niedziela, 30 sierpnia 2015

Od Hakai do Andromedy, Misy i Ziry - Niezręcznie Wyszło...

        Samiec stał ogłupiały. Wszystko stało się tak szybko - jeszcze przed chwilą stał sam z Andromedą w mrocznej ciszy opuszczonego (tak im się zadawało) pałacyku, a w drugiej doskoczył do nich wiewiórko podobny biały wilk i nim Hakai zdążył cokowliek powiedzieć ta już zdążyła obejść ich kilka razy, obwąchać i przedstawić się z małym uśmiechem na ustach jako Misa. Samiec już miał jej na to odpowiedzieć, kiedy przed oczyma wyskoczyła mu kolejna postać, wpiła swoje spojrzenie w jego i z wyszczerzem na pysku melancholijnym głosem przedstawiła mu się jako Zira, podtykając mu swoją łapę pod nos. Lekkie zdziwienie ogarnęła wilka, nie wiedział czy wrócić się oraz przywitać z małą wilczycą, która z pretensją patrzyła na koto-podobną samicę lub spojrzeć na Andromedę, która zjeżyła się na gesty przybyłej, czy też odrazu zająć się pumą, która z każdą chwilą zmniejszała odległość między nimi.
- Ha – Hakai... – mruknął ogłupiały kierując te słowa do obydwu dziewczyn – Ekhem... – odchrząknął pozbywając się głupkowatego zdziwienia z pyska i cofnął się o krok, siadając – Jestem Hakai, a to Andromeda, witajcie na naszych ziemiach. – z tymi słowami uścisnął łapę kotowatej, która niczym magnez przylgnęła do niego.
- Miło mi cię poznać. – rzekła Zira miłym tonem, zatrzepotała rzęsami zlewając kompletnie drugą Alfę, która stała z boku zabójczym spojrzeniem gapiąc się na nowoprzybyłą w każdej chwili gotowa strzelić i rzucić jej się do gardła.
- Mi ciebie również. – wymamrotał czerwonooki, który niezręcznie poczuł się tak blisko obcej mu osoby.
Miły, słodki zapach samicy wypełnił jego nozdża motając mu w zmysłach, a zimne oczy zahipnotyzowały jego spojrzenie, którego nie był w stanie od niej oderwać.
- Twoje tereny powiadasz? – zagaiła – Masz w takim razie watahę? Czy też mieszkasz sam na tych rozległym  terenach?
Samica mówiła powoli i spokojnie, jej głos niczym cichy syreni śpiew wciągał umysł wilka w stuprocentowe skupienie na niej, prowadząc go na swoją zgubę (szczególnie z Andzią tuż obok).
- Mamo... – mruknęła Misa przewracając oczyma i łapiąc się jedną łapą za głowę, „Znowu to samo”, pomyślała z irytacją.
Samica spiorunowała małą kątem oka spojrzeniem. Czy ta gówniara musiała się zawsze wcinać? Nie dość tego, że uprzykszała jej życie na każdym kroku to jeszcze robiła jej przed wszystkimi wstyd mówiąc, że jest jej córką.
Odpowiedzi na pytania zadane Alfie jednak nie dane jej było usłyszeć z ust czerwonookiego, który właśnie odzyskał trzeźwość umysłu, znalazł język w gębie i chciał się wycofać z tego wszystkiego nim sprowokuje Andromedę, jednak zbyt późno zdołał się opanować, bowiem czarnej samicy strzeliły w tym momencie nerwy i wparowała w to całe przedstawienie...


Andzia? Czyń honory wściekłej partnerki XD

Od Canay'a do Gwen - Mylne wrażenie

        Canay przemierzał las w ciszy czując dziwne przytłoczenie. Nie chodziło o Angel, ani o jej przyjaciela. Coś go niepokoiło, może to była Alva? Ona była inna, w sensie takim że była dobra. Ale to i nie ona powodowała jego niepokój, czuł się dziwnie za mało pusty, za mało zły i denerwujący. Z obojętną twarzą pobiegł przed siebie. Gdyby jego matka go zobaczyła w takim stanie to by się po prostu załamała. Gdzie się pojawił jego uśmiech, a oczy zaszły mgłą? Może się czymś zatruł i dlatego się źle czuł? Bardzo możliwe, woda w tamtej rzece była rzeczywiście dziwna. Następnym razem powinien bardziej uważać z jakiego źródła pije wodę.
Biegł dalej przed siebie gdy nagle przy jednym z drzew wyczuł coś co obudziło wszystkie jego zmysły w mgnieniu oka. Podszedł do drzewa dostrzegając na jednej z gałązek odrobinkę futra. Właściciel futra nie był zwyczajnym stworzeniem, posługiwał się magią, którą Efa rozpoznałby na drugim końcu świata po kilkuset latach. Ruszył więc za śladem magii, gdyż na śniegu nie było żadnego widocznego tropu. Czyżby to magiczne stworzenie przed kimś uciekało skoro zaczepiało tak często o jakieś krzaki? A może po prostu się spieszyło. Efa dalej szedł śladem magii, stworzenie musiało tu przechodzić kilka godzin temu podczas gdy padał śnieg, dlatego nie było widocznych śladów, a magia była wyraźnie wyczuwalna. Canay podążał dalej gdy nagle od strony polany dobiegły go odgłosy ptaków, które musiały czegoś się wystraszyć. Po kilku minutach trop wskazywał na to, że i poszukiwane stworzenie poszło w kierunku polany. Czy udało mu się dogonić tę istotę? Dobiegł w końcu do miejsce gdzie spało magiczne stworzenie, ponieważ pod jednym z drzew dostrzegł ślad który świadczył o tym, że ktoś tu spał. Jednak zaraz po drzemce musiał się skierować na polanę, zapewne w celu pożywienia się. Canay ruszył śladem łap, wilczych łap, w stronę gdzie większość osób poluje na sarny czy młode dziki, albo jeszcze inne zwierzaki. Aż dziwne, że obcy wilk tu się krzątał, przyszedł od strony gór i nikogo nie wyczuł? Może tylko tędy przechodzi, kto wie?
Canay dotarł w końcu na polanę gdzie spodziewał się dostrzec przybysza, nie mylił się... Ale to co zobaczył mało go nie zwaliło z nóg. Wysoka wilczyca właśnie stała na samym środku polany obserwując niebo po którym przepływały chmury zwiastujące kolejną śnieżycę. Nie o to chodziło, wilczyca miała czarno-czerwone włosy, a jej czarne futro było również białe. Nie spodziewał się ją tu kiedykolwiek spotkać. W sumie to się nawet z nią nie pożegnał kiedy odchodził z ich rodzinnej watahy... Co ona tu robiła? Mógł to sprawdzić w jedyny sposób. Podbiegł do wilczycy, która gdy tylko go dostrzegła spojrzała na niego w nietypowy dla niej sposób. Zwykle miała raczej tajemnicze spojrzenie i raczej nie pokazywała tego, że się czegoś obawia. Efa zatrzymał się przed nią z uśmiechem, z wyglądu nic się nie zmieniła, ale jej magia miała jakiś inny odcień. Ale kogo to obchodziło, jego siostra była tu i stała przed nim obserwując go uważnie.
- Harytia? Halo? Słyszysz mnie? - Spytał Canay obserwując wilczycę z ogromnym uśmiechem. - Kompletnie nic się nie zmieniłaś, choć mam wrażenie, że podcięłaś trochę włosy. Poza tym mówiłem abyś je w coś wiązała, wtedy mniej się niszczą. Szczególnie teraz zimą, później będą bardzo łamliwe. - Powiedział mrużąc lekko oczy i patrząc z niezadowoleniem na rozpuszczone włosy swojej siostry. Jak tu trafiłaś? Harytia? - Spytał ponownie widząc zdziwione spojrzenie wilczycy.
- Nazywam się Gwenllian. - Odpowiedziała wilczyca, a Canay zrobił ogromne oczy... Przecież... Cooo? Był pewien że to Harytia, a okazuje się, że to zupełnie inna wilczyca o podobnym wyglądzie. O takim samym wyglądzie jak jego siostra, która jednak tu wcale nie przybyła. Poczuł jakby coś się w nim potłukło. Jakby czarny kryształek zastępujący jego serce ułamał się. Przybrał więc ponownie obojętny i znudzony wyraz twarzy i wyminął wilczycę w zamyśleniu. Jak mógł być taki głupi? Jego siostra na pewno siedzi w swojej jaskini w rodzinnej watasze i nigdy się z nią już nie zobaczy, tak samo jak z bratem... Szkoda. Pomyślał snując się w ślimaczym tempie przez ośnieżoną polanę. Naprawdę miał nadzieję, że spotkał swoją siostrę, niestety była to jakaś wilczyca, która niczego z Harytią nie miała wspólnego. - Och... Harytio, wierzę, że niebawem się z tobą i Rubyker'em spotkam. - Powiedział cichutko do siebie pozostawiając wilczycę samej sobie. Czemu od razu mu nie powiedziała, że jest kim innym? Canay by po prostu ją zostawił i dalej spacerował po lesie. W sumie znów to będzie robił przez resztę dnia.


~Gwen? Paczaj na smutnego Efę O.O~

sobota, 29 sierpnia 2015

Here's a riddle, my love, my love, my love What grows, my love, my love, my love From dark, my love, my love, my love To dark, my love, my love, my love.

Imię: Gwenllian, ale zwykłe Gwen lub Gotka wystarczy. Pełnych imion używają tylko mendy, lub aroganci z wyższych sfer.
Pseudonim: Przeklęta, Przypadek, Zjawa, Mara, Zdradnica, Włóczęga, Ściężka, Górka (to przezwisko traktuje jak swoje drugie imię), Strzyga, Wampir, Wiedźma, Czarownica i wiele innych... Piękny początek, prawda?
Wiek: 3 lata
Płeć: Wadera
Punkty Walki: 16
Czym ty jesteś?: Czarownica Imardińska
Co robisz najlepiej?: Gwen interesuje się wieloma rzeczami. Jest dobrą wojowniczką, ale zna się również na medycynie i przeróżnych ziołach. Jednak jej umiejętności w tych dziedzinach są raczej podstawowe. Gwenllian od zawsze bawi się Czarną Magią i wszystkimi podejrzanymi zaklęciami. Chcielibyście przywołać demona? Porozmawiać z duchami zmarłych przodków? Stworzyć lalkę voodoo? Nie ma problemu! Jeśli Gwen będzie miała dobry humor, to może ci pomoże? A może spławi, z kpiącym uśmiechem na ustach? To już zależy od waszego szczęścia. Jednak magia i iluzja to rzeczy, które z pewnością nie są jej obce i korzysta z nich bardzo często. Czasem nawet, pod wpływem emocji, nieświadomie rzuca jakieś zaklęcia o większej lub mniejszej mocy. Lepiej wtedy nie przybywać w jej towarzystwie, bo jeszcze zmieni was w magiczną żabę lub mrówkojada o.O
Rodzina: Jej wójkiem jest Hakai, a ciotką Blindwind. Miała kiedyś ojca, ale ten zginął podczas wojny. Domyślacie się kim mógł być?
Partner: Nie odczuwa potrzeby bliskości żadnego pana. Chociaż... Mogłoby być całkiem zabawnie.
Potomstwo: Oj, zdecydowanie nie. Dzieci ją przerażają.
Klan: -
Stanowisko/Ranga: Poetka/Omega
Charakter: Gwen z pewnością nie należy do tych zwykłych, stereotypowych wadery i nigdy się za taką nie uważała. Ciężko nazwać ją chłopczycą, ale bardzo dziewczęca też od razu nie jest. Nie obrazi się jeśli dasz jej kwiatka, czy coś podobnego. Ale tylko spróbuj traktować ją inaczej, że względu na płeć, a nie dożyjesz jutra (albo obudzisz się w ciele przerośniętej ropuchy). Wiele wilków, widząc Gotkę pierwszy raz w życiu od razu myśli o niej, jak o dziwaczne i wielkiej wariatce. Cóż, z pewnością mają rację.
Gwenllian jest najbardziej ekscentryczną waderą, jaką kiedykolwiek chodziła po świecie. Często leży sama, gdzieś z dala od tłumów i obserwuje wszystko dookoła. Oczywiście nie jest aspołeczna! Nie gardzi towarzystwem, ale obserwowanie innych daje jej dziwną satysfakcję. Poza tym ma tendencję do zapamiętywania dziwactw i nienormalnych nawyków innych wilków. Później często wykorzystuje zdobytą wiedzę, gdy spędza czas w czyimś towarzystwie. Nie ukrywajmy, ale taka wadera jak Gwen zdecydowanie lepiej odnajduje się w świecie wariatów i takich też wilków szuka. Chociaż mało kto jest w stanie wytrzymać z nią psychicznie. Uwielbia drażnić się z innymi, to jej sposób na zabicie czasu. Z łatwością wyczuwa, gdy ktoś się jej boi lub czuje niezręcznie w jej towarzystwie. Wtedy zaczyna łazić za tą osobą, nie dając jej spokoju i ciągle ją straszy. No właśnie... Strach. Gwenllian uwielbia straszyć innych, czasem w naprawdę okrutny sposób, czym nie jednego wilka doprowadziła do zawału, poważnych urazów psychicznych lub nieuleczalnej traumy. Wiedźma jest bardzo tajemniczą osobą i lubi, gdy inni tak o niej myślą. Cieszy się, gdy nieznajomi zadają jej pytania, gdyż dla niej jest to kolejna okazja do tajemniczej i niezrozumiałej odpowiedzi. Chociaż gdy ma zły humor to często zbywania tych, którzy chcą wiedzieć więcej, niż to jak ma na imię. A kiedy nie chce się jej im odpowiadać, mówi wszystko co chce wiedzieć ze słodkim uśmiechem na ustach, imitujące uprzejmy ton głosu. Lubi się droczyć, a już zwłaszcza z basiorami. Właściwie to milutka i potulna bywa tylko przy panach, choć zdażają się wyjątki. Oczywiście nie flirtuje z pierwszym lepszym, chyba że jest naprawdę znudzona i w pobliżu nie ma nikogo, kogo mogłaby straszyć. Mimo to wadera też potrafi być znośna, a czasem miła i pomocna. Choć jeśli komuś pomaga to bardzo rzadko z troski.
Geniuszem nazwać jej nie można, a przynajmniej nie w prostym tego słowa znaczeniu. Może i teoretycznie nie posiada żadnego wykształcenia, ale praktycznie całkiem spore. Jest świetną manipulantką i aktorką, która z łatwością omami najpotężniejsze umysły. Uwielbia robić innym wodę z mózgu, a swoimi dziwnymi zagadkami i mądrościami sprawiła, że nie jedni przez resztę dnia uderzali głową w drzewo.
Nie jednemu puściły nerwy przy tym wyjątkowym okazie wredoty. Mimo wszystko, Gwen jest waderą, którą da się tolerować, a nawet polubić. Oczywiście jeśli przyzwyczaisz się do tego, że gdy ma dobry humor będzie bez przerwy nucić ci nad uchem i śpiewać, zamiast mówić normalne zdania. Choć wiele wilków trzyma się od niej z daleka- ze strachu lub zwykłej przestrogi, to są też tacy, których dziwna (i lekko przerażająca) osobowość Gotki niezmiernie ciekawi i przyciąga.
Dodatkowy opis: To wysoka wadera, a długich nogach i wysportowanej, lecz wychudzonej sylwetce. Ma ciemne futro, z domieszką białego na pysku, łapach i szyi. Ktoś mógłby powiedzieć, że jest nawe ładna, gdyby nie pewne szczegóły. Gwenllian ma długie, szkarłatne włosy, które zawsze są poczochrane i dziwnie nastroszone. Wpina w nie czerwone i pomarańczowe pióra ptaków. Jej oczy w kolorze płomieni, przyglądają się światu z zaciekawieniem i rozbawieniem, a na pysku zawsze tańczy jej ten sam tajemniczy uśmiech. Ma wiele kolczyków w uszach (choć najbardziej wyróżnia się ten duży, w lewym uczu) i jeden kolczyk w brwi.
Styl walki: Wbrew pozorom, Gwen jest bardzo niebezpieczną waderą. Walka po prostu ją bawi, podobnie jak widok krwi. Nie zdziwcie się więc, jeśli podczas ostrej bijatyki zaniesie się przeraźliwym i nieco psychopatycznym śmiechem. Poległ wilk. I co z tego, skoro zaraz polegną dwa kolejne? Ona będzie walczyć do upadłego, nie ważne co dzieje się w okół. Podczas walki często kożysta z różnych zaklęć (czasem nawet bezwiednie). Uwielbia robić lalki voodoo przeciwników, ale do tego potrzebuje więcej czasu, którym nie zawsze dysponuje. Wygrywa, czy przegrywa? To nie jest istotne. I tak nie przestanie się uśmiechać i nucić pod nosem.
Hobciostki:
~Gwenllian interesuje się wszelkiego rodzaju sztuką. Lubi obrazy, uwielbia śpiewać i tańczyć, kocha poezję. Nie wie czy ma do tego talent, czy nie. Wszystkie jej obrazy, piosenki, czy wiersze są dość... Dziwne, a miejscami niepokojące.
~Interesują ją duchy, zjawy i wszelkie opowieści z nimi związane. Sama zna również kilkaprzeraźliwych historii, które chętnie opowie przy jakimś ognisku. ^^"
~Czasem zdaje jej się, że ktoś do niej mówi. Miewa wrażenie, że słyszy w głowie kobiecy głos. Zastanawia się, czy to tylko jej wyobraźnia, czy może przez te podejrzane zaklęcia faktycznie udało jej się c o ś przywołać. Zdarza jej się rozmawiać z tym głosem, choć wygląda to tak, jakby gadała do siebie.
~Gdy ma dobry humor lub coś ją zaskoczy, czy zafascynuje, zaczyna nucić pod nosem lub śpiewać piosenki. Niestety, często zaczyna śpiewać to co miała powiedzieć, co wiele wilków bardzo denerwuje... A niektórych śmieszy.
~Ma eisoptrofobię- woli unikać przyglądania się swemu odbiciu, z obawy, że zachowa się inaczej, zrobi coś innego niż ona. Dlatego bardzo rzadko spogląda w taflę wody.
Historia: W krótce się dowiwcie. Jeśli jesteście ciekawi, wystarczy poprosić, a ona może opowie wam o wszystkim, przy ognisku ^^"
Vigle Verty: 25V

Właściciel: Annabeth

Od Danii, Liry i Kami do Leonarda, Jaskra i Rex'a - Witajcie!

        Nie łatwo powiedzieć czy to szczęście czy pech przywiał dwóch samców pod próg tej zajętej przez naszą szaloną bandę jaskini, ani czy fart czy fatum zrobiły to akurat pod koniec brutalnej żeńskiej bitki, w której ucierpiały na szczęście jedynie zewłoki jedzonych ofiar (co nie zmienia faktu, że obrazek malujący się w pomarańczowym świetle płomieni był nie mniej ni więcej szalenie makabryczny, choć dziewczyny w najmniejszym stopniu nie czuły się uczestnikami czegoś o takim charakterze). Skupione na pełnej mistyczności atmosferze chwili nie usłyszały chrzęszczących na śniegu kroków i dopiero głośny wdech jednego z niezapraszanych (lecz nie nieproszonych) gości ściągnął je na ziemię.
- Jeny julek, Leoś! Sataniści! - Dotarł do nich okrzyk większego przybysza, którym był średniej wielkości, biały (w większej części) wilk z piórkiem przy brązowej, stosunkowo szerokiej obroży. Obok niego stał wysoki jak na swój gatunek Lis, który nie wyglądał najszczęśliwiej kiedy zobaczył co tu się działo... szybko też spostrzegł poznaną już rudą dziewczynę, która ku jego uldze nie ściskała w łapach żadnych zwierzęcych tkanek, ale za to jej obłędny wzrok był co najmniej niepokojący. Co do jasnych dziurek się im stało!?
- Julek?
- Leoś?
Zapytały Kami i Lira niemal równocześnie, przechylając odwrócone w stronę mężczyzn głowy na bok i przyglądając im się ze zdziwieniem, a może nawet i lekiem szokiem. Zaskoczyli je nie mniej niż one ich i to tylko samym swoim przybyciem.
- LEONARDO! - Przekrzyknęła je Dan, która w pół sekundy porzuciła jedzenie i skoczyła w stronę nowego kumpla. Oj tak! Jak to wspaniale, że tu przyszli! Nie miała pojęcia co i dlaczego tu robią, ale wspanialszego zbiegu okoliczności trudno by szukała w pamięci (poza - rzecz jasna - spotkaniem siostrzyczek co było równie, a może nawet bardziej niespodziewanym przeżyciem), więc nawet nie probowała tego robić, zwłaszcza, że już była zajęta pełnym przyjaźni trajkotaniem:
- Leo! I pan Jaskier! Jej! Co wy tu robicie!? Chciałam się z wami zobaczyć, ale nie sądzilam, że tak szybko nadarzy się okazja! Bo widzicie Alfy na mnie wpadły i ostatecznie skończyło się na tym, że zaproponowały mi małą oprowadzkę, która wcale nie była mała - widziałam niebezpieczny wulkam i latające wyspy z nieoznaczonymi niewidzialnymi mostami! NIEOZNACZONYMI! Wy wiecie ile osób tam musiało wpaść!?
- Jak Trula - Wtrąciła się z powagą Lira i pokiwała łbem ze zrozumieniem. Spokojnie nadąrzała za paplaniną kuzynki przy okazji dowiadując się co ich mała Danka porabiała cały poranek a także z kim (poza białym wierzchowcem) się zadaje.
- Albo Vessa - Dodała Kam zamykając zapalniczkę i sięgając po plecak co chciała uczynić bez odrywania wzroku od Jaskra i Leonarda, a co znacznie uślamazarniało jej ruchy.
- I Pul! - Wykrzyknęła Dania nie chcąc pozostawać w tyle za siostrami. - Ale zaraz! Przecież wy się nie znacie! Znaczy ja Ciebie nawet nie znam, a ty mnie, a co dopiero ich, one też cię nie znają! - Powiedziała niemal trwożąc się przez to niedopatrzenie losu zwracając się do Jaskra, którego kurczowo już ścisnęła za łapę.
- T-tak, faktycznie, nie mieliśmy tej przyjemności... - Przyznał nieco zdezorientowany zerkając ukradkiem na Leo. Ta dziewuszka go znała, więc on ją zapewne też. Mógł coś powiedzieć!
- JESTEM DANIA WARGERBUND vel Szalona Dan! - Ruda nie czekając na jakiekolwiek odpowiedzi przedstawiła się z niepomiernym entuzjazmem, a i  jej krewniaczki już zaczynały niebezpiecznie napierać na nowo przybyłych domagając się pełniejszego uczestnictwa w nowym evencie.
- Miło mi, oj miło panienko Dan - Uśmiechnął się Jaskier delikatnie ujmując jej łapę po czym przykładając ją sobie eleganckim ruchem do warg. - Bo jesteś panną, czyż nie? - Dodał ujmująco, a mała aż westchnęła z wrażenia, co z resztą zaraz zrobiły także jej siostrzyczki, choć nieco innym tonem. Leo zaś tylko pokręcił głową. Kiedy on się nauczy... no nic, dla niego nie ma już ratunku.
- TAK! - Pisnęła uderzając się lekko w policzki, a dziewczyny zachichotały nad jej rudymi lokami.
- I najdłużej nią zostaniesz! - Kami nie mogła się oprzeć wypowiedzeniu tej małej docinki i klepnęła siostrę w plecy przywracając ją do... po prostu ją klepnęła.
- Wcale nieprawda! - Obruszyła się Danka i wydęła wargi jak małe dziecko, ale doprawdy nie na długo, bo gdy tylko odwróciła się w stronę mężczyzn przyduży uśmiech znów zawitał na jej pyzatym pyszczku, a i zalążki radosnego śmiechu przeszły jej przez gardło.
- Ha ha - Zaśmiał się Jaskier nie tylko dla towarzystwa słysząc tą małą zaczepkę po czym spojrzał na dwie starsze dziewczyny.
- Jestem Jaskier, tutejszy poeta jeśli wolno mi się pochwalić, zaskakujące to spotkanie, ale naprawdę sprawia mi dużo radości - Powiedział jednym tchem i nie kłamał, choć nadal niepokoiły go rozbebeszone zwłoki i szkarłatna krew zdobiąca futerka trzech jego rozmówczyń.
- Jestem Kami, też Wargerbund. Miło poznać kogoś nowego. - Brunetka uśmiechnęła się szczerze, lecz o wiele bardziej po kobiecemu niż robiła to Danka. Zaraz też spojrzała na niższego przybysza i posłała mu dyskretny, delikatny uśmiech chcąc mu dodać otuchy, bo biedak wydawał się nadal niepewny sytuacji, co zresztą chyba potrafiła zrozumieć...
- A ja jestem Lira! LIRA TEREGERBUND! Kuzynka, ale najsilniejsza z całej trójki, jeśli wolno mi się pochwalić! - Powiedziała dumnie i nieco zaczepnie, cytując samego Jaskra po czym zmarszczyła lekko brwi i uścisnęła porządnie jego łapę, którą na dobrą sprawę mogłaby chwycić luźniej...
- A TO JEST LEO! - Wtrąciła nagle Dan czując, że nie można zostawić na lodzie lisiego kolegi - Poznałam go wczoraj na ognisku, ma niesamowite pomysły! - Pochwaliła się siadając obok niego, a nawet w porywie radości obejmując go ramieniem i wskazując palcem na jego pierś.
- Gdybyście widziały co wykombinował! Oj możecie mi zazdrościć! - Zaśmiała się, a dziewczyny przeniosły uwagę na liska i zaczęły mu się z góry intensywnie przyglądać (Lira naturalnie bardziej, bo w przeciwieństwie do Kam nawet nie próbowała być subtelniejsza).
- Słyszałeś co mówiłam, nie!? - Krzyknęła Lira co w uszach Leo brzmiało wcale nie przyjacielsko, lecz zaraz zrozumiał o co chodzi, gdy dodała kolejną część:
- Jestem Lira, a ty Leo, nie? - Wyraz jej twarzy się zmienił i zaczepny grymas zastąpił pogodny uśmiech, na który mężczyzna odpowiedział tym samym.
- Tak, może być Leo, choć pełne imię to Leonardo - Dodał nieco zakłopotany, ale już spokojniejszy. - Więc to twoja rodzina Dan? - Zwrócił się do znajomej, a ta przytaknęła radośnie.
- Jeej, no to mamy komplet! Nigdy dość miłego towarzystwa, prawda? - Wtrącił się Jaskier już rozmasowawszy sobie nadgarstek. - Tylko co to za narządy walające się po ciemnych posadzkach? I ogień, który trzymałaś w ręku jakby należał do ciebie? - Zapytał najpierw wszystkie, później tylko Kami, po czym dodał:
- I co to za wielki wilk przypominający mordercę z rodowodem, szczerzący się do nas wściekle? - To ostatnie zdanie dodał już z lekkim niepokojem, bo Rex, który ulokował się za rozgadanymi dziewczętami naprawdę wyglądał na rozjuszonego, w czym utwierdził wszystkich zaraz głuchy warkot, który wydobył się z jego gardzieli. Nawet dziewczyny umilkły, gdy dotarło do nich co się święci...
Trash za to skulił się w swoim kąciku i postanowił udawać niewidzialnego. Mądry chłopak.


Yeeey! Tyle ludu! Kochani! <3
Mam nadzieję, że jakoś udało mi się wybrnąć z tego całego przedstawiania i uścisków powitalnych, ale nie udało mi się niestety zamknąć tematu zwłok i zapalniczki ^^"
I tym bardziej terytorialności Rex'a XD

Zostawiam wszystko w waszych łapkach Leo, Jakier, Rex x3



Od Jaskra do Pseudo-stadka i Trash'a - Stare i nowe znajomości

        - Spokojnie Jaskier. Ty nie musisz się mnie obawiać - po tych słowach Ann szturchnęła chłopaka w bark.
  Basior nie do końca wiedział czy ma się cieszyć czy obrazić na kundelkę. W końcu przed chwilą wspomniała, że podskakuje tylko silniejszym. Chciał coś do tego dorzucić, jednak ponownie chwycił go kaszel. Cholera jasna, trzeba będzie coś z tym w końcu zrobić.
  - Annie, mam prośbę - zaczął chrypliwie.
  - Słucham - odparła na wpół skupiając się na basiorze, na wpół na wydostaniu się ze śniegu.
  - Zaprowadziłabyś mnie do jakiegoś medyka? Obawiam się, że wataha zmieniła się dla mnie aż za bardzo.
  Szczeniak zadarł łeb do góry i pokręcił przecząco łebkiem.
  - Wybacz. Jestem tu od wczoraj - odpowiedziała bez większego współczucia. - Nie znam tu praktycznie nikogo poza tym bałwanem...no i tobą.
  - Nic nie szkodzi - wilk ruszył z kundelką w nieprzemyślanym do końca kierunku. - Może Hakai mi...
  Basior urwał nagle. Zamarł w pół kroku z uniesioną łapą i wzrokiem utkwionym w jednym punkcie z lewej. Wyglądał przy tym niczym pies myśliwski. Angel spojrzała na niego zdziwiona.
  - Emmm...Jaskier? - podskoczyła kilka razy przed jego pyskiem. - Zaciąłeś się czy jak? Resetujesz coś w mózgu?
  Wierszokleta jednak nic a nic nie słyszał. Znaczy się owszem, słyszał, ale nie słuchał. Oczy utkwił w kulce puchatej rudej sierści leżącej na przewalonym pniaku. Gdy ogon zakończony białą kitą osunął się z głowy śpiącego lisa odsłaniając gogle i skrawek zielonego szala, poeta uśmiechnął się szeroko. Po minucie ku zupełnemu zaskoczeniu Ann wystartował na ślepo w stronę rudzielca. Tej jednej osoby za nic w świecie się tutaj nie spodziewał...
  - LEOŚ! - wrzasnął radośnie i zebrał lisiastego ściskając go niczym przytulankę. - Nie masz pojęcia jak się cieszę, że cię widzę!
  Pół przytomny Pokręt szczeknął tylko po nagłym wyrwaniu ze snu, by chwilę później walczyć o oddech w uścisku poety. Dopiero po chwili uświadomił sobie co, a raczej kto go zaatakował.
  - Ja...skier?! - wydusił.
  - No pewnie, że ja! Wygląd inny, ale wariat ten sam! Wszystko ci opowiem! Od zera! Zaraza, od czego tu zacząć...
  - Od postawienia mnie na ziemię! - wycharczał błagalnie lis.
  Wierszokleta natychmiast puścił Trybika. Jako, że basior miał przewagę wysokości Leonardo wylądował niezbyt miło na ubitym śniegu. Stęknął leżąc pod pyskiem Jaskra. Miał okazję przyjrzeć się swojemu staremu przyjacielowi. Zmienił się. I to bardzo. Leo zdawał sobie sprawę, że widział go bardzo dawno temu jako jeszcze narwanego młodzika i przez ten czas basior na pewno wydoroślał i zmienił się...ale żeby aż tak?!
  - Co ci się stało z...całym ciałem? - zapytał podnosząc się na łapy.
  - To długa, naprawdę długa historia i...dobra, nie wiem dokładnie co mi się stało, ale po prostu cieszę się, że cię widzę, stary druhu! - powtórzył poeta i lis w ostatniej chwili zrobił unik przed kolejnym uściskiem.
  - Też się cieszę. Myślałem, że nie żyjesz - odpowiedział Pokręt.
  - Chyba wszyscy tak myśleli - przyznał basior. - Ale jak widać tego poety tak łatwo świat się nie pozbędzie! - dodał wypinając pierś i kładąc na niej przednią łapę, jakby składał jakieś przyrzeczenie.
  - Tak, zdecydowanie. Tylko nie jestem pewny czy świat ma być z tego dumny, czy uznać to za wyzwanie - odpowiedział z przekąsem Trybik.
  - A tam, pal licho! Trudno mnie wytępić czy zagłuszyć! Jestem niczym... - wilk urwał szukając poetyckiego porównania.
  - Plaga? - rzucił Leonardo podnosząc jedną brew.
  - Tak...Znaczy NIE! Od kiedy ty w ogóle korzystasz z takiego typu odzywek? - burknął z lekka oburzony Jaskier.
  - Całe życie spędziłem w towarzystwie idiotów. Mam wprawę.
  - Ech, dość, bo zaraz cię palnę w ten rudy łeb - Wierszokleta zakończył tym obecną dyskusję. - Lepiej pokaż mi nieco terenów. Dawno mnie tu nie było, oj dawno.

⌒.⌒.⌒

        - O! A tej okolicy nie znam! - powiedział zadowolony wilk. Biały basior przesadził susami kilka zasp.
  Leonardo z trudem nadążał za Jaskrem. Całe szczęście mimo małego wzrostu potrafił wysoko skakać. W końcu zrównał się z pyskiem poety.
  - Jaskier, chyba powinniśmy zawrócić. Nawet ja nie wiem gdzie jesteśmy, a już trochę tych terenów zwiedziłem jeszcze przed dołączeniem - lis próbował wyperswadować przyjacielowi pomysł zagłębiania się w obce tereny.
  - Nie ufasz moim traperskim umiejętnościom? - odparł z uśmiechem poeta.
  - Przecież one nie istnieją!
  - A właśnie, że istnieją! Dlaczego nikt we mnie nie wierzy? - basior dalej uparcie brnął do przodu.
  -  Jaskier, po raz ostatni...
  - ĆŚŚŚŚ! - Wierszokleta przyłożył do łapę do pyska.
  Leo aż fuknął oburzony.
  - Co mnie cichasz?! Sam paplasz jak...
  - No mówię CICHO! Słyszysz to?
  Trybik nadstawił uszu według polecenia wierszoklety. Przez chwilę nic nie słyszał. Zaraz jednak dotarły do niego dziwne odgłosy...jakby walki. Spojrzał na towarzysza i od razu pokręcił przecząco głową. O nie, to zły pomysł...
  Wilk ruszył w kierunku odgłosów. Lis westchnął i ruszył za nim. To zły pomysł i na pewno źle się skończy. Spróbuj jednak przekonać Jaskra do zaniechania swojego kolejnego planu. Nie był to właściwie nawet plan. Poeta po prostu biegł za odgłosami jakiejś zażartej potyczki. W końcu trafili także na ślady grupki osób. Coraz bardziej podekscytowany poeta przyspieszył zmuszając Pokręta do niemożliwego tępa biegu (każdy krok Jaskra odpowiadał kilku jego). W końcu dotarli do jakiejś jaskini oświetlonej pomarańczowym blaskiem ogniska. Na widok rozgrywającej się w niej sceny obaj stanęli jak wryci.
  Na środku podłogi usłanej krwią i wnętrznościami leżała jakaś blond włosa wadera. Nad nią z wyciągniętym ku górze płonącym metalowym pudełeczkiem (ani Jaskier ani Leo w życiu nie widzieli zapalniczki) i demonicznym uśmiechem tryumfu stała brunetka. Niedaleko w trzymany przez brunetkę przedmiot z namaszczeniem wpatrywała się mała waderka z rudymi kłakami. Z boku wielki biały basior z osłupieniem wpatrywał się w dziewczyny trzymając łapę na wpół rozszarpanym ciałem jelenia. A w kącie kulił się jakiś trójkolorowy biedak.
  Jaskier wciągnął głośno powietrze, niemal doprowadzając się do kolejnego ataku kaszlu. Wszystkie pięć łbów zwróciło się na niego i Leonarda.
  - Jeny julek, Leoś! - powiedział tonem równocześnie wyrażającym przerażenie i fascynację. - Sataniści!


Rex/Dan/Trash/Kami/Lira? x3 (Angel, wybacz, że cię tak porzuciłam *^*)

Statystyki - Uzupełnienie Wielkości

Hejo!
Ze względu na to, że większość osób powróciła i częściej zagląda na bloga postanowiłam wziąć się za uzupełnienie 'wielkości' w Statystykach. Do tego jednak potrzebuję Was, bo - jak wiadomo - każdy postacie wyobraża sobie trochę inaczej, a nie chcę jakiś głupot popisać - mogą też być pewne niezgodności, ale mam nadzieję, że dyskutując w komentarzach każdy z każdym dojdzie do porozumienia w tej sprawie ;3 A więc do rzeczy!
Oto obecna lista:

(od największego)
Brego
Alva 
Aspen
Rex
Raphael
Canay

Varen
Gwen
Hakai
Jaskier
Dean
Trash
Zira
Zafiro
Finn
Andromeda
Bran
Lira
Blindwind
Maura
Kami

Silva
Leonardo
Dania
Estera
Marcelina
Jenna
Misa
Angel

Pierwsza (górna) część kolumienki to wilki (i nie tylko) giganty oznaczone jako duże, druga postacie standardowe czyli średnie i ostatnia osoby małe.

Proszę - wpiszcie w komentarzach gdzie 'widzicie' swoje postacie, a ja będę je regularnie zapisywać i zobaczymy - może obejdzie się bez większych dyskusji ;3

~Fidelka >3

piątek, 28 sierpnia 2015

Od Liry i Kami do Rex'a - Bitwa by Panny

        Chyba nikt się już nie zdziwi, ale dziewczyny z nowym znajomym zaczynały czuć się naprawdę dobrze. Nawet Kami musiała przyznać gdy przyniósł masywną porcję pożywienia, że ma jakieś praktyczne zalety. Czyli akceptacja całej trójki! Lira-mięśnie, Kami-przydatność, Danka-rozmowa - zaliczone wszystkie! No proszę, jak to łatwo zdać niektóre egzaminy. Rex mógł się nacieszyć, choć chwilowo bardziej zajęty był pochłanianiem kolejnych kawałów krwistych tkanek roślinożercy. Ale przynajmniej między kęsami znajdował czas by poodpowiadać na pytania rudzielca, co naprawdę było jej w tej do szczęścia potrzebne.
- Rake... ciekawe imię, nie? - Zagaiła Lira do starszej kuzynki i spojrzała na nią znad swojej własnej (ha!) ofiary. Rex'a nie przestawała słuchać ani na moment, nie przebaczyła by sobie gdyby przypadkiem przepuściła perę ważnych słów, a że o białym basiorze chciała dowiedzieć się jak najwięcej to odruchowo rejestrowała wszystko co wypływało z jego ust... znaczy wszystkie słowa.
- W sumie podoba mi się... Jest starszy? - Zapytała z nadzieją nagle zwracając się do Rex'a, ale nim ten zdążył jej odpowiedzieć dostała w łeb kawałkiem jelita.
- MŁODSZY MA BYĆ! - Zdecydowała Lira opuszczając rękę po celnie zadanym ciosie - Masz już starszego, po grzyba ci więcej! Jest tak zajedwabisty jak ty? - Tym razem to ona rzuciła pytanie w stronę białego, a na pyszczku pojawiła się pełna ciekawości fascynacja. Oh, te panny tak łatwo zdradzały wszelkie odczucia! Rex mógł pomyśleć to samo, bo nawet ze swoim jednym okiem w dowolnej chwili mógł określić w jakim stanie ducha znajdują się członkinie jego mini-stadka. Co prawda geniuszem w tym nie był, jak niemal każdy naszprycowany testosteronem samotnik, ale te kobitki nie były dla niego większym wyzwaniem.
- Ty masz już swojego napakowanego zapaśnika, to tobie więcej nie potrzeba! - Krzyknęła Kam błyskawicznie unikając kolejnego pocisku i szybkim ruchem sięgając po plecaczek, z którego usilnie starała się coś wygrzebać.
- Odwal się! Po drodze już gadałaś z tyloma pierdzielami, że nikt nie da ci następnego! Powinnaś nosić tabliczkę z napisem 'szukam starych pierników'! - Lira w szale wyszarpywała kolejne kawałki mięsa i ścięgien, aż trafiła na płuco, którego i tak nie chciała zjeść...
- Ja się z nimi kształcę intelektualnie, kiedy ty sprowadzasz smarkaczy na złą drogę! - Wystękała nieuważnie nadal grzebiąc w swoim asortymencie i chowając się za nogą jelenia, by nie oberwać czymś jeszcze. Danka obserwowała to z rosnącym podnieceniem i zaczęła się zastanawiać komu kibicować. Lira? Kami... no to siostra. Ale Lir!...Nie, Kami! Lir!... URGH! 
- DZIEWCZYNY, DO BOJU! - Krzyknęła w końcu wymachując podniesioną piąstką. Jak dawno nie widziała takiej afery! Aż się stęskniła za tym starym, dobrym zwyczajem rodem z żeńskiego akademika. Liczyła na niezły pokaz, który przypomni jej stare, dobre, choć baaardzo szaleńcze czasy.
Za to Trash, któremu głowa puchła od hałasu nie nadążał już z analizą i jedyne co mu się kotłowało w głowie to błagalna prośba o to by wreszcie się przymknęły. Nie wypowiedział jej jednak głośno, może z resztą rozsądnie. Bo dziewczyny już przeszły do rękoczynów.
- Ja się z nimi tylko dobrze bawię! - Krzyczała Lir wymachując płuckiem i aż stanęła na dwóch łapach, by lepiej namierzyć ofiarę następnego ciosu.
- Ich matek by to nie przekonało! - Odkrzyknęła brunetka w końcu dogrzebawszy się do szukanego przedmiotu, a gdy tylko chwyciła go w garść przeturlała się popisowo w bok unikając płucka i skoczyła na równe nogi szczerząc groźnie zęby.
- LIRA!
- KAMI!
- Chodź tu motyliczko ~
- OŻ tyyyy... chcesz gryźć kwiatki od spodu!? PROSZĘ! - Wrzasnęła blondyna i wybiła się z tylnych łap, by rzucić się kuzynce do gardła. Wyciągnęła łapy, otworzyła pysk i błysnęła groźnie zwężonymi w szparki źrenicami. Ale Kam i na to była gotowa.
- PŁOŃ! - Krzyknęła i prostując się dumnie, jednym ruchem wyciągnęła przed siebie zapalniczkę, którą podczas tego pokazu udało jej się odpalić - prosto przed oczami dziewczyny!
- ŁAAAAACH! - Świruska chciała zrobić w tył zwrot w powietrzu, ale zamiast tego nagłym wygięciem ciała i ruchem łap spowodowała swój krzywy upadek na ziemię, tuż pod nogi Kami.
- Ogień nie słucha każdego, kochana! - Powiedziała z pełną satysfakcją i iście filmowym akcentem z rodzaju ,,Hasta la vista baby" wpatrując się w płomień z szatańskim uśmiechem.
- Łoooo - Dodała pełna podziwu Dan gapiąc się na zapalniczkę niemal z takim namaszczeniem jak robiła to rozpłaszczona na kamiennej podłodze Lira. Wynik starcia był już oczywisty.
Tylko obaj mężczyźni siedzący w jaskini mogli się zastanawiać o co to w ogóle w tym wszystkim chodziło... Zapalniczka na szczęście nadeszła i nie musieli domyślać się więcej niż było potrzeba - bo to dla ich mózgów mogłoby się fatalnie skończyć.


Reksi? I moje dziewuszki umieją co nieco, gdy dobry powód się znajdzie x3
Strzeż się  >D