czwartek, 13 sierpnia 2015

VII Ankietka Szalonej Dan!

Hejka!
Znowu ja, znowu w sprawie sklepiku, znowu z pytaniami >3
W związku z ogólnym raczej-nie-zadowoloeniem odnoszącym się do działalności wyimaginowanego Bandziocha, a które zostało poparte wynikami poprzedniej ankiety postanowiłam przejść do konkretów i podpytać CO konkretnie chcielibyście zmienić - będą to dla nas ważne wskazówki i możliwe, że Sklepik odrobinę się zmieni - to jednak zależy od naszej drogiej Wiewióry, która na pewno ma powody by dawać takie a nie inne przedmioty, ceny i tym podobne rzeczy. Poza tym teoria (wymyślanie) i praktyka (używanie) to dwie różne kwestie i nie zawsze niestety są ze sobą zbieżne. A póki co praktyka raczej daje nam po kościach -^^"
Jednak zawsze można wszystko ulepszyć i mamy nadzieję, że nam w tym pomożecie (w komentarzach możecie dorzucać własne pomysły), a wyniki ankiety będą dla nas wskazówką.^^

Główne pytanie brzmi: Co Wam najmniej odpowiada w naszym sklepiku?
1. Ceny nieadekwatne do działania przedmiotu - fakt, zarobić tu nie łatwo i już teraz widać, że po dość długiej działalności na blogu niewiele osób dorobiło się więcej niż 90 v. Niektóre przedmioty działają krótko, z ograniczeniami. Skoro zarabiamy wolniej niż zakładano to ceny mogą okazać się za wysokie. 
2. Za mało przedmiotów codziennego użytku - Może jakieś trudno dostępne gadżety, które poza wygrywaniem w konkursach można by też kupić za przyzwoitą cenę? Jakaś lampka, kocyk, instrument, miseczka, drogocenne kamyczki? Niektórzy lubią takie rzeczy. A znalezienie w fabule kolorowej, tkanej narzutki brzmi mało wiarygodnie.
3. Eliksiry - Ogółem: ich rodzaje, czas działania, ceny. Po prostu widzicie, że żadnego z nich nie chcielibyście kupić.
4. Amulety - Jak wyżej, tylko dotyczy amuletów.
5. Za mało przedmiotów w ogóle - No bo jeszcze parę amuletów czy eliksirów by się przydało... do tego może latający dywan? Rzeczy niezwykłe, warte każdego grosza. Ogólnie - powiększenie asortymentu. Może jakieś propozycje?
6. Właściwie wszystko jest ok - No to Ok! Nie mamy pytań.
7. Jeszcze coś innego... - Cóż, możemy główkować, ale same nie wymyślimy o co danej osobie chodziło, więc jeśli klikniecie tą odpowiedź to wpiszcie w komentarzach pod tym postem konkret, który macie na myśli ;3
(Można oddać kilka głosów)

To tyle, mam nadzieję, że w miarę trafiłam z odpowiedziami, i że jakoś uda nam się dopasować sklepik do Waszych oczekiwań, a także, że przyjmiecie nasze decyzje z aprobatą ^^

Do zobaczenia w fabule!
Szalona Dan (Fidela Arbuz)



Mała zmiana w Sklepiku! - Wartość Rangi

        Yo! Wpadłyśmy i zatwierdziłyśmy nowy pomysł, który mam nadzieję przypadnie Wam do gustu. Trochę tyczy się on sklepiku, ale bardziej naszej blogowej waluty oraz rang. 
Póki co mamy dwie Alfy i dwie Bety. Niektóre osoby chcą otrzymać stanowisko przywódcy, bądź inne, które mogą dostać będąc tylko Gammą, albo Betą... Ogólnie miło się piąć w górę po szczebelkach hierarchii. ^^


Do tej pory Bety i drugą Alfę wybierano przez głosowanie - miło, zgrabnie i demokratycznie. Jednak od teraz nie wystarczy mieć miłej, odpowiedzialnej czy uzdolnionej postaci. Nie musi być ona nawet lubiana przez innych, by otrzymać wyższą rangę. Teraz,  bardzo życiowo, by dostać się na szczyt - trzeba będzie mieć KASĘ. Tak kochani - Vigle Verty są teraz walutą, która może zapewnić Nam awans. Fabularnie postać nie musi być popularna - jeżeli jako autorzy zapracowaliście sobie i STAĆ WAS na nową rangę to jest dla nas równoznaczne z tym, że na nią zasługujecie. I odwrotnie - jeżeli wilk jest dobry, pomocny, kochany i lubiany, ale nie udało wam się póki co zarobić odpowiedniej sumy - to znaczy, że (przynajmniej w danym momencie) nie możemy powierzyć wam bardziej odpowiedzialnych zadań.



Co do cen, spiszę je tymczasowo tutaj, choć pojawią się także w naszym sklepiku:

- By zostać Deltą zapłacić trzeba 200 v
- By zostać Gammą najpierw trzeba być Deltą, a potem zarobić kolejne 250 v
- Na Betę mogą porywać się Delty, które zarobiły kolejne 300 v


To na razie tyle, mam nadzieję, że podoba wam się ten pomysł awansowania (równy dla wszystkich) i że sprawdzi się on w praktyce ^^



Fidela Arbuz ~


Wyniki VI Ankietki Szalonej Dan!

Hejo!
Choć trochę was/nas/ich nie było i głosów w ankietce jest mniej niż zazwyczaj to jednak jej wyniki... No dobra, już chyba niewiele osób pamięta czego w ogóle owa ankietka dotyczyła (choć od miesiąca zamknięta czai się pod czatem i łypie swoim wyimaginowanym okiem), więc przypomnę pokrótce:
Pytanie dotyczyło naszego Sklepiku - ogólne było, nie wchodziło zbytnio w szczegóły takie jak ceny czy asortyment. Najzwyklejsze, średnio ciekawe, a brzmiało ono następująco:
,,Czy podoba Wam się nasz sklepik?"
Wyszło na to, że niestety niezbyt - jedna tylko osoba stwierdziła, że TAK, podoba, dwie, że MOŻE BYĆ i trzy, że kategorycznie i ostatecznie - NIEZBYT.
Czyli razem mamy 6 głosów (przypomnę, że zwykle liczba głosujących mieściła się w przedziale 9-12) co stanowi co prawda nie całość, ale co najmniej połowę naszego stadka. A 5 z tych 6 osób do niego należących jest raczej niezadowolona, czyli można zaryzykować wniosek, że nasz sklepik nie cieszy się zbytnią popularnością (pomińmy fakt, że póki co niewiele osób stać na cokolwiek co oferuje ;3)


Ze sklepikami zawsze był pewien problem - nie każdy sprzęt jest potrzebny, niektóre są drogie... Ale chwila! To zostawimy na następną ankietkę, w której zapytam was CO wam nie odpowiada w tej zakładce, byśmy (zwłaszcza nasza sroga Wiewióra) mogły go poprawić, ulepszyć, bądź wyjaśnić czemu coś działa tak, a nie inaczej...


Więc do następnego!
Szalona Dan (Fidela Arbuz)

środa, 12 sierpnia 2015

Od Danii, Kami i Liry do Rex'a - Trio atakuje! (Odnalezieni cz. I)

        Uff, emocje na szczęście ucichły i Rex odzyskał panowanie nad swoim (skąd inąd wielkim) ciałem. Całe szczęście, inaczej z ościstego niewiele by zostało. Ale chwila, czy ja powiedziałam, że emocje ucichły? Sorry, zapomniałam dodać emocje REX'A, bo jeżeli chodzi o zbite w ciasną gromadę oddzielającą go od Trash'a waderki to sprawy miały się całkiem inaczej. Te dopiero teraz naprawdę się rozbudziły...
- NO FUUUJ... Rex! - Jęknęła Dan gdy tylko spostrzegła jakimi obfitymi strumieniami spływa z niej wydzielina z paszczy samca.
Ona szybko przyjęła do świadomości fakt, że kolega się uspokoił i już bez zbędnych zastrzeżeń czy niepewności pozostawiła w jego rękach kontrolę nad jego własnym zachowaniem i teraz wreszcie mogła skupić się na sobie. I na dziewczynach. I na Trash'u. I na... Dobra, 'skupienie' to raczej niezbyt pasujące do jej charakteru słowo. Tak czy inaczej nie musząc wielkoluda trzymać za wargę wreszcie raczyła zauważyć jak wygląda, tym bardziej, że zaraz Lira postanowiła jej o tym brutalnie przypomnieć.
- O jeny, mała, najgorzej spocona świnia nie powstydziła by się ciebie teraz!  - Zaśmiała się wskazując nieletnią palcem - Stary, masz w gębie sporo, nie ma co! - Dodała właściwie z uznaniem bo choć z kontekstu wynikało, że mówiła o ślinie myślała wypowiadając te słowa także o zębach, a te, pokaźnej wielkości, gęsto siedziały w jego dziąsłach.
- Rex mówisz, co? - Raczej stwierdziła niż zapytała, typowym dla siebie stylem i podeszła do samca bliżej z ciekawskim błyskiem w oku i uśmiechem na jasnym ryju. 
- TAK, REX! - Krzyknęła za nią Danka tarzająca się w śniegu obok nieprzytomnego jeżowca (przecież musiała wtrącić swoje trzy grosze, nawet jeżeli dość nieudolnie i bez większej potrzeby) - Dzisiaj go znalazłam! - Pochwaliła się zaraz, dumnie wyrywając głowę z zaspy, w której próbowała oczyścić futerko - W sumie wczoraj też go widziałam, ale dzisiaj poznałam. Fajny jest i strasznie silny! To mój wierzchowiec! - To ostanie wypowiedziała z dziką radością tonem typowym dla szczeniaka, który pokazując ojcu rakietę z orzecha mówi z całą stanowczością, że nią kiedyś poleci na księżyc. Dziewczyny nie negowały.
- Wierzchowiec? - Powtórzyła jedynie Kami z uśmiechem posyłając basiorowi niejednoznaczne spojrzenie, ale znając Danię nie ciągnęła tematu. Ta mała wszystko potrafiła z wilkami zrobić...
- Miło nam poznać - Wróciła za to do głównego wątku i usiadła przed wilczurem wyciągając swoją prawą, zgrabną łapkę w jego stronę. 
Oczywiście zachowanie jakie zademonstrował przed chwilą, kiedy to próbował rzucić się na nieprzytomnego młodziaka mogło być dość niepokojące, ale skoro ostatecznie nic się nie stało, a w dodatku był wierzchowcem Dan, to nie ma co dać panoszyć się zbędnym obawom.
- Jeste...
- JESTEM LIRA! TERGERBUND! - Nagle obraz brunetki zasłoniła Rex'owi  morda Liry w ostrym przybliżeniu i już poczuł jak jego przednią kończynę ściskają mocno łapy owej nadpobudliwej wadery, próbując ją unieść i zwyczajem, który już zdążył poznać, solidnie nią potrząsnąć. 
Nie chcąc bardziej utrudniać uniósł w końcu ściskane do bólu (naprawdę, prawie to poczuł - co z tym blond babolem?) ramię i odchylając odruchowo głowę do tyłu wyprodukował jakiś anorektyczny grymas mający być zapewne uśmiechem, a na który blondynka i tak nie zwracała uwagi.
- Oż w mordę, masz jedną gałę! - Ryknęła za to i już sięgała palcami w jej stronę, gdy nagle i 'wcale-nie-zamierzenie' została pchnięta przez niepozorną, siedzącą przez chwilę cicho Kami na śnieg. I znów - obraz czysty.
- Nie zwracaj uwagi, to u nas normalne - Wyjaśniła choć sama bynajmniej nie zachowywała się (przynajmniej na razie) jak kuzynka. Mogła za to pełnić rolę tłumacza kulturowego.
- Jestem Kami Wargerbund, Rex. Miło, że zająłeś się naszą siostrzyczką - Uśmiechnęła się z wdzięcznością zamykając przy tym na chwilę oczy co dało dosyć przyjemny wizualnie efekt, po czym pisnęła, wykrzywiła się upiornie i niemal podskoczyła, gdy mściwa kuzynka niepostrzerzenie wsadzila jej śnieg za szaliczek. I nastrój szlag trafił. Albo jeszcze lepiej - Lira. A ona miała w tych sprawach niezawodnego cela.
Tymczasem Danka, która doprowadziła się do względnego porządku w końcu zainteresowała się leżącym w śniegu koleżką i obejrzawszy go (przy czym cały czas oczywiście do niego gadała, mając nadzieję, że 'tak tylko śpi') postanowiła wziąć się poważniej za tą sprawę:
- Ej, dziewczyny - Przerwała tarzającym się przed nosem zesztywniałego Rex'a waderom - Co mu zrobiłyście?
- He? - Baby jak na komendę przestały się przepychać i zwróciły się w stronę najmłodszej - Nic. Jak go znalazłyśmy to już taki był.
- Serio!?
- No, a ty co? Znasz go? - Spytała blondynka z niewymuszoną obojętnością podnosząc się i siadając obok Rex'a, jedną łapą pomagając wstać także i Kami.
- No pewnie! Z nim tu przyszłam. To Trash! Albo Husk, jak wolicie - Uśmiechnęła się obejmując szyję nieprzytomnego wilka i wtulając mordkę w jego puchaty policzek. - Jest zabawny, ale taki cichy i płochliwy. Naprawdę wrażliwiec straszny - zemdlał na zapoznawczym!
- SERIO!? - Tym razem krzyknęła Lira wybuchając przy tej okazji śmiechem i opierając się ramieniem o białego basiora, który zdążył jedynie mruknąć. - Jaka ciota, ty Kam, słyszysz to!? - Teraz to już niemal wisiała na Rex'ie dusząc się i przebierając tylnymi łapami. - W mordę, to chop czy baba, weź no zerknij, bo ja w te jego jajca to jakoś nie wierzę! - To czy się nie udusi nie było sprawą pewną, ale póki mężczyzna służył jej za podporę, przynajmniej udawało jej się trzymać (prawie) w pionie.
- Lira! - Brunetka syknęła ganiąco, zerkając na nią z dezaprobatą i znów jej myśli pochłonęła ocena stanu zdrowia znalezionego oraz podejmowanie odpowiednich decyzji... Zbliżyła się do niego i z troską spojrzała na lekko rozchylone usta oraz śnieg oblepiający futro kolegi je małej siostry.
- Chyba jednak powinnyśmy się pospieszyć i go stąd zabrać - Zdecydowała zdjęła z niego rudzielca.
Rex znowu prychnął i wreszcie, sprawnym ruchem uwolnił się od obłapiającej go blondynki, która w związku z utratą podpórki glebnęła w śnieg. 
Skoro będą się nim zajmować... Dobrze, on już nie będzie potrzebny. Zwłaszcza, że nie ma ochoty patrzeć na tą trójkolorową ścierę. Swoją drogą szkoda, że to nie on go tak urządził. Ale co to - nie czuć od niego krwi... Ech, nieważne. Podniósł się i rzucając ostatnie spojrzenie na rozmawiającą z Kami Szaloną Dan powoli odwrócił się w stronę, z której przybyli. Jednak jeżeli myślał, że to koniec jego przygody z tymi paniami, to naprawdę grubo się pomylił.
- A ty gdzie? - Zawsze czujna Lira, choć nadal ze łzami w oczach i śmiechową czkawką złapała go za nogę i podciągnęła się sprawnie chowając swoją sylwetkę pod jego brzuchem, po czym opierając się nogą o ten właśnie jego kawałek wysunęła się między jego przednimi łapami i posłała mu szaleńczy uśmiech. 
Szczęście, że przy tej sztuczce noga jej się nie obsunęła, bo facet miałby załatwioną darmową kastrację. Ale może nie mówmy o tym, czego udało nam się na szczęście uniknąć ~
Tak, zajmijmy się z powrotem Trash'em i jego perypetiami:
- Czy ktoś przy nim był? Byłam pewna, że zostawiłam go z Brego... - Dan nie mogła wymyślić co się stało, że jej kolega tak nagle znalazł się nieprzytomny na jakimś pustkowiu, gdzie (całe jego szczęście!) znalazły go jej siostrzyczki.
- Gdyby był to byśmy go nie tachały taki kawał mała! - Odkrzyknęła jej spod Rex'a Lirka, a na jego ni to zdziwioną ni zirytowaną minę odparła: - Spoko stary, poczekajmy aż skończą to wyjdę.
Może to głupio zabrzmi, ale nigdy wcześniej żadna wadera nie upierała się przy tym, by pod nim siedzieć, więc postanowił być wyjątkowo delikatny. Przełożył najpierw jedną łapę nad jej piersią, potem drugą nad ogonem i odskoczył w bok by utrzymać równowagę pozostawiając ją bez żadnej osłony. Ku jego uldze tym razem za nic go nie złapała i mógł w spokoju usiąść i poczekać na dalszy rozwój wypadków (pomijając fakt, że chciał zobaczyć się z Blindwind to coś mówiło mu, że jeżeli teraz im ucieknie to następnym razem mogą być jeszcze bardziej upierdliwe - następny raz? - A poza tym to mimo wszystko... Nie były aż tak nieznośnie... Znaczy były, ale jednocześnie niemal całkiem zignorowały jego poprzedni wybuch i nie traktowały jak nie wiadomo kogo. Już zdążył poznać to uczucie, a teraz wiedział już, że je lubi. Po co więc je sobie odbierać?)
- Lir, chodź tu, musimy go zanieść! - Ponagliła kuzynkę Kami i za milczącą namową Dan, opatuliła Husk'a swoim pomarańczowym szaliczkiem, pocieszając się tym, że plecy nadal osłaniał jej podróżny plecaczek.
- Eeeeee... Nie chce mi się! Teraz ty go dźwigaj! - Machnęła łapą i ospale podniosła się ze śniegu kantem oka patrząc czy mięśniak nie uciekł. Stał. Czyli w porządku.
- Dobra... - Niechętnie zdjęła teraz także i plecaczek i z pomocą Danki umieściła sobie wilka na plecach. Był trochę przyduży, ale na szczęście nie tak ciężki jak się wydawał.
- Dani, wiesz gdzie jest jakaś jaskinia? Przydało by się ognisko, a przede wszystkim jednak jakieś schronienie... 
Ruda jednak pokręciła ze smutkiem głową. Ale choć jej chwilowa niewiedza była przygnębiająca to przecież w towarzystwie znajdował się ktoś lepiej znający te ziemie...
- Rex! - Szczeknęła i w kilku susach znalazła się przy nim, choć po drodze zapadła się w śniegu aż po samą szyję - Reksi, wiesz gdzie tu jest jakaś jaskinka? Musimy tam szybko pójść! - Powiedziała i szarpnęła go za łapę, choć tylko na jej ruchy miało to jakiś wpływ. Tamta jak filar nawet nie drgnęła pod wpływem tak nikłej siły.
- Aj spoko, ja znaaaajdę! - Mruknęła Lira mijając ich ostentacyjnie z dumnie podniesioną głową i wyrazm twarzy pt. ,,wcale nie jestem urażona" po czym przysiadła się do Kulejącej pod Trash'em Kami gotowa do dalszej drogi. Tylko najpierw musiała wiedzieć gdzie pójdą... I w jakim składzie >3
Ostatecznie mogła porzucić Husk'a - z nim póki co najnudniej się gadało.


Rex? ~



Oj Wiewióra, sorry, że tak późniasto, ale mam nadzieję, że treść Ci przypasuje x3 

Spisków ciąg dalszy? >D

 Lira Tergerbund i Kami Wargerbund:








niedziela, 2 sierpnia 2015

Od Jaskra do Angel - Tytuł

        Jaskrowi bardzo odpowiadał taki układ. Dawno nie czytał cudzej poezji. Lubił mieć do czynienia z innymi pisarzami. Czytając ich prace poznawał nowe style pisania, ciekawe połączenia wątków, a przede wszystkim wydawało mu się, że dzięki temu lepiej pozna autora, jego charakter i osobowość. W skupieniu przeczytał wiersz... Jakieś trzy razy, ale Angel o nic się nie upominała. Może pomyślała, że wilk po prostu bardzo słabo czyta? Nieważne, grunt, że mógł w spokoju pokontemplować nad napisanym na śniegu dziełem. Jaskrowi szczególnie do gustu przypadł koniec:
,,Nie ruszysz w drogę nocą,
Już się o ciebie nie boję,
Widzę jak księżyc się kłania,
Żegnając nas oboje"
  W końcu zwrócił się do czekającej obok suczki:
  - Jest naprawdę świetny. Co prawda trochę nie pasuje mi wers czwarty drugiej zwrotki: ,,Znajdując oazę spokoju, łączącą nasze krainy". Jest trochę zbyt długi, psuje rytm. Wydaje się taki... Nie pasujący. Ale poza tym to małe arcydzieło - basior uśmiechnął się szczerze. - Jaki ma tytuł?
  Angel zamrugała kilkakrotnie.
  - Tytuł? - powtórzyła.
  - Tak. Didaskalia chyba nigdzie nie występują.
  - Ja... Nie wymyślałam żadnego tytułu.
  Jaskier popatrzył na nią jakby chciał ją zganić.
  - Jak to? Wiersz nie może nie mieć tytułu. To tak, jakbyś miała córkę i nie dała jej imienia, oswoiła papugę i mówiła do niej per ,,Żako Afrykańska". TY masz imię, JA mam imię, tamten dąb ma nawet nazwę określającą jego gatunek!
  - A co to ma do wiersza? - odparła retorycznie Angel przewracając oczami.
  - Nadając komuś, bądź czemuś imię dajesz mu unikalny dar. Coś posiadające nazwę, że tak powiem, ,,ma prawo bytu". Gdyby na przykład brzoza nie miała nazwy, byłaby po prostu drzewem, takim jak inne. Ale ktoś ją nazwał ,,Brzoza" i teraz każdy, kto ją zobaczy, wie, że jest brzozą, a nie kasztanem czy gruszą. Dlatego, bo pamięta, że tylko brzoza ma biały pień w czarne pręgi i małe listki. Dzięki nazwom jabłoń, grusza, śliwa wiemy jakie owoce wydają te drzewa.
  - Dobra, teraz się pogubiłam - Ann pokręciła głową z niedowierzaniem. O czym on chrzani?!
  - My też mamy imiona. Kiedy kogoś poznaję przedstawiam mu się i wtedy ten ktoś pamięta, że właściciel imienia, które właśnie poznał, jest miłym, towarzyskim basiorem. Nie jestem już jakimś spotkanym przypadkowo nieznajomym. Kojarzy z moim imieniem cechy mojego charakteru. Ale jeśli coś nie ma imienia, na przykład wiersz tytułu, nie zapada on nikomu w pamięć. Ktoś powie ,,Hej, pamiętasz ten wiersz? Ten taki a taki", a drugi mu odpowie, że go nie kojarzy. Ale, jeśli zapyta się czy pamiętasz ,,Odę do radości" przypomni ci się, że jest to hymn o  podniosłym charakterze, a nie byle pioseneczka. Rozumiesz teraz o co mi chodzi?
  Angel pokiwała powoli główką (nie wiadomo, czy przyjęła sobie to do serca, czy zrobiła tak by ten wariat się od niej odczepił, ale to w tym opowiadaniu nieważne).
  - No więc zacznijmy od początku - zaczął Jaskier. -  Jaki ma tytuł twój wiersz?

Angel? Wybacz to lanie wody i fakt, że musiałaś tyle czekać. Jeszcze kilka opków i jesteśmy kwita XD

sobota, 1 sierpnia 2015

Nieobecność

        Znowu Was opuszczam. moi Drodzy, tym razem jednak na nieco krócej, bo tylko 10 dni. Jednak zawiedziona jestem Waszą aktywnością na tym blogu. Rozumiem - wielu z Was nie ma, ale kilku tutaj jest obecnych, a nie pisze prawie nikt. Jak wrócę to wezmę tę sprawę w obroty, polecą zwieszenia i upomnienia jeśli nic się tu nie ruszy, nie będzie to zbyt wesołe, ale jeżeli to jedyny sposób, żeby ruszyć postacie nic nie rozbiące to niestety tak być musi...

Sin of Sorrow x3

Od Marceliny i Dean'a do...? - Trudne początki

        Wilczyca oderwała nos od ziemi i spojrzała przed siebie. Ujrzała dwa połamane drzewa, a za nimi polanę, na której- w czerwonym śniegu- leżał potwór. Dopiero po chwili dojrzała jeszcze jedno truchło, lecz o wiele mniejsze.
Przyszła tutaj, gdy tylko usłyszała ryki, a jej czuły nos wyłapał woń krwi. Złożyło się akurat tak, że była niedaleko miejsca akcji. Przywędrowała tutaj z... Z daleka. Jej tułaczka trwała bardzo długo, aż w końcu coś znalazła. Właśnie to. Kałuże krwi i trupy. To jest to, co tygryski lubią najbardziej!
Zwinnie i szybko przebrnęła przez powalone drzewa i znów zapadła się w śniegu prawie po sam brzuch. Zbliżyła się najpierw do mniejszego truchła. Ku jej zdziwieniu był to wilk o czarnym futrze. Obwąchała go i chwyciła delikatnie zwisający kawałek skóry z pyska, po czym zaczęła je odrywać od łba. Trochę jej się z tym zeszło, lecz było warto. Wydłubała mu oczy, które schowała do jednej ze swoich toreb i oddzieliła zakrwawioną czaszkę od reszty ciała. Obskrobała ją z resztek mięsa, obmyła śniegiem i schowała. Potem z zaciekawieniem podeszła do potwora. Jego również obwąchała, po czym wiedząc, że jego czaszki nie weźmie otworzyła jego ogromną paszczę i wyrwała jeden ząb. Zadowolona ze swej akcji i nowych trofeów, odwróciła się już by kontynuować swą wędrówkę, lecz ujrzała dużego, kościstego wilka o białym futrze i szare oczy o przenikliwym spojrzeniu.
Wytrzeszczyła oczy, jednak szybko się opamiętała i przybrała zawadiacki wyraz pyska.
- No co?

******

        Dean widząc, że nie ma nic ciekawego do roboty, udał się na spacer. Co prawda, było pieruńsko zimno, ale jemu to nie przeszkadzało. Z resztą jak wiele warunków pogodowych, był po prostu... Hm... 'Tolerancyjny'.
Wracając do tematu. Nie wiadomo po co i z jakiego powodu postanowił wrócić na miejsce walki. Miał jakieś dziwne przeczucie, które postanowił zweryfikować. I się nie pomylił. Gdy dotarł, ujrzał jakąś niedużą niebieską wilczycę, które właśnie wyrywała- ząb?!- tego wielkiego potwora, który był kierowany przez Chris'a i Frost'a. Rozpłynął się w mgłę i zmaterializował się tuż za nią, akurat w momencie kiedy się odwracała. Zdążył wyłapać jej zaskoczoną minę, zanim wilczyca postanowiła się mu postawić. Uśmiechnął się niezauważalnie, kiedy usłyszał jej pytanie.
- No co?

******

        Stali tak naprzeciwko siebie. Dean- lekko uśmiechnięty, Marcysia- z przenikliwym spojrzeniem swych lodowych ślepi.
- Co tu robisz? - twardy głos wilczura wdarł się do jej głowy.
- O to samo mogłabym zapytać ciebie.
- Tylko, że to nie ja wyrywam... Czyjeś kły. - przybliżył się do niej, prawie styknęli się nosami.
- Co ci do tego?! - wyrwało jej się i postąpiła krok do tyłu.
Wilczur przechylił lekko łeb na bok i spojrzał na nią ciekawskim wzrokiem. Wyminęła go, a on jedynie podążył za nią spojrzeniem. Wiedział- a raczej miał przeczucie-, że to spotkanie się jeszcze nie skończyło, a to co zdarzyło się chwilę później tylko to potwierdziło.
Marcelina zatrzymała się, wzięła głęboki wdech i wydech, po czym podeszła z powrotem do Dean'a.
- Eh... Mam pytanie... - zaczęła niepewnie.
- Czekaj, czekaj, niech zgadnę... Chodzi ci o to czy jest tutaj jakaś wataha, prawda? - spytał niewinnym głosem, w którym dało się usłyszeć nutkę triumfu,
- A-Ale... Skąd... Skąd wiedziałeś?
- Intuicja, młoda damo. Jak masz na imię? - gładko zmienił temat, uśmiechając się łobuzersko.
- M-marcelina, a ty? - patrzyła na niego z takim jebiącym po oczach pytaniem 'skąd ty jesteś, szatanie?'
- Dean, miło mi, a teraz... - nie dane było mu skończyć, gdyż wtem na polanę wkroczyła kolejna osoba. Marcysia i Lunatic obejrzeli się w kierunku nadchodzącej postaci.



Kto chętny by poprowadzić dalej Marcysię w Świat Wariatów? ;3