wtorek, 13 października 2015

Keit wpada do Galerii!

Hejo!
Szalony Arbuz postanowił znów zrobić copy-past'a (pasta!) ze swojego dA i wstawić do naszej wariackiej galerii Keit, tą rudą złośnicę, z którą możecie się zapoznać jak spojrzycie na obrazek. Jej towarzysz to domowy (a właściwie gospodarski) pies, któremu jeszcze nie nadałam imienia, ale mam już w sumie pewien pomysł... >3
Jak Wam się podoba? ^^ (przymilny uśmiech XD)
Tytuł na dA dałam po angielsku ze względów oczywistych, ale tutaj dam polski (ta cicha radość) x3

,,Byłbyś wspaniałym 'Dzikim Psem'" 

Od razu mówię - Keit jest zwierzątkiem dzikim i przebiegłym - lubi zagryzać kurczaki i nadal nie wiem czy to wilk, lis czy może jakaś mieszanka - za to gość do którego przemawia to jej wróg naturalny nr.1 - pies na usługach ludzi. Strażnik drobiu. Cholerny szczekacz. I wiele innych.
Na początku miał być randomem, ale po skończeniu pracy spodobał mi się i najpewniej na stałe wcisnę go do opowieści ~

Vigle Verty - W końcu postanowiłam je podliczyć x3

No to bez większych wstępów, pewnie i tak się dla Was liczą bardziej liczby niż moja paplanina ^^":

Jenna - 213٧ 
Trash - 187,5٧ 
Andromeda - 130٧ 
Dania - 284 134٧  (później dowiecie się o co w tym chodzi ^^)
Hakai - 122٧ 
Aspen - 90,5٧ 
Blindwind - 87٧ 
Brego - 87٧ 
Maura - 80٧ 
Raphael - 67,5٧ 
Leonardo - 61٧ 
Angel - 60٧ 
Finn - 56٧ 
Jaskier - 45٧ 
Bran - 37,5٧ 
Chris - 36,5٧ 
Canay - 33,5٧ 
Alva - 27٧ 
Gwenllian - 25٧ 
Donatan - 21٧ 
Silva - 6٧ 

Sin of Sorrow x3

Od Brego do Angel i Aspen - Kontynuacja Poszukiwań

        - Wyglądacie jak nietoperz, Skarbie, duży, kremowe nietoperek... – rzekł po chwili samiec patrząc na nią z zastanowieniem, po czym wykręcił szyję tak, żeby bez zbytniej zmiany pozycji móc przyjrzeć się małej z jej pułapu i perspektywy, nie przyszło mu do głowy odstawić ją na ziemię, żeby móc na nią normalnie popatrzeć, wolał w towarzystwie głośno strzelających kregów szyjnych przekręcić głowę – Skrzydeł wam brakuje, Skarbie, takich jak nasze. – rzekł tym samym rozpościerając parę czarnych postrzępionych płacht.
Angel aż poszczerzyły się oczy patrząc na samca, który w tym momencie jak nikt inny przypominał jej demona z piekieł...
~ Przestańcie się wydurniać, Skarbie, bo nam zaraz szyję złamiecie! ~ warknął mrużąc wrogo oczy.
- Ej! Drugi Brego, dawno cię nie było! – zaśmiała się Aspen, która znikąd pojawiła się i obejmując wielkoluda jednym ramieniem z uśmiechem spojrzała na małą Angel.
Brego odetchnął z ulgą, kiedy jego spłoszona jaźń cofnęła się w głąb umysłu fukając wściekle na postać hybrydy obok niego.
- Szukamy smoka! – wypalił nagle rogacz chcąc zmienić temat.
- Smoka? Macie tu smoki?! – z niedowierzaniem zapytała suczka – Jak zajebiście! Gdzie?
- Jeszcze nie wiemy, właśnie go szukamy... – zaśmiała się niewinnie Aspen, która to zapoczątkowała to szukanie igły w stogu siana.
- Ale znajdziemy, gdzieś być musi. – Brego zacisnął wielką pięśń w oznace zawziętości.
- Mogę z wami? W życiu nie widziałam prawdziwego smoka, nawet nie myślałam, że mogą istnieć takie na tych terenach. – Aspen aż strzelały wesołe iskry z oczu słysząc o pogoni za ogromnym łuskowatym jaszczurem.
- Pewnie, że możecie... Może, Skarbie? – zakłopotany spytał się o zdanie swojej pierzasto-futrzanej towarzyszki, w końcu nie tylko on miał tutaj prawo głosu, nie?
- ... Czemu nie? W grupie zawsze raźniej. – stwierdziła Aspen z uśmiechem na pyszczku.
- Tylko... Mówiłyście coś o Jennie, która o smoku mówiła... Może tak najpierw jej poszukać? Może ona wie gdzie zacząć szukanie? Tereny są wielkie, możemy szukać, a szukać, a nie znaleźć... – zastanowił się przez chwilę pocierając w zamyśleniu kozią brudkę.
- Tylko, że Jenny tak samo jak smoka będzie trzeba poszukać, a ona jest jakieś sto razy mniejsza i nie wiadomo kiedy i czy ją znajdziemy... – wzruszyła ramionami wadera.
- Trudno, będziemy szukać i Jennki i smoka, co znajdziemy wpierw tym się zadowolimy! – podiął decyzję, nudziło mu się już to dumanie, chciał działać, chciał latać...

Wrzucił sobie Piper na plecy, nakazał trzymać się mocno i krzyczeć głośno jak będzie spadać, żeby wiedział kiedy ją łapać. Następnie bez żadnych instrukcji bezpieczeństwa lub porad wygodnego lotu wzbił się w powietrze niczym strzała, a suczka mało na starcie nie wylądowała z powrotem na ziemi, gdyby nie resztki rozsądku w jej głowie, które posłuchały się porady „wierzchowca”, kurczowo łapiąc się wystrzępionej grzywy samca.

Aspen? Angel? Bardzo Was przepraszam, że musiałyście tyle czekać ;-;
No i opowiadanie nie jest w najlepszym stanie... -.-"

piątek, 9 października 2015

Od Trash'a do Blindwind, Jenny, Bran i Ogoniastego - Najgorszy ruch

        Chłopak był przerażony. Nie dość, że jego desperacki potok słów niczego jak widać nie wyjaśnił, to rozjuszył na dobre tą białą waderę! Czego ona chciała? Czemu nagle wybuchła gniewem? Przecież odpowiedział jej chyba na wszystkie pytania... Zgoda, może niezbyt precyzyjnie... Raczej chaotycznie, ale nie powiedział nic złego! Po raz pierwszy od bardzo dawna wydobył z siebie coś więcej niż postrzępione urywki koślawych zdań i nieudolnie, bo nieudolnie, ale starał się sprostać wymaganiom postawioną mu przez tutejszą. Jednak jak widać nie nadaje się na mówcę... Było się zamknąć i siedzieć cicho, aż problem rozwiązałby się sam. A teraz... Teraz ta biała wścieka się i znów przysuwa bliżej, w sumie do granic możliwości i wrzeszczy na niego jakby z kolei ON jej coś zrobił. Ale nie wiedział co... Przecież tylko jej odpowiedział. To wszystko.
Biedny odludek nie wpadł na to, że to jego ostatnie słowa tak wpłynęły na czułą Blindwind. Zachowanie dużej odległości było dla niego rzeczą tak oczywistą jak picie czy jedzenie. Gdy dochodziło między nim a kimś innym do kontaktu fizycznego, to zazwyczaj w momencie kiedy go tłukli. Nie kojarzył bliskości drugiej osoby z ciepłem, przytuleniem czy wsparciem. To była dla niego jak już nieprzyjemna konieczność, poza tym nie tylko z wychowania, ale i z natury nie lubił tego typu kontaktów. Odkąd pamiętał dostawał od tego dreszczy (przynajmniej w większości przypadków). Tak więc z Blindwind naprawdę ciężko mu będzie dojść do porozumienia...
- Kłamałeś mówiąc, że nic nie masz do mojej ślepoty - Wycedziła w końcu tonem jakiego zapewne nikt by się po niej nie spodziewał, a jej oczy zmieniły wyraz na złowrogi i pełen chłodu. 
Trash znał podobne spojrzenia. Miał dość. Bał się jej. Mimo wielu niepowodzeń jakie spotkały go w ciągu ostatnich 12 godzin cicho liczył jednak na to, że ostatecznie przestaną zwracać na niego uwagę. Że będzie mógł się gdzieś zaszyć, a reszta go zignoruje... Tymczasem on podpadł, najzupełniejszym zresztą przypadkiem, białej Becie, która ani myślała zachować odpowiedni odstęp między nimi. Brutalnie darła na strzępy jego przestrzeń osobistą wpychając mu się pod sam nos, aż sztywniały mu ścięgna, a po plecach przebiegały niespokojne dreszcze. I nie dość, że robiła TO, to jeszcze rzucała w niego mało zrozumiałymi (z jego punktu widzenia) oskarżeniami, przez co czuł się coraz bardziej przypierany do niewidzialnego muru. Nie podobało mu się to uczucie. Zbyt wiele razy go ogarniało, by mógł je teraz spokojnie znosić. Ale skoro ani milczenie (poprzednim razem), ani mówienie (przed chwilą) nie dawało pożądanego efektu, to co miał zrobić? Przecież jej nie uderzy! Uciec też nie ma jak. A w swoje umiejętności wyjaśniania sytuacji już w ogóle nie wierzył. Czuł, że jeśli się odezwie ona go zagryzie, ale był pewny, że jeżeli pozostanie milczący spotka go dokładnie to samo. Spłoszonym wzrokiem przebiegł po zebranych wokół stworzeniach, czego Blindwind na szczęście nie mogła dostrzec, po czym zupełnie już złamany spuścił głowę i wbił spojrzenie w swoje drżące łapy. Może jednak lepiej będzie jeżeli nie zacznie pogarszać sprawy żadnymi głupimi wyjaśnieniami. I tak nie miał pojęcia co mógłby w tej chwili powiedzieć, a nie należał do osób, które umiały zgrabnie i ładnie improwizować. Zrobił jednak rzecz gorszą niż najwulgarniejsza chociażby odpowiedź - mianowicie - odsunął się od wadery. To było jedyne, co nie tyle wpadło mu do głowy, ale było naturalną odpowiedzią na jej postawę. Chciał się znaleźć jak najdalej od niej. 


Oki, Jenna? W końcu Twoja kolej! x3
Tak się wpychałyśmy i wpychałyśmy przed Twojego posta - mam nadzieję, że ogarniesz bałagan jakiego narobiłyśmy XD

Od Blindwind do Trash'a i Jenny - Teoria

        Wadera patrzyła zakłopotana na trójkolorowego wilka, tóry niemalże desperackim krzykiem wylał z siebie potok słów, ostatecznie błagając ją, żeby się odsunęła...
Blindwind zignorowała całą resztę faktów, o Rex’ie, który możliwe, że właśnie kogoś mordował, o tej dwójce, która była w niebezpieczeństwie i przydałaby się tam kobieca dłoń Kruk, żeby posprzątać - ona skupiła się jedynie na ostatnich słowach czerwonookiego, że była ZA BLISKO i miała się ODSUNĄĆ.
Wilczycę zakuło coś w klatce piersiowej, kiedy usłyszała te słowa oraz momentalnie spochmurniała.
- Co jest ze mną nie tak? – burknęła, niczym Husk jedną łapą pocierając przedramię drugiej – Czemu mnie tak nie lubisz? Nigdy ci nic nie zrobiłam... – zielonooko usiadła przed Trash’em wbijając w niego ślepe spojrzenie, a minę miała jak niezadowolony szczeniak, któremu matka powiedziała, że źle się zachowuje.
Blindwind nienawidziła, kiedy ktoś miał do niej wonty nie wiadomo z jakiego powodu – dobra, mógł jej nie lubić, przecież nie każdy ci podchodził do gustu... Ale mógł się sprecyzować! CO mu w niej nie pasowało? Jennie nigdy nie kazał się odsunąć, a Danka to mu mało na głowę nie wchodziła... Nawet z Rex’em siedział w jednej jaskini, a ją odganiał od siebie będąc na otwartej przestrzeni i bez żadnych ograniczeń co do ucieczki.
- Nic ci nie zrobiłam, bliskich nie zabiłam, zdrowia nie uszkodziłam, Rex’em nie poszczułam, Brego na ciebie nie nasłałam... – wadera zaczęła wyliczać na paluszkach wszystkie możliwości, do których byłaby zdolna w ekstremlanych przypadkach, a Trash wlepił w nią przerażone spojrzenie, kiedy usłyszał co ta mała, niewidoma dziewucha mogła zrobić, jakby nadepnął jej na odcisk - ... Więc o co ci chodzi? – z każdym słowem waderka mówiła coraz głośniej unosząc się nieco, a pod koniec wywodu już stała na dwóch nogach łapiąc się za głowę.
Nagle pewna teoria strzeliła jej do głowy i aż się wszystko zagotowało w jej małym ciałku. Windy jak strzała znalazła się nos w nos z Husk’iem (źle wymierzając odległość zaryła mu czołem o czoło, ale pomyślała, że to doda akcentu całej tej sprawie więc nie cofnęła głowy).
- Kłamałeś mówiąc, że nic nie masz do mojej ślepoty... – wycedziła lodowatym głosem, jej niewidome oczęta przybrały pusty, wrogi wyraz, a palcem mało nie wydłubała mu oka, choć celowała w nos (nie jej wina, że Husk nie wyglądał jak wilki w jej wyobraźni, nie zdążyła mu obmacać ryja to ma...)...

Jennka? Husky? Wybaczcie mi, że tak długo, strasznie mi się pokopało w szkole, ale mam nadzieję, że w ten weekend nadrobię wszytskie zaległości :3

Jeszcze tylko opowiadanie od Brego napiszę i będę na zero, mam nadzieję, że wybaczycie Alfie to zaniedbanie bloga ;-;

czwartek, 8 października 2015

Od Donatana do Finn'a - Lustrzane odbicia

        Nie wiele osób na miejscu ośmioletniego wampira przypuszczałoby, że gdy pojawią się na obcych terenach, wśród skrzypienia śniegu i przemarzniętych aż do łyka gałęzi drzew, ich pierwszym kontaktem z właścicielami rozległych ziem będzie nagłe pchnięcie przez przyczajonego w krzakach urokliwego młodzieńca oraz szybkie próby tłumaczenia się owego młokosa ze swojego niefortunnego, choć niezaprzeczalnie przemyślanego zachowania. Jak się jednak okazało lekki cios miał być pierwotnie wymierzony nie w przybysza lecz dziewczynę zwaną 'Puck', której naturalnie nie było teraz w pobliżu. Był za to nieco zdezorientowany, choć dzisiaj nastawiony pokojowo do świata Don oraz tłumaczący się raczej koślawo chłopak o szczerym wejrzeniu zabarwionych na granatowo oczu oraz ciemnej, przysłaniającej je, rozczochranej grzywce.
- Na prawdę bardzo przepraszam! - Powtórzył się i uśmiechnął niepewnie prostując się i cofając o krok do tyłu. 
Donatan cały czas patrzył na niego z mieszanką zdziwienia i cichej przychylności. Wszak miał w planie ciepło przywitać się z tutejszymi, prawda? Nie należało więc rzucać się na pierwszego lepszego wilka, choć ten na dobrą sprawę zrobił to w stosunku do niego. Jednak był młody i niewielki, dość chudy i właściwie z budowy ciała przypominał ni mniej ni więcej samego Blame'a. Spojrzenie miał tylko łagodniejsze, a ton głosu wyrażający prostą szczerość - coś czego przybyszowi brakowało. Zdecydowanie szarofutry nie wywoływał negatywnych odczuć u starszego wilka - zdawał się być raczej uosobieniem nienachalnej łagodności, bardzo w tej chwili pożądanej. To mógł być bardzo fortunny zbieg okoliczności, że to właśnie on był pierwszą napotkaną przez Donatana osobą...
- Pokój ci, przyjacielu. Żalów do cię nie skrywam. - Odezwał się w końcu tonem przeciągłym i dziwnie mrocznym choć na jego pysku pojawił się lekki uśmiech, z gatunku tych co to już nie przerażały, ale jeszcze nie były zbyt miłe. - Poczciwy jesteś jakę widzę. Czyżby z tych stron?
Finn ocknął się i spojrzał czujniej na mężczyznę. Dlaczego brzmiał tak złowrogo, choć mową ciała wyrażał nastawienie najzupełniej pokojowe? Nie uszło bystrym oczom chłopaka, że cudzoziemiec stał wyprostowany z głową wysoko uniesioną lecz mięśni nie miał napiętych, a jego ogon poruszał się lekko na boki - równomiernie a powoli. Złociste oczy też nie lśniły wrogością - wpatrywały się w niego raczej z ciekawością niż gniewem. Skąd więc ten dysonans?
- Hmm... Tak, z tych stron, raczej... - Odpowiedział najpierw niezbyt uważnie, jakby odruchowo, więcej uwagi poświęcając postawie basiora niż jego pytaniom. Dopiero gdy pierwsze słowa opuściły jego usta zreflektował się i ułożył odpowiedź, którą postanowił zatuszować poprzednią.
- Dopiero co przybyłem do tej watahy, ale tak... Jestem jej członkiem, tutejszy. - Powiedział i uśmiechną się na samo brzmienie tego zdania.
- Rad jestem temu - Donatan nie dał mu się rozmarzyć wcinając się swoim ostrym głosem między jego delikatne niczym obłoki myśli i skupiwszy na sobie jego uwagę skłonił się lekko:
- Ma godność Donatan Blame - Przedstawił się uznawszy to za najkulturalniejsze rozwiązanie i dobry (prawie) początek. - Jeżeliś ty i twa rodziczka są tymi, których zwą w świecie 'Wariatami' to czybyś był łaskaw wysłuchać jakież mię do was interesa sprowadzają i doradził podług potrzeby? - Tu spojrzał na niego zdawało by się całkowicie już przyjaźnie, a i uśmiech zdobiący jego pysk jakby stracił na swojej kwaśności. Finn przyglądał mu się z rosnącym zainteresowaniem i choć nie najlepszy był w nawiązywaniu pierwszego kontaktu (co dziś zrobił z wyjątkową brawurą) postanowił przełamać się i proszony o pomoc udzielić nieznajomemu odpowiedzi, oczywiście wedle własnych możliwości. Najpierw jednak należało pójść w jego ślady i przedstawić mu się - nie wypadało pomijać tej czynności.
- Nazywam się Finn. Jestem Omegą z niedługim stażem, więc wybacz jeżeli nie będę umiał ci pomóc Donatanie. - Sprostował od razu, by wilk nie zawiódł się na nim zbyt srodze i miast wyciągać ku niemu łapę lekko się skłonił, tak jak wcześniej zrobił to Blame. Doszedłwszy tak do porozumienia wilki odetchnęły, każdy z innego powodu. Przed nimi była jednak jeszcze długa droga.
- To... Co chciałbyś wiedzieć? - Zaczął Finn gdy milczenie trwało już wystarczająco długo. - Pochodzisz z daleka, prawda? - Wysnuł przypuszczenie, by z lekka rozluźnić atmosferę oraz dowiedzieć się przy okazji czegoś o nieznajomym. Nie wiedział jak bardzo pomaga przy tym niedopasowanemu do warunków samotnikowi-z-przymusu odnaleźć się w nowej sytuacji.
- Tak, można tak rzec - Potwierdził Blame i pokiwał głową - Z daleka. Rozciągłą drogę przebyłm ać w tych granicach łapy oswobodzić - Dodał, a jego uśmiech przez chwilę przyjął naprawdę przyjazny odcień. Młody Omga-Finn wydawał mu się naprawdę trafnym na tę chwilę towarzystwem, choć trochę nieporadnym - może jednak była to wina pierwszego, tak często mylnego wrażenia? Choć możliwe, że około trzyletni samczyk pewną życiową nieporadnością w oczach Donatana wykazać się po prostu musiał. Nie zmieniało to jednak faktu, że wydawał się wampirowi godny zaufania, a także jak na swój wiek dojrzały i inteligenty. Miał w sobie 'coś', co bardzo mu odpowiadało. No i był całkiem uroczy.
- Szukasz tu schronienia? Jakiejś osoby? A może, tak jak niedawno my... Chcesz dołączyć do stada? - Zapytał ów 'uroczy' i zaczął odgarniać grzywkę wchodzącą mu na oczy. 
Co ciekawe Blame także zrobił to samo i w tym momencie spojrzeli na siebie - obaj siedząc na śniegu z jedną łapą przy zakrytym czarną grzywką czole i z jednym odsłoniętym okiem. Jak lustrzane odbicia o różnych barwach i rozmiarach choć jednej budowie i podobnej postawie, a na węglowo zabarwiony grzbiet obu samców dopełniał wrażenia podobieństwa idealnego. 
Czego to był początek i jaki miał być koniec nie wiedział jeszcze żaden z nich ~



Ale się zrobiło, hehe x3

Teraz Ty, Finni ~

Od Finn'a do Donatana - Powitanie a'la Finn

        A może by tak pójść na spacer? Albo popływać w jeziorze? Nie, na to zapewne było zbyt zimno. Poza tym Finn był niemalże pewien, że siostra widząc go przemokniętego do suchej nitki, zaraz postanowiłaby zakopać go w śniegu. Taka to już była z niej sympatyczna wadera. Jednak, choć odpuścił sobie pływanie to dalej mógł przecież zrobić dziś coś konkretnego. Ostatnią możliwą opcją było polowanie, ewentualnie złowienie jednej ryby, lub dwóch. Basior nie był przecież ani trochę głodny, a nie widział najmniejszego sensu w zabijaniu zwierząt, tylko dlatego, iż nie miał co ze sobą począć. Poza tym, skoro Maura była aktualnie zajęta okradaniem młokosów gdzieś sobie poszła…  Możliwe, że znalazła sobie przyjaciół i ogrywała ich podczas kolejnej gry, oszukując w karty i miło spędzała z nimi czas (szkoda tylko, że Finn nie wiedział, gdzie naprawdę jest jego siostra i co robi. Byłby okropnie rozczarowany), to on również postanowił ruszyć swoje kości. Nawet jeśli aktualnie nie miał niczego konkretnego w planach. 
W końcu jednak zdecydował się na spacer, gdyż była to najswobodniejsza i najmniej dokładnie określona forma spędzania czasu. Zawsze może przecież kogoś spotkać, znaleźć nowe miejsce, albo po prostu wpaść na zajęcie ciekawsze niż wędrowanie bez celu. Może powinien pozwiedzać okoliczne tereny? Bądź co bądź to wataha wydawała mu się naprawdę spora (a przecież widział z Maurą nie jedno, zdawałoby się, że liczne stado), więc i jej tereny nie powinny być  takie małe. Tak… Chyba w końcu powinien zorientować się gdzie zdecydował się zamieszkać. Nawet jeśli nie znajdzie nikogo, kto mógłby mu owe ziemie pokazać, to przecież nic nie stało na przeszkodzie, by obejrzał je sam, prawda? A później, gdy zapamięta już jak najwięcej, o wszystkim opowie siostrze.
Z takim oto przekonaniem ruszył przed siebie.
A co się działo dalej? Cóż, zazwyczaj w takich momentach opisuje się jakieś „wielkie”, a może i nawet „filozoficzne” przemyślenia bohatera. Często również w podobnych sytuacjach następuje nagły zwrot akcji... Wilk wpada w przepaść, dokonuje wielkich odkryć, bądź szlachetnych i niesamowitych wyczynów, czy tym podobne bzdety. Tak jest najczęściej, prawda? Takie przygody spotykają bohaterów przeróżnych fantastycznych, ale i jakże przewidywalnych powieści. Tak żyją bohaterowie literaccy. Ale gdzie tam takiemu Finn’owi do bohatera?! No właśnie! A skoro on nie jest i nigdy nie był nikim wielkim, to marne szanse, że przytrafi mu się coś niezwykłego. 
Jednak w połowie drogi miał wrażenie, że coś usłyszał. 
Szedł powoli po śniegu, z lekko zwieszoną głową. Pod jego ciemnymi łapami co jakiś czas zgrzytał śnieg, wybijając jeden rytm. A on co kilkanaście kroków odgarniał te denerwujące włosy, które zasłaniały mu oczy. Taki dźwięk i czynności towarzyszyły mu przez dłuższy czas, aż do jego uszu dotarł  kolejny dźwięk. Inne zgrzytnięcia śniegu. Co ciekawe, pojawiły się całkiem niedaleko, słychać je było bardzo cicho i nieregularnie, jakby ktoś bardzo nie chciał być zauważony. Właściwie, gdyby basior nie szedł w ciszy, zapewne ten dźwięk uszedłby jego uwadze, albo pomyliłby go ze swoimi łapami. Kto to był, ktoś z watahy? Ciężko było powiedzieć. Skradał się? Być może, ale po co? Polował na ofiarę. Może, ale kim była ta ofiara? Finn’em? Nie, to byłoby głupie. 
Wilczur odwrócił się, ale nikogo za sobą nie spotkał. Urojenie? Może, ale przez chwilę zdawało mu się, że naprawdę kogoś słyszał. Pokręcił tylko głową z niedowierzaniem, mrucząc coś niezrozumiałego o złudzeniach i bezsenności. Ruszył znów przed siebie i znów został sam ze swoimi myślami. Znów, choć nie na zbyt długo. Zestrzygał uszami, gdy wyłapał kolejny dźwięk. Kolejne oznaki skradania się, jednak teraz zdecydowanie bliżej i trochę głośniej. Może tajemniczy „ktoś” uznał, że nie musi się już skradać? Tak, być może… Ale czemu? Może zmienił zdanie? Ugh, to głupie, skoro równie dobrze Finn’owi mogło się wszystko pomieszać, a owy odgłos zapewne wydawała jakaś wiewiórka, która zeszła z drzewa, by wdrapać się na kolejne…
I nagle go olśniło. Przez całe swoje życie poznał tylko jednego wilka, który byłby w stanie robić takie głupie i wkurzające kawały. A mówiąc ściślej, była to wadera, którą znał naprawdę, naprawdę długo. Basior zaklął cicho, wypowiadając słowa o dość małej liczbie sylab, ale zaraz uśmiechnął się lekko choć dalej nie przestawał iść przed siebie, udając że niczego nie zauważył. Jeśli Puck uznała, że będzie go dręczyć, bo nie ma nic ciekawszego do roboty, to szkoda, że on ją przechytrzył. 
I wtedy wpadł na kolejny pomysł. A gdyby tak pokazać jej, że ją przechytrzył i spodziewał się jakichś dziwnych żartów z jej strony? To byłoby całkiem zabawnie. Oszukać oszustkę brzmiało całkiem nieźle, więc basior postanowił wcielić swój plan w życie.
Przyśpieszył kroku najciszej jak tylko potrafił, by móc choć trochę oddalić się od siostry. W pewnym momencie zerknął za siebie, jednak dalej nikogo tam nie widział. Jeśli ktoś wędrował niedaleko, to naprawdę bardzo cicho i dobrze się krył. Co prawda wilczur wiedział, że jego siostra kocha polować i zawsze bardzo dobrze się skradała, ale nie sądził że aż tak precyzyjnie. To jednak nie miało w tamtej chwili znaczenia. Finn jeszcze trochę przyspieszył i schował się w zaroślach za rogiem, zasłaniając się zupełnie, po czubek uszu. Znając życie, jego siostra powinna tędy przechodzić. Będzie się rozglądać dookoła, zastanawiając się gdzie to jej brat mógł się podziać, skoro szła tuż za nim…  A on wtedy wyskoczy na prosto na nią! Przewróci ją i w ten sposób wygra jeden z ich wielu pojedynków (w końcu! Ile można czekać? Taka szansa już drugi raz się nie powtórzy!). Może dzięki temu Maura przestałaby się z nim droczyć i wypominać mu jego brak siły fizycznej… Choć ona nazywała to trochę inaczej i mówiła na niego „chuchro”. Co ciekawe, Finn był zdecydowanie silniejszy od swojej siostry, ale z pewnością nie tak zadziorny i zawzięty… Choć Puck i tak zawsze znajdowała sposób by wygrać jeden z ich pojedynków.
Usłyszał szelest, zgrzyt śniegu pod łapami, a następnie wyczuł czyjąś obecność. Bardzo blisko, właściwie to tuż przy zaroślach, w których się schował. Przez gęstwinę liści nie potrafił dostrzec kim była dana osoba, ale przecież tego nie potrzebował. Bo kim innym mogłaby być, jak nie Maurą? Uśmiechnął się przebiegle, zadowolony ze swojego pomysłu. Bardzo chciał zobaczyć minę siostry, gdy ta dowie się, że ją pokonał. Oczywiście, znając życie Puck długo nie pozostanie mu dłużna, ale fakt że choć raz udało mu się ją pokonać w zupełności mu wystarczy.
Nie czekając ani chwili dłużej, Finn odbił się od ziemi i wyskoczył z zarośli. 
- Ha! Wygrałem, Puck! - krzyknął zadowolony, gdy  wpadł na siostrę. 
Ale… Co to? Nie przewrócił jej? Jakim sposobem, skoro wadera była zdecydowanie drobniejsza i słabsza (choć Maura w życiu by się do tego nie przyznała, ma się rozumieć). Powinien ją przewrócić jednym, nawet niespecjalnie silnym popchnięciem, a tutaj co? Z resztą, jakim cudem mógł nie przewrócić bliźniaczki, która była niższa od niego? No właśnie… Niż… Sza…? Ta osoba nie była wcale taka niska, a już na pewno nie mniejsza od niego i patrzyła na niego z góry. Nieznajomy (bo w rzeczywistości był to basior) przyglądał się drobniejszemu Finn’owi, nie ukrywając zmieszania. Cóż, jakkolwiek niebieskooki by tego nie tłumaczył, właśnie na obcego wparował jakiś wariat, który nie dość że próbował go przewrócić, to jeszcze pomylił go z waderą. Na dodatek, ze swoją siostrą. A to wcale nie była Maura. Ups… 
Właściwie to obcy w niczym nie przypominał Puck. Tylko jak tutaj wyjaśnić zachowanie Finn’a?
- Ugh, wybacz mi za to. - Tak, tak jest całkiem dobrze. Niezły początek. - Naprawdę nie chciałem na ciebie wpaść, poważnie. - Brawo Finn, raczej wątpię by miał ci to teraz za złe. - To był wypadek. - Jeszcze lepiej, przecież nie zrobiłeś tego umyślnie i niech obcy o tym wie. - Żebyś sobie tylko nie pomyślał, że chciałem cię zaatakować. - Dobrze, teraz przynajmniej nie odpowie agresją, na to co zrobiłeś. Na dodatek zapewne zrozumie wypadek i nie będzie chował urazów. - Po prostu pomyliłem cię z siostrą. - Ja nie mogę! Spieprzyłeś sprawę, Finn.


Donatan? Tylko się nie obraź za to porównanie XD