niektórych instrumentach strunowych.
~Kocha podróżować i włóczyć się gdzie popadnie pod osłoną nocy. 
~Gdy nie ma co robić, często leży na trawie, bądź na gałęzi drzewa i spoglądając w nocne niebo wymyśla własne gwiazdozbiory.
Historia: Nie jest może specjalnie skomplikowana i pewnie już wielu rzeczy się domyślacie… Ale i tak poczekacie na opowiadanie ^^
Vigle Verty: 6,5٧  
Właściciel: Annabeth

niedziela, 18 października 2015

Pytanie z serii CBBG od Fidelki

Tak, wpadło mi to do głowy, gdy rozmawiałam z Wiewiórą - chciałam jej je zadać, ale pomyślałam ,,A czemu nie rąbnąć nim wszystkich wariatów?!"I oto piszę do Was teoretycznie mało istotne, ale bardzo mnie ciekawiące zapytanko:

Gdyby jedna z postaci z bloga mogłaby zostać Twoim kompanem w realnym świecie (z zachowaniem wyglądu i możliwością 'ludzkiego' porozumiewania się z nią) to którą byś wybrała?
Załóżmy, że byłoby to w naszym świecie normalne i nikogo taki zwierzak by nie dziwił - siedział by z nami w domu, chodził z nami do szkoły i ogólnie żył by u naszego boku pomagając nam lub nam przeszkadzając.
To kto zostałby waszym kompanem? x3


Od Aspen do Brega i Angel - Mamy trop

        Nie kazałam na siebie długo czekać. Jednym mocnym uderzeniem skrzydeł wzbiłam się w powietrze i dogoniłam... Ba! przegoniłam te dwa "nietoperze". Brego zaraz załapał zabawę i dwoma huknięciami błoniastych kończyn dogonił mnie. Zza głowy dobiegł mnie cichy pisk Angeli, mieszaninę strachu i podekscytowania.
- Lecisz pierwszy raz? - Zapytałam z uśmiechem, nieco zdeformowanym przez silny wiatr.
Mała pokiwała powoli głową, ale odpowiedziała na uśmiech.
- Doprawdy Skarbie? Musimy w takim razie pokazać się jak najlepiej w przestworzach. - Dodał samiec po czym zapikował w dół, ja zaraz za nim.
Gdy rozłożył skrzydła by wyrównać lot ja przemknęłam pod nim by znów wzbić się pionowo wzwyż tuż przed nosami towarzyszy. Następnie równolegle wykonaliśmy kilka pętli i beczek, czemu cały czas towarzyszyła głośna aprobata Piper. Na zakończenie pokazu oboje wbiliśmy się między drzewa, wykonaliśmy szybki slalom i znów wyrównaliśmy lot nad koronami drzew. Nie wiedzieć kiedy jej głos ucichł.
- Brego! Gdzie mała?! - Zawołałam widząc, a raczej nie widząc pasażera na jego grzbiecie.
Hybryda otworzyła szerzej oczy. I zaszamotała się. Aż słyszałam jak jego serce zaczęło uderzać mocniej. Nic nie mówiąc zanurkował z powrotem między drzewa. Ja jednak omiotłam wzrokiem konary i dostrzegłam na jednym z nich jasno-beżową plamkę. Podleciałam do niej. Suczka wisiała na drzewie... Oczywiście łebkiem w dół.
- Brego miał racje, jak nietoperz. - Zaśmiałam się, na co mała fuknęła.
Zdjęłam ją jednak z gałęzi.
- Nie zdążyłam się uchylić no, za gęste były te chaszcze. Macie całe niebo a latacie po krzakach. - Mruknęła otrzepując się z igliwia.
- Znaleźliście ją? Przepraszamy was Skarbie, że was zgubiliśmy. - Zawołał uradowany samiec i wyrwał mi Angel po to by zacisnąć ją w swoim żelaznym uścisku.
- Już... Żyję... Jeszcze...- Stęknęła zgniatana łapami olbrzyma.
Ten przestał ją ściskać i posadził ją na powrót na grzbiecie i wzleciał nad drzewa. Lecieliśmy chwilę obserwując okolicę z góry. Brego jednak leciał teraz wolniej i ostrożniej, zapewne obawiał się znów zgubić swojego jeźdźca. Mnie jednak taki lot nużył. Próbowałam dalej się popisywać mając nadzieję, że i tym razem przystanie na zabawę, ale ani drgnął. Leciał dalej dumnie i spokojnie niczym orzeł, za to ja pętląca wokoło kółka, wyglądałam jak jakaś nieokrzesana sroka czy jaskółka.
- Jest, mam! - Zakrzyknęłam nagle pikując w dół.
- Smoka?! - Wychyliła się zaciekawiona Angel.
- Nie, ale mam trop Jenny, pamiętam jej łapy, jest z całą grupką. Zaraz ich wyśledzimy i będziemy mogli zapytać o smoka! - Wyszczerzyłam się uradowana.

Brego? Angel? Trochę lanie wody, ale muszę się rozkręcić, coś opornie idzie mi ostatnio pisanie czteronożnymi :P

Co Do Jenki mam do ciebie prośbę byś wskazała kierunek do jaskini smoka, u którego ponoć widziałaś opis mojej As. Zagadkę czas rozwiązać *dum dum dummm* (może wtedy zacznę pisać z sęsem XD)

środa, 14 października 2015

Co ja mogę... Jestem za mały, żeby wymyślić coś sensownego!



Imię: Nie mam imienia…  Może wy mi jakieś dacie? Nazywajcie mnie jak chcecie, byle by wam pasowało! Mogę mieć nawet kilka imion, mi to nie przeszkadza.
Przezwiska: Ja mówię o sobie 'Mały', bo jestem mały, albo 'Szczęściarz', bo jakoś udało mi się przeżyć aż do teraz, ale możecie nazywać mnie jak chcecie, naprawdę!
Wiek: Hmm…Chyba mam około roku . Tak przynajmniej myślę. Kiedyś myślałem, że mam więcej, bo jestem duży, ale ostatecznie wątpię bym wtedy miał rację. Jestem chyba za głupiutki by być starszy, hihi. Ale kiedyś urosnę! 
Płeć: Jestem chłopcem, ale jeszcze nie mężczyzną - tak mi przynajmniej mówią. Ale… Czym się różni chłopiec od mężczyzny? 
Punkty Walki: Ojojo, to brzmi groźnie! Mam nadzieję, że jak dorosnę będę mieć ich więcej niż teraz, by móc ronić mojej nowej rodziny <3 Chociaż… Nie potrzebuje ich aż tak wielu. Nie lubię się bić. A wy?
Czym jesteś? : Ja… No wilkiem chyba. Prawda? Tak… Wyglądam podobnie jak inne wilki… No i moja rodzina to też były chyba wilki… Choć ponoć miałem jakiegoś krewnego 'psa'. Czy psy to nie wilki? 
Co robisz najlepiej?: Nie wiem! Hahaha.^^ 
Ale naprawdę! Nie jestem w niczym… Chociaż! Lepię bardzo ładne i wysokie bałwany i fortece! I ze śniegu i z piasku! Choć z piasku to nie bałwany… Ale wiecie o co mi chodzi, prawda? I chyba mam niezły węch. Ponoć potrafię odszukać rzeczy, które dla innych są za daleko lub zbyt dobrze ukryte. Ale ja sam nie wiem… Po prostu je znajduję i tyle. Nie wiem, może inni potrafią to samo, tylko na razie na nich nie trafiłem?
Rodzina: Ojojoj, moja jest już daleeeeko stąd… A wy nie chcecie być moją nową rodziną? Wydajecie się fajni, a ja nie chcę być sam!
Partnerka: A co to? Jadalne? Jak tak to poproszę! Nie? Aha… Aha... Myhym… Nie, to jednak nie chcę. (Ciekawe kto mu naopowiadał...)
Potomstwo: No to też raczej nie, HAHA! Ale jak ktoś nie ma to ja mogę się zgłosić! Lubię dorosłych x3
Klan: Ojojo… Znowu trudne pytanie. Jeszcze nie wiem, ale kiedyś chcę do jakiegoś należeć. Tam może być dużo ciekawych osób ^^
Stanowiska/Ranga: Hmm… Nie za bardzo to rozumiem… Chyba… Omega? Większość wilków to omegi więc ja chyba też ^^ 
A co chcę robić w przyszłości… Nie wiem, na razie będę się bawić! I… I uczyć też.
Charakter i Osobowość: Myślę, że jestem miłym i uprzejmym wilczkiem. Zawsze słucham co starsi mają do powiedzenia, choć ostatnimi czasy niewiele osób coś do mnie mówiło. Lubię dowiadywać się nowych rzeczy, więc pytam o wszystko co mnie interesuje. Dorośli wiedzą chyba wszystko - chcę żeby dzielili się ze mną tą wiedzą! Poza tym staram się być grzeczny choć nie rozumiem wszystkiego czego dorośli ode mnie wymagają, a czasem mi się o tym zapomina… Hehe.
Nie wierzę, że ktoś może być 'lepszy' lub 'gorszy' bo wygląda inaczej niż reszta. Nie znoszę też kiedy silniejsi znęcają się nad słabszymi. A najgorsze, że ja tylko swoich rówieśników mogę od tego powstrzymać. Jeżeli mam się kiedyś nauczyć walczyć to właśnie po to by powstrzymywać takich hultajów! Takich dorosłych hultajów! O!
Poza takimi osobami to lubię wszystkich - w sumie nie pamiętam bym kiedyś kogoś nie lubił - a jak ktoś zachowuje się źle to trzeba mu to wytłumaczyć, więc nawet jeżeli ktoś robi niemiłe rzeczy to nie tak, że ja go nienawidzę… No… Wiecie o co chodzi, prawda? Wszystkim trzeba dać szansę. Tylko najpierw trzeba niektórych przygnieść do ziemi, żeby chcieli posłuchać co do nich mówimy ^^
W towarzystwie czuje się o wiele lepiej niż sam - nie ma znaczenia czy jestem z dwoma osobami czy jest nas o wiele więcej - zawsze będzie fajnie jeżeli będziemy razem!
Kocham się bawić ale też leniuchować - leżeli w słoneczku jest naprawdę wspaniałe! Nie mogę się doczekać wiosny i kiedy liście znowu będą się tak śmiesznie bujać na drzewach! Uwielbiałem je obserwować, dlatego trochę mi smutno, że wszystkie opadły.
O - i nie przepadam za strasznymi historiami i miejscami… Wolę wesołe opowieści i przyjemnie wyglądające widoczki. No i oczywiście nigdy nie straszę innych - chcę by przy mnie byli szczęśliwi, nie smutni.
Dodatkowy Opis: Jak na swój wiek jestem dosyć duży i chyba masywny… Mam nadzieję, że jako dorosły nie będę gruby! Ale mówię wam - to wszystko przez tą puchatą sierść! I to, że tak bardzo lubię jeść tłuste rzeczy… Nic nie poradzę, są najsmaczniejsze! Jak już wspomniałem mam chyba dobry węch - wszystko dzięki mojemu czarnemu noskowi! Uszka mam krótkie a ogonek zakręcony. Nie wiem dlaczego tak jest, innym wilkom się chyba nie kręcą. Może jak będę starszy to i mi się wyprostuje ^^ 
Bardzo podobają mi się, ale i dziwią mnie moje oczy - są różnego koloru, a przy tym są takie duże i urocze! Wiem, jako chłopiec nie powinienem być chyba uroczy, ale naprawdę cieszę się, że są takie, a nie małe i groźne. Nie chcę wyglądać groźnie. 
Styl Walki: Styl? Ja raczej nie walczę. Mówiłem wam, że nie lubię agresji. Oczywiście jak będzie trzeba obronić kogoś słabszego to się postaram! Ale lepiej żeby mój przeciwnik nie był wtedy większy ode mnie… Jeżeli nie będzie mogę go powalić z rozbiegu swoim ciężarem x3 A jeżeli będzie… A nikt starszy nam nie pomoże? No to chyba trzeba będzie się rozproszyć i uciekać do jakiejś kryjówki! Na pewno jest tu wiele takich miejsc! W ostateczności mogę go rzucić z zaskoczenia śnieżką! O, albo nawet kamykiem jak będzie wyjątkowo niedobry! Ale wiem, że potem trzeba szybciutko znikać - nie chcę sibie ani nikogo innego niepotrzebnie narażać na niebezpieczeństwo.
Hobciostki: Nie mam żadnego stałego 'hobby'. Lubię się bawić i leniuchować, ale to już wiecie. Ale... Myślę, że pokażecie mi wiele interesujących zajęć! ^^
Historia: Eeeem... No coż... Urodziłem się w stadzie na północ stąd. Było dość duże, ale chyba nie mieliśmy najlepszych terenów, bo często brakowało jedzenia. My - czyli wszystkie szczeniaki jadaliśmy resztki. Pamiętam jak moja babcia przemycała dla mnie bardziej pożywne kawałki, może dlatego stałem się żarłokiem ^^"
Podczas przenosin na dalsze ziemie ważne wilki ze stada stwierdziły, że nie ma rady - wszystkie podrośnięte dzieci muszą opuścić grupę i spróbować przeżyć na własną łapę. Protestowaliśmy, bo z rodziną było nam dobrze i nie wiedzieliśmy co się dzieje, ale zepchnęli nas z takiego łagodnego zbocza i wylądowaliśmy w zaspach śniegu bardzo daleko od nich. Zostaliśmy w tyle - nie mogliśmy ich dogonić. Było mi smutno, bo nie zdążyłem się pożegnać, ale nadal nie rozumiałem o co w tym wszystkim chodzi. Niektórzy z moich braci znosili to gorzej, więc żeby ich pocieszyć ja zostawałem uśmiechnięty. W końcu skoro dorośli kazali nam ruszyć oddzielnie to znaczy, że jesteśmy na tyle duzi, że damy sobie radę! Było zimno, ale ogrzewaliśmy się nawzajem, a poza tym - mamy bardzo ciepłe futerka. Jednak minął ledwie dzień, a ja już musiałem ich opuścić. Nie, że chciałem, to był w sumie wypadek... Przechodziliśmy nad rwącą rzeką, po obalonym pniu. Był duży, ale oblodzony, dlatego zapewne podczas marszu ześlizgnąłem się z niego. Heh - zawsze mówili, że ze mnie niezdara i mieli rację ^^" 
Prąd porwał mnie i wciągnął pod wodę, a kiedy się wynurzyłem oni krzyczeli, ale nie mogli nic zrobić - brzeg był zarośnięty, a ja bardzo szybko się od nich oddalałem. Nie wiem ile tak przepłynąłem, ale było to bardzo męczące i chyba trochę straszne... jednak przy jednym z zakrętów wyrzuciło mnie na brzeg. I tak zostałem sam. Próbowałem ich szukać, ale bezskutecznie. To już będzie z miesiąc odkąd się rozdzieliliśmy. Pytacie jak dałem radę sam przeżyć tak długo? Hah - to oczywiste - spotkałem wiele osób, które mi pomogło! Aż w końcu któraś z nich powiedziała, że niedaleko leży przedziwna wataha, która może zechce mnie przyjąć. Postanowiłem spróbować, bo naprawdę wolę żyć w grupie niż obciążać pojedynczą osobę. Ale na pewno na coś się przydam! Zawsze możecie się o mnie ogrzewać w nocy ^^ 
Vigle Verty: ~
Właściciel: Fidela Albus x3 (gmail)
W posiadaniu: ~ nic ~


Od Trash'a do Jenny, Blindy, Bran oraz Tesli - Zmiana postawy

        Dziwnym było jak szybko jedna mała osóbka potrafiła rozładować napięcie i zmienić atmosferę spotkania o 180 stopni nie ubliżając przy tym nikomu, ani nie uciekając się do żadnej formy brutalności lub przekupstwa. Tym bardziej, że dziewczyna, o której mowa nie była ani przesadnie słodka, ani miła, a wręcz przeciwnie - twarda i szybka w decyzjach, stanowcza i mówiąca prosto z mostu co myśli. Takie osobniki powinny raczej sprawiać problemy niż ratować swoich kompanów od nieporozumień. Tymczasem Jenna chyba z wrodzonym talentem zespoliła to co uprzednio reszcie udało się w przeciągu kilku chwil rozwalić i zagnała ich do rozgrzewającego ciała marszu, w czasie którego zagadała do Husk'a i wyjaśniła mu zachowanie białej wadery. Gdyby jeszcze tylko przybliżyła Blindwind dlaczego ON się od niej odsunął byłoby genialnie. Jak widać jednak sądziła, że nowemu bardziej przydadzą się wyjaśnienia, a z Wind będzie mieć jeszcze czas pogadać. Poza tym może niewidoma sama domyśli się co było nie tak...
Trash nie wiedział czemu, ale przy Jennie stawał się spokojniejszy. Nie żeby jej ufał - tak głupi nie był, ale póki co jedynie ona rozumiała co czuł i co więcej - RESPEKTOWAŁA to, co rzadko się zdarzało. Większość z tych, których spotkał na tych terenach siłą narzucali mu swój sposób zachowania i nawet czucia! Szturchali go, kładli sobie na plecy, miętosili go, gnietli, szczerzyli się, podsuwali mu się pod pysk i najwidoczniej wszelki sprzeciw z jego strony traktowany był jak obraza. W takiej sytuacji na  plusie w wewnętrznym spisie zagrożeń znajomych Trash'a były osoby, które albo do tej pory się nim nie zainteresowały, albo Jenna, która potrafiła bez wysiłku dopasować się do jego stylu odbierania otoczenia. W dodatku mówiła zrozumiale i bez ogródek szybko tłumacząc to czego nie rozumiał i rozwiewając jego wątpliwości. Taki sposób komunikowania się był mu najbliższy, więc pozbywał się powoli oporów przed rozmową z nią. Zadziwiająca kobieta. Jednak odkąd się spotkali nie usłyszał słów, które wstrząsnęły by nim bardziej niż te, które wypowiedziała  tuż przed polowaniem:
,,Nie jesteś już tam, gdzie byłeś wcześniej. Nikt cię nie będzie poniżał, ja na pewno nie będę cię nazywać po imieniu, jeśli można to tak określić. Jesteś moim Bhai, rozumiesz? A to oznacza, że nikt, powtarzam NIKT nie waży się ciebie tknąć. Tutaj nie musisz się nikogo obawiać, chyba że zrobisz im coś złego, ale jakoś wątpię."
To proste stwierdzenie było zarazem najczulszymi słowami jakie usłyszał w życiu. Wypowiedziane w biegu, w trakcie drogi, może nawet nieprzemyślane, sprawiły, że o mało się nie zachłysnął i zatrzymał jak sparaliżowany w środku zaspy. Dobrze, że nie miał na to czasu, bo pewnie zaraz na dobre by się rozpłakał. W piersi zrobiło mu się tak gorąco jak wtedy kiedy łyknął te przeklęte ziółka, a obraz przed oczami przez kilka chwil spowijała nieprzenikniona mgła. Jenna jednak dostrzegła ofiarę i zaraz miało zacząć się polowanie tak więc nikt nic nie zauważył, a i on sam miał chwilę by się uspokoić. Z resztą na pewno powiedziała to odruchowo i na przerost otwarcie - jak do wszystkich. Wszak sama stwierdziła, że białą kocha, a on jest popapraniec, który nie wie co mówi. Nie zgodziłby się z nią co do tego ostatniego, ale przypomnienie sobie tych zdań pomogło mu ochłonąć. Najwyraźniej taki jej styl, choć... przecież potrafiła też nieźle się wkurzyć. Ale skoro ma mu pomagać ze względu na swoją naturę to niech i tak będzie... lepiej być po jej stronie niż po przeciwnej.
Potem brakło mu czasu na rozmyślania, bo kiedy tak dumał reszta już zdążyła dopaść świeży posiłek.
Jak na trzy wilki, pokurcza i jednego szopa jelonek to nie było jakoś niezwykle wiele, ale wystarczyło miejsca nawet dla niego. O dziwo nikt nie starał się go odepchnąć. Dziwne... zazwyczaj jadał jako ostatni. Więc czy to co mówiła nietoperzasta było prawdą? Nawet biała, choć uparcie odwracała od niego głowę nie zamierzała odganiać od zdobyczy, w której upolowaniu nawet - łamaga jeden - nie pomógł. A kiedy do jego nozdrzy doleciał zapach krwi poczuł jak głodny i zmęczony naprawdę jest. Głowa pulsowała mu tępo, serce waliło, mięśnie były dziwnie rozgrzane, a w dodatku poza szybko chapniętym kawałkiem mięsa z jaskini nie jadł niczego od kilku dobrych dni. Rzucił w końcu w kąt swoje rozważania i postanowił zaryzykować - może nim go przegonią zdąży choć w połowie zapełnić skurczony żołądek. Głód jednak robi z wilkiem dziwne rzeczy - kiedy tylko wbił zęby w chude mięśnie i ścięgna na nogach przestał zwracać uwagę na to co dzieje się dookoła i jak opętany zaczął połykać jeden kawałek za drugim. Oczywiście nie ośmielił się dorwać do mięsa lepszego gatunku (aż tak brawurowy nie był nawet w tamtym momencie). Tak dawno nie jadł większej zdobyczy! Wpadł mu chyba nawet jakiś smaczniejszy kawałek... pewnie będzie musiał potem to odpokutować, ale póki co niech rozkosz łechce jego podniebienie. Właśnie w takim stanie zastała go Jenna gdy odwróciła się od towarzyszek, a jej reakcja na ten widok była co najmniej bardzo efektowna.
- Bhai, dobrze się czujesz? - Spytała nie będąc pewna stanu swojego kolegi. Dopiero te słowa przedarły się przez jego myśli i raczyły rąbnąć go w mózg.
Uniósł powoli głowę i przełknął ostatni kawałek.
- Nie - Odparł cicho, choć całkowicie serio. Czuł się chory, zmęczony i zmaltretowany, ale jednocześnie przyjemna sytość tłumiła jego złe samopoczucie. Nie uznałby jednak w żadnym wypadku, że czuje się dobrze.
- Jak to NIE? - Jęknęła Jenna, która najwyraźniej nie lubiła nie tylko rzeźb z lodu, ale również chorych. - Czemu nic nie mówisz!? Co ci jest Bhai?
Wilk wahał się chwilę po czym rozłożywszy bezradnie łapy odparł:
- No w sumie nic...
- To jest coś czy nie, zdecyduj się! - Rozkazała Dżejka i pokręciła zmęczona głową. Oj, będzie mieć z nim problemy, jak nic.
- To nic takiego... - Husk zaczął szukać w głowie najlepszej odpowiedzi. Nie chciał mówić, że pewno się przeziębił, bo to nie tylko nie było istotne, ale i mogłaby się roznieść po okolicy plotka, że osłabł... a chorego wilka łatwiej wykończyć niż zdrowego. Jednak kłamać nietoperzycy też nie czuł potrzeby. Ostatecznie z pomocą przyszła mu odpowiedź na pytanie DACZEGO skrzydlata zapytała go o samopoczucie. Wtedy to dotarło do niego, że nie zrobiła tego ot tak sobie, ale najpewniej była to jej reakcja na jego zachłanne obżarstwo. W takim razie nie oczekuje po nim choroby, a jedynie czegoś co mogło wywołać w nim takie niepokojące zachowanie. Wystarczy więc odpowiedzieć zgodnie z jej oczekiwaniami!
- Po prostu... dawno nie jadłem - Przyznał, zgodnie z resztą z prawdą i spojrzał zmieszany w bok. Nie chciał takim zachowaniem zwracać na siebie uwagi - mógł się pohamować, a nie jak niewychowana szmata rzucać się na kosteczki. Jenna jednak skinęła głową i zaprzestała dochodzenia.
- Jedz jak długo chcesz Bhai - Dodała odwracając się do koleżanek - Mówiłam Ci już chyba, że jesteś jednym z nas, prawda? - I na tym skończywszy wróciła do rozmowy z waderami i Teslą, który domagał się o uwagę, a i chyba przypomniał sobie jakąś ciekawą militarną historię...
Trash za to w ciszy i o wiele spokojniej dojadł do końca co tylko się dało z oderwanej kończyny, a skończywszy usiadł za plecami Jenny i Bran patrząc ponad ich głowami na żywo gestykulującego szopa. Naprawdę ciekawy okaz... ciut żywiołowy, ale ostatecznie Trash czuł, że chciałby więcej się o nim dowiedzieć. 
- I co panie, przyznacie, że ten przeciwnik był totalnym frajerem! - Zaśmiał się dumnie Tesla na koniec swojej opowieści stojąc na dwóch łapach na porozrywanym jelenim grzbiecie. Na Husk'a póki co nie zwracał większej uwagi, poza tym schowany za dwiema paniami chłoptaś był mu nie po drodze.
Blindwind choć nie odezwała się słowem zaczęła klaskać, a zaraz potem ze śmiechem dołączyła do niej Bran.
- A ja jakim byłam przeciwnikiem? - Zapytała Teslę i spojrzała na niego ciutek zaczepnie.
- Oj, niezwykle twardym! - Uśmiechnął się szop puszczając oczko i ostatecznie chyba napięcie między tą dwójką zelżało. Tylko jeszcze Bhai zalegał z wyjaśnieniami...
Kiedy kolejną historię zaczęła opowiadać Bran chłopak począł się coraz niespokojniej kręcić za jej i Jenny plecami nie mogąc się zdecydować no ostateczny ruch. Nietoperzasta raz po raz odchylała do tyłu ucho, aż w końcu zirytowana ciągłym skrzypieniem śniegu odwróciła głowę i spojrzała Trash'owi w oczy. W jednej chwili zamurowało go i skamieniał z obiema przednimi łapami ułożonymi w nienaturalnej pozycji i przechyloną niewygodnie głową. Jenna przypatrywala mu się chwilę, po czym na jej pysku pojawił się lekki uśmiech.
- Blindwind? - Spytała domyślnie, a chłopak już nawet nie zaskoczony jej wszechwiedzą na jego temat pokiwał delikatnie głową. 
- To idź, przecież cię nie zje! - Szepnęła i pokazała mu łapą, by przestał się ociągać i podszedł do swojego wyimaginowanego arcy-wroga, a ona w tym czasie zagada Bran oraz Teslę, co nie było trudne, bo szara była właśnie w trakcie bardzo barwnej wypowiedzi.
Nie bez ociągania i kilku odrzuconych zamiarów ucieczki Husk podniósł się z oznaczonego ubitym wgłębieniem miejsca na którym siedział i niepewnie, za plecami rozmawiających podszedł do Blindwind. Usiadł na skos za nią i spojrzał na jej tylny pół-profil, a ona jak na komendę odwróciła głowę w innym kierunku. Może nie wiedziała gdzie patrzył, ale miała świadomość, że siedzi za nią, po prawej stronie - tak więc najlepiej było odwrócić łeb w stronę lewą. Jak jej tak nie lubi to nie będzie go raziła widokiem swojego pyska i nic niewidzących oczu! Kilka chwil trwali w ciężkim milczeniu, które jak bariera odbijało radosne głosy pozostałej trójki, aż w końcu Trash zebrał się w sobie, zacisnął pięści  i wypuścił głośno powietrze z płuc.
- Wiesz... - powiedział cicho, ale bardzo wyraźnie - Ja... - na chwilę się zaciął, ale gdy spojrzał na odwracającą od nich uwagę Jennę, zaraz wziął się w garść i płynnie dokończył:
- Wcale nie przeszkadza mi to, że nie widzisz. Nie okłamałem cię wtedy. - Ton jego głosu stał się nagle bardzo zdecydowany, lecz w pewien sposób łagodny - Nigdy by mi nie przeszkadzały takie rzeczy! - Oświadczył i odruchowo walnął łapą w ubity śnieg. O dziwo zdenerwowały go przypuszczenia, że może być do kogoś uprzedzony z powodu kalectwa. Z powodu zbyt dużej wielkości, albo siły to tak, ale nigdy przez brak jakiegoś zmysłu! Jednak teraz słowa mu się skończyły. Był obolały i miał za sobą wiele stresujących chwil tego dnia - nie mógł w teraz wykrzesać z siebie nic więcej. Z resztą - nie miał pomysłu co mógłby dodać. Teraz chyba to ona powinna coś powiedzieć... albo przynajmniej odwrócić się i dać do zrozumienia, że ma go gdzieś. Grunt, że zebrał się na odwagę.

Blindy? Chyba teraz Twoja kolej x3
I pamiętajcie, że Bran i Trash jeszcze się nie poznali! o.O Tak siedzą blisko siebie, a tu nic!
Trza to nadrobić x3


Nowy awans - Delta Dania!

Hejo ~
Jako że rangi od pewnego czasu można nabywać u Bandziocha po uzbieraniu odpowiedniej ilości punktów, to jedna z nich stała się dla mnie dostępna i postanowiłam ją sobie (a właściwie Danii) sprezentować >3
Tak oto bez konkursów i głosowań (wybaczcie kochani XD) mamy w watasze nową Deltę - Danię!
Liczę na to, że dobrze wywiąże się ze swoich zadań i sprawdzi się w nowej funkcji ~


Tak więc dziękuję Wam za głosy oddane na moje posty, bo to dzięki nim udało mi się tą smarkatą wepchnąć na kolejny stopień XD 
Pamiętajcie, że ta ruda gaduła jest zawsze do Waszych usług ~