czwartek, 4 czerwca 2015

Od Canay'a do Angel - Zajączki, pieski, jeść można wszystko


        - Jakże ja nie znoszę tego śniegu! - Warknął i się otrzepał z białego pokrowca, który spadł na niego z jakiegoś drzewa. 

Podniósł głowę wysoko i spojrzał w zachmurzone niebo. Wiedział, że zbliżał się wieczór, ale nie miał ochoty się jeszcze zatrzymywać. Srebrnymi ślepiami obserwował łąkę, która była pogrążona w zimowym śnie tak jak reszta świata. Nie lubił zimy, zresztą lata też nie lubił... Ale wiosna była najgorsza! To nieprzyjemne swędzenie gdy łuski wychodzą z ciała, powoduje, że wilk staje się cholernie wkurzający. Jest rozdrażniony, nie potrafi się na niczym skupić. Czarna magia, zielarstwo... Nic nie pomaga mu w ukojeniu nerwów, ale co poradzić, musi sobie jakoś radzić w życiu. Znów będzie całe dnie spędzał w rzekach. Czarne, niczym onyks łuski znów będą pływać na dnie rzeki i walać się po całym terenie. Całe szczęście będzie trzeba na to poczekać, zima się właściwie dopiero zaczęła.
Wędrował tak jeszcze dwie godziny i gdy znalazł pusty pień drzewa, wszedł tam i czuwał. Wysunął łeb lekko na zewnątrz i obok ujrzał swój ogon, wyglądał jak każdy inny, tylko że był dłuższy i pod futrem były łuski. Większość wilków z jego rodziny posiadała te smoczą cechę. Efa położył głowę na łapach i zamknął oczy, wiedział że szybko nie zaśnie, ale w ten sposób mógł się regulować. Z reguły miał lekki sen i wiele rzeczy go budziło, nawet wiatr potrafił mu przeszkadzać w śnie.

*
Efa obudził się tuż przed przed świtem. Nie miał ochoty siedzieć w tym miejscu jakoś specjalnie dłużej. Wyszedł z pustego pnia i przeciągnął się. Przydałoby się coś zjeść zanim wyruszy dalej. Powoli wędrował przez las, dostrzegł charakterystyczne ślady na śniegu... Czyli dziś będą zające. Nie szukał ich długo, gdyby nie długie i zwinne oraz wysportowane ciało nie dopadłby trzech zjączków, z których dwa martwe leżały na ziemi. Trzeci wiercił się z owiniętym w tułowiu ogonem. Canay z uśmiechem co jakiś czas przyduszał zająca, patrząc jak desperacko stara się uwolnić. 
- Takie słabe, mizerne zwierzę o krótkim żywocie... - Mruknął i przybliżył do siebie szaraka. 


Wbił lekko kły w ciałko zająca i położył na śniegu, po piętnastu sekundach. Lodowatymi oczyma z radością obserwował jak stworzenie nie może już wstać. Taaak, neurotoksyny zaczęły działać... Zając nie miał siły oddychać, zapewne już niczego nie widział. Dla małych zwierząt wystarczało kilka kropelek jadu i za raz umierały w męczarniach. Oczywiście Efa mógł zjeść je żywcem, ale patrzenie na to jak umierają zawsze ciekawie wyglądało. Po chwili malutkie serduszko przestało bić, a Canay mógł zabrać się za posiłek.
Po kwadransie wilk wstał i ruszył ponownie przed siebie. Czas szedł szybko, a on jakoś tego dnia strasznie się grzebał. Właściwie to nigdzie mu się nie spieszyło, ale miał ochotę odwiedzić jakąś watahę. Oczywiście wytrzymaliby z nim przez jakieś dwa dni, ale może spotkałby tam kogoś z kim mógłby przeprowadzić pewnego rodzaju refleksje. Słuchał innych, ale i tak zawsze trzymał się swojego zdania.
Gdy słońce zaszło za horyzont Canay stwierdził, że musi się gdzieś zatrzymać. Nie mógł jednak się skupić na szukaniu bo jakiś szczeniak wleciał na niego. 
* Po całym incydencie.

- Byle iluzją? - Spytał z uśmiechem i odrzucił grzywkę do tylu. Mina małej samiczki była niesamowita to zakłopotanie, powodowało że mała szła z lekko przekrzywioną głową i dużymi oczkami, które starają się wszystko pojąć. - Właściwie to są lata praktyki... Dobra kłamię, od małego kradłem, kłamałem, oszukiwałem, czarowałem... Wiem jaka jesteś, znam twój tok myślenia i stwierdzam, że jeszcze sporo ci brakuje... Ale spokojnie może kiedyś uda ci się być tak świetną jak ja... Choć i dla mnie jeszcze troszeczkę brakuje. - Powiedział i spojrzał srebrnymi ślepiami na stworzenie, które przebijało się przez śnieg z małym problemem. - Może cię ponieść? - Spytał pokazując białe kły w złośliwym uśmiechu.
- Nie, dam radę. - Powiedziała dalej idąc przed siebie. - Poza tym masz łuski. - Wilk spojrzał jak wiatr podnosi gęste futro ukazując czarne łuski.
- Aj tam... Tak w ogóle to miałem na myśli mój żołądek. - Powiedział przybliżając się do samiczki. - Nie jadłem jeszcze... Psa?
- A wilki jadłeś? - Spytała patrząc na niego niepewnie.
- Bardzo możliwe. Skoro ryby zjadają ryby to zwierzęta mogą jeść zwierzęta. Tak mi się wydaje. - Powiedział przyspieszając tempa.
- To jest kanibalizm. - Powiedziała suczka i przyspieszyła choć nie było jej łatwo nadążyć za wilkiem, który machał długim ogonem i kilka razy prawie nie podciął jej tylnych łap.
- Nieee, to jest sposób na przetrwanie... Wolałabyś zabić psa i później go zjeść czy być zabitym i zjedzonym psem?
- Mógłbyś tak nie pędzić? - Spytała dysząc i zastanawiając się nad odpowiedzią.
- Po co? Może stracisz trochę tego tłuszczu, szczeniaku. - Powiedział i jeszcze bardziej przyspieszył.
- Nie mam tłuszczu, po prostu mam takie futro. - Odpowiedziała patrząc jak Canay oddala się coraz bardziej. - Poczekaj na mnie.
- Nie muszę, poza tym nikt nie powiedział, że cię zostawiam. Ciesz się że ci nie skróciłem życia za pierścień. Mam dziś wyjątkowo dobry humor. - Powiedział z stoickik spokojem przebiegając wśród pierwszych drzew lasu. Zatrzymał się trochę dalej przy dużym drzewie i zaczął kopać przy jego korzeniach. Wkopał się na dobry metr pod drzewo, tam powinno mu być dobrze. Po chwili usłyszał kroki i ujrzał pysk szczeniaka. - A ty co się gapisz? Idź spać.
- Jest tu jeszcze trochę miejsca, zmieszczę się. - Powiedziała suczka i weszła do dołka, ale Canay ją odsunął ogonem.
- Spadaj stąd, idź sama sobie wykop dół. Pogryzę cię i zjem jeśli tu dłużej będziesz mi przeszkadzała.
- Chamski jesteś. - Powiedziała nadal się na niego patrząc z oburzeniem. 
Samiec się tylko uśmiechnął i poprawił.
- Może troszeczkę. I nie zadawaj mi żadnych głupich pytań, bo chcę już spać. - Powiedział i zrobił taką samą minę jak suczka.
- A gdyby jakiś inny młody wilk albo pies cię spytał... - Mała nie zdążyła skończyć bo Efa wciął się jej w zdanie.
- Spytałbym: Nie wiesz, że z obcymi się nie rozmawia?... A teraz dobranoc. - Powiedział chłodno, czekając aż suczka sobie pójdzie.

~Angel? On i tak jest jeszcze miły ^^~

Od Angel - Oszukać złodziejkę?


 Angel nie potrafiła sobie przypomnieć ile razy musiała uciekać. Działo się to za każdym razem, gdy napotykała na swej drodze jakieś stado. Nie mogła zostawić ich w spokoju. Nie mogła ich nie zauważyć. Po prostu nie potrafiła odejść z pustymi rękoma. Nie, ona koniecznie musiała coś komuś ukraść!

Dziewczyna odskoczyła na bok, unikając bliskiego spotkania z drzewem. Niestety, część jej prześladowców nie miała takiego szczęścia. Jednak Angel żałowała, że tylko dwa wilki wpadły na drzewo. Musiała jeszcze pozbyć się kolejnej pary, a z nimi już nie będzie tak łatwo.

„Takie plagi są gorsze od pcheł.", pomyślała, kiedy przeskakiwała kolejne pnie. 
Las był dla niej o tyle dobrym miejscem do pościgów, gdyż Piper miała tutaj przewagę. Co prawda była drobna, niska i niepozorna, ale przez to bardzo zwinna. Potrafiła wykorzystać swoje wady i zmienić je w zalety. Nie każdy tak umie.

Dziewczyna odwróciła się z nadzieją, że jej prześladowcy już sobie odpuścili. Niestety. Dwa wilki dalej za nią biegły, ale nie tak zawzięcie jak wcześniej. Gonili kundla już ponad pół godziny i widać, że ten bieg już ich męczył. W przeciwieństwie do Angel, która uważała go za zwykłą stratę czasu.

„Skoro tak łatwo nie odpuszczają, trzeba się uciec do dawnych metod!”

Ann przyspieszyła, zwiększając dystans między nią, a zmęczonymi wilkami. Później, zupełnie jak wiewiórka, wdrapała się na drzewo i skryła pośród grubych gałęzi. Miała zamiar ich przeczekać. W końcu te dwa bałwany domyślą się, że biegną za nikim. A najzabawniejsze w tym wszystkim jest to, że wilki nie goniły Angel, aby odzyskać swą zgubę. Dziewczyna ich okradła, a i owszem, ale później oddała kosztowności, z wrednym uśmiechem na ustach. I to właśnie d l a t e g o wilki się wkurzyły.

„Banda pacanów.”, pomyślała Piper nie po raz pierwszy, gdy wilki przebiegły obok jej drzewa. 
Parka pognała dalej, zostawiając swoją ofiarę w tyle. Dziewczyna odczekała niecałe 10 minut, by upewnić się , że jej prześladowcy są już daleko. Dopiero wtedy zeszła z drzewa.



~***~ 

Nastało popołudnie. Słońce już dawno schowało się za horyzontem, kolorując przepięknie świat. Pomarańczowo-różowe niebo miało taki sam odcień, jak puszyste futro Angel. Ciężko powiedzieć, czy to za sprawą kolorów, padających na sierść, czy jej faktycznej barwy. Dziewczyna nigdy nie potrafiła określić swego ubarwienia, ale ostatnio już przestało ją to obchodzić. Miała ważniejsze rzeczy na głowie. Chociażby - jak tutaj załatwić posiłek.Kiedy jest się tak „malutkim” ciężko cokolwiek upolować. Nie może odżywiać się sarnami, ani jeleniami. A zjadanie lisów było dla niej prawie że kanibalizmem! Dlatego też Ann żywiła się głównie ptactwem bądź padliną. No, ewentualnie kradła jedzenie innym (nie, akurat t e g o już nie oddawała x3) .
Piper podniosła się z ziemi i ruszyła powolnym rokiem przed siebie. Nie minęła chwila, a dobiegł do niej trzask gałęzi. Z początku myślała, że to jakieś małe zwierze nadepnęło na patyk, więc uradowana ruszyła w tamtym kierunku. Schowała się w krzakach, obserwując z ukrycia otoczenie. Ale nigdzie nie dostrzegła drobnych zwierzaków. Widziała natomiast wilka. A przynajmniej z daleka wyglądał jak zwykły wilczur. Bowiem w rzeczywistości część jego skóry pokrywały lśniące łuski, przywołujące na myśl węża. Kiedy dziewczyna podeszła bliżej, poczuła, że od nieznajomego bije jakaś dziwna aura. Wilk był bardzo… tajemniczy? Nie jest to może odpowiednie słowo, ale zbliżone do właściwego. Kolejną rzeczą, która nie mogła umknąć uwadze Piper, był pierścień, który nosił nieznajomy. 
Kundelka uśmiechnęła się diabolicznie. Mały przedmiot pochłonął jej uwagę, ale jeszcze bardziej była ciekawa reakcji wilka, gdy zwróci mu jego własność. Angel już wielokrotnie kradła pierścienie, naszyjniki i przeróżne talizmany, a owy sygnet nie był dla niej żadnym wyzwaniem. Przynajmniej tak jej się zdawało. 
Mała diablica postanowiła skorzystać z tak zwanego „upozorowanego upadku”. Co prawda sztuczka znana i stara jak świat, ale nadal niezawodna.
Ann rozpędziła się i udając, że nie patrzy przed siebie, wpadła na nieznajomego. Basior był wysoki i gdyby nie prędkość, dziewczyna nie byłaby w stanie przewrócić go na ziemię.
-Uh, sorki. Nic ci nie jest?- Angel była dobrze wychowana i potrafiła skutecznie udawać zakłopotanie.
-Nie, w porządku.- mruknął wilk. 
Najwyraźniej nie był zachwycony z owego spotkania. W przeciwieństwie do Piper, która podnosząc się, zdążyła ukraść mu pierścień i włożyć go sobie na łapę.

-Przed kim uciekałaś?- wilk spytał się, gdy oboje już się podnieśli.
-Skąd pomysł, że ktoś mnie gonił?- Angel uniosła brwi, udając niedowierzanie. 
Na pysku obcego pojawił się przebiegły uśmiech.

-Intuicja.
-Phi! Nie muszę na to odpowiadać.
-Racja, nie musisz.
Reszta była już tylko grą, chociaż Ann musiała przyznać, że dobrze się podczas niej bawiła. Żadne z nich nie zorientowało się, kiedy zaczęli iść razem.
-Dlaczego wędrujesz sam?- skierowała pytanie do wilczura.
-A skąd pomysł, że nie ma nikogo dookoła?
-Hm… intuicja.- nieznajomy uśmiechnął się odrobinę, słysząc swoją odpowiedź w ustach niewielkiej samiczki.
-Nie muszę na to odpowiadać.- Angel przymrużyła oczy.
-Racja, nie musisz.
Tak wyglądał ten krótki pojedynek na słowa. Piper pozwoliła mu jeszcze trwać. A przynajmniej wtedy zdawało jej się, że to ona ma nad nim władzę.
-Ładny pierścień.- zwróciła się w końcu do wilczura, kryjąc złośliwy uśmiech. Nieznajomy spojrzał na swoją łapę.
-To cenna rzecz.
Angel wpatrywała się w basiora jak głupia. Wybałuszyła oczy z niedowierzania. 

„Ale… przecież… jak on to zrobił?!”

-Co?! Hej, chwila!- kundelka spojrzała na swoją łapę.
-Co „chwila”? Oh… Nie masz mojego pierścienia, tak? To dlatego na mnie „wpadłaś”, nieprawdaż?- wilk uśmiechnął się przebiegle. 
Rozgryzł ją. Nie miała jak z tego wybrnąć, bo on dysponował wszystkimi kartami.

-Jak to zrobiłeś?
-Nie muszę na to odpowiadać.- Ann spiorunowała obcego wzrokiem.
-Na to już m u s i s z.
-Ach tak? No dobrze: iluzja.
Teraz Piper nie mogła ukryć zdziwienia. Owszem, widywała już iluzjonistów, ale nawet oni nie potrafili jej oszukać. Więc… dlaczego on?!
-Nie wierzę.
-W co? W magię?
-Nie. W to, że oszukałeś mnie byle iluzją.- mruknęła. 
Kątem oka, Angel dostrzegła tajemniczy uśmiech wilczura.




Canay? Co ta za sztuczkę wykorzystałeś? ^^

I Ankietka Szalonej Dan!

Hejo! Witam wszystkich w tym gorącym, czwartkowym dniu, w którym zamiast siedzieć przed kompem powinniśmy wybiec na dwór i nie wracać, aż całkowicie padnięci, umazani błotem, rozczochrani i wycieńczeni zapragniemy obiadu, który najlepiej jeśli sami ugotujemy (to na pewno sprawi przyjemność naszym bliskim - no chyba, że po raz dziesiąty z rzędu weźmiemy się za robienie zupy cebulowo-czosnkowej), a z apetytem pochłonąwszy go znów najlepiej gdybyśmy wyleźli na słońce. Pamiętajcie jednak o kapelusikach bądź czapeczkach z daszkiem - mi już tak przygrzało w kłaki, że zastanawiam się czy mój mózg przypadkiem nie zmienił objętości, bo dziwnie się turla gdy przechylam głowę.
Ale wracając:
Dla tych wszystkich, którzy są uzależnieni (tak jak ja) od korzystania z migoczącego pudełka (bądź im też przygrzało i resztką rozsądku chowają się w cieniu swojego pokoju) przygotowałam (pierwszą w mojej tutejszej karierze) ankietkę, dotyczącą właśnie tego jak często wchodzicie - tutaj do nas - na bloga ^^

Sprawa jest prosta - ankietkę na pewno zauważyliście (jest pod nieobecnościami, po lew po prawej stronie) - wybierzcie odpowiedź, która najlepiej pasuje do waszego grafiku (czy ja właśnie zaczęłam tłumaczyć wam jak się wypełnia ankietę? Sorry! To przez brak kapelusza ><)

Krótko omówię ^^
Jeśli wchodzicie codziennie to sprawa jest prosta, jeśli co 2-3 dni to też, ale co zrobić gdy wchodzicie rzadziej (4-5-6 dni), ale częściej niż raz na tydzień? Nie ma tam takiej odpowiedzi, co może być wnerwiające. Sama nie znoszę gdy w ankiecie nie ma odpowiedzi jaką chcę udzielić.  Pragnę jednak powołać się na moją ukochaną matematykę (tak btw. mam nadzieję, że ją w końcu zaliczę) i przypomnę, że tydzień (o czym na pewno bardzo dobrze wiecie od dziesiątego roku życia) dni ma 7. Jeżeli więc wchodzisz co 4 dni (a tym bardziej co 5 czy 6) to wejdziesz dwa razy na 8 i więcej. Skoro tak na tydzień przypada przeważnie tylko jedno wejście i to odsyła nas do odpowiedzi ,,Raz na tydzień", tak więc to właśnie ją z czystym sumieniem możesz zaznaczyć ^^
Choć nie jest to moja ulubiona odpowiedź ;u;

Jeżeli chodzi o cel ankietki to jest on dość prosty - pomoże mi się zorientować (a w sumie to nam wszystkim, którzy są tu od niedawna) jaka jest mniej-więcej dzienna frekwencja na blogu oraz ile osób tutaj wpada.^^

Zebrane dane wykorzystam do moich własnych mrocznych celów planowania przyszłych rozrywkowych atrakcji, które mam nadzieję będą dla was ciekawym urozmaiceniem i miłą odmianą po bitwie (choć zdaję sobie sprawę, że są wśród was wielbiciele ran kłutych i szarpanych, ale wami zajmie się ktoś inny) x3

To tyle na razie, miłej zabawy, dużo weny i wyleźcie wreszcie na dwór zamiast tu siedzieć! Przeczytaliście co było to wynocha! xD Świat jest zbyt piękny by siedzieć tu dłużej! *^*

Pozdrowienia i przypomnienia o kapelusikach przesyła Szalona Dan x3

środa, 3 czerwca 2015

Od Danii i Trash'a - do Kogoś (?)


(Ciąg dalszy wędrówki Danii i Trash'a)

Spokojna, chłodna, cicha noc - jak przecudownie… znaczy byłoby, gdyby jednak nie parę drobnych niedogodności.
Po pierwsze to nie była utulająca do snu, granatowa noc, tylko naznaczony niespokojny szumem wychudłych drzew wieczór czerwienią nieba budzący w Trash'u duszący niepokój, uwydatniający jego wrodzony pesymizm.
Po drugie o ciszy też nie mogło być mowy - już pomińmy natrętny szept wiatru czy narady nocnych ptaszyn poukrywanych między czarnymi igłami - to Dan grała tutaj pierwsze, najgłośniejsze skrzypce i to w dodatku tak jazgotliwe, że głowa zaczynała powoli lecz nieubłaganie odpadać, gdy się tego słuchało. Nie by czarno-biały wilk nie zdążył już do tego przywyknąć, po prostu dla niego pora zachodzenia słońca była czasem gdy należy poruszać się ze wzmożoną czujnością, jak najciszej i niepostrzeżenie, by znaleźć sobie kryjówkę na noc, albo ewentualnie by wśród nocnych ciemności kontynuować podróż - nadal jednak w zupełnej i absolutnej CISZY.
Tym czasem ruda dziewczyna radośnie podskakując i kopiąc od niechcenia trzeszczące szyszki, gdy tylko nadarzała się taka okazja, paplała w najlepsze wykrzykując niemalże ich położenie wszystkim potencjalnym wrogom, niebezpieczeństwom i losowi. Tego ostatniego Trash obawiał się z resztą najbardziej. Nie miał jednak odwagi, czy też ochoty by uciszać towarzyszkę - i tak nic by to nie dało. Przez te trzy dni nawet totalny debil pojąłby, że Dan nie zamyka paszczy póki jest przytomna, a i na wpół-padnięta dalej by mamrotała. Poza tym Husk nie chciał jej urazić i jakoś specjalnie zniechęcić do swojej obecności. Co prawda była mała i raczej drobna, pomocą w walce byłaby raczej mizerną, ale mimo tego z kimś u boku nie czuł się aż tak zagubiony na tych rozległych, obcych, a i niezwykle dzikich terenach. Może to kwestia tego, że ona sama nie należała do tego miejsca? No proszę jak to wspólna niedola (czy ogólnie położenie) potrafią zsolidaryzować dwie całkiem obce sobie osoby. A obce nie tylko przez wzgląd na krótką znajomość, ale i niemal zupełne przeciwieństwo charakterów utrudniające zrozumienie siebie nawzajem, swoich motywów, planów, pogląd… ale o czym to mówi Dan?
- Ciii, słyszę coś! - Husk stanął jak zamrożony i odwrócił łeb w jej stronę. 
Co takiego usłyszała? On jak zwykle zamyślony stał się przez nią niemalże półgłuchy, więc nic szczególnego nie zwróciło jego uwagi. Nadstawił uszu. O co mogło jej chodzić…?
- Tak, na pewno słyszę! - Potwierdziła ruda donośnie pomimo faktu, że przed chwilą sama uciszała i tak od kilku godzin milczącego towarzysza, oraz że tym bardziej nikt się jej o nic nie pytał.
Chłopak aż zacisnął zęby  kiedy tak nagle huknęła. Za grosz dyskrecji! Od razu skojarzyły mu się te takie panienki co to poznając sekret przyjaciółki niemal od razu odskakują z głośnym okrzykiem ,,O, naprawdę!? Całowałaś go!?". Nie wiedzieć czemu czuł się podobnie. 
Spojrzał znowu na dziewczynę drepczącą nerwowo w miejscu jakby na coś niecierpliwie czekała. Nawet przestała mówić! Może… może to znak, że to jego kolej?
- Co usłyszałaś? - Zapytał więc po kilku chwilach, raz by sprawić jej trochę przyjemności, dwa by zostać w końcu wyciągniętym z otchłani dręczącej go niepewności. 
Nie mylił się, ruda czekała właśnie na to!
Gdy tylko skończył akcentować pytanie odwróciła się gwałtownie w jego stronę wzbijając łapkami tuman puszystego śniegu i spojrzawszy na niego błyszczącymi z podniecenia oczami uśmiechnęła się zwycięsko.
- Nie słyszałeś - Bardziej stwierdziła niż spytała co zdradziło, że doszukiwała się w tym fakcie jakiegoś swojego zwycięstwa. Trochę wkurzająca reakcja, ale Trash już przywykł do przegrywania. Długo z resztą nie ciągnęła tematu, gdyż zaraz zbliżyła się do niego i klasnąwszy w łapki oznajmiła:
- Słyszę jakieś głosy, o tam, tam! - Z rozmachem wskazała kierunek i tak szybko jak przysunęła się do niego tak teraz szybko zniknęła mu sprzed oczu rzucając się pędem we wskazaną stronę. 
Nie zdążył nawet mrugnąć, tym bardziej zorientować się w sytuacji. Panna Wargerbund zechciała mu jednak pomóc: 
- Tam są inni, na pewno stąd! - Krzyknęła nadal radośnie skacząc przed siebie. - Chodź, musimy się z nimi przywitać! Sprawdzić kto to! No wiesz! - Na tym zakończyła wypowiedź i skupiła się już tylko na radosnej ekscytacji, która wypełniła jej ciało i dała siły do biegu. 
Nie zastanawiała się nad tym czy to aby na pewno bezpieczne oraz czy kolega popiera jej decyzję. Do tej pory zawsze postępowała w ten sposób i było w porządku. Teraz też kierowała się takim rozumowaniem. Musiało być ok!
Zaś zszokowany, zostawiony pośrodku lasu, na pastwę krwiożerczego losu chłopak wpatrywał się za nią szeroko otwartymi oczami nie umiejąc pozbierać myśli ni wypowiedzieć choć słowa. Przez jego głowę przegalopowały tabunem tysiące obaw od lat rozpracowywanych, pogłębianych i umacnianych w jego podświadomości, paraliżujące wszystkie inne funkcje rozumu. Dopiero po kilku chwilach, nadzwyczajnie dla siebie, tak jakby machnął na to wszystko łapą, zerwał się z miejsca i galopem ruszył śladami swej nierozważnej towarzyszki.

______________________________________________________________________

CDNGCN - Ciąg Dalszy Nastąpi Gdy Coś Napiszecie XD
Biegniemy do was! >D

Info: Dania i Trash nie należą jeszcze do watahy. Znajdują się na jej terenie. Z dala od pola bitwy, o której nic nie wiedzą. 

Ohayo! - Szalona Dan melduje się!


Witam z całą serdecznością wszystkich Wariatów zebranych na tym blogu! >3
Zwę się Fidela, jednak tu przybyłam pod postacią rudej, małej gaduły - Szalonej Dan, której podobiznę możecie zobaczyć po lewej (nie pomyliłam stron? Nie? Uff...) oraz apatycznego Trash'a (który nie ma póki co żadnej określonej funkcji, ale bardzo się ucieszę jeśli zechcecie wciągnąć go do Swoich opowieści).^^

Co tu będę robić? I po kiego się pcham na scenę tak od razu po dołączeniu? Aaaa.... Odpowiedź jest prosta - (lubię, mogę) pragnę wtłoczyć tu odrobinę rozrywki, w której moglibyście (i mam nadzieję, że będziecie to robić) brać czynny udział!
Innymi słowy od dzisiaj moim zadaniem jest zamęczanie Was swoją radosną wszechobecnością i zapewnienie wam interesujących rozrywek związanych z blogiem, postaciami, fabułą...

Póki co dopiero się wkręcam w to wspaniałe środowisko bądźcie więc wyrozumiali i nie biegnijcie na mnie z włóczniami za każdym razem kiedy się pomylę lub palnę głupotę (co jest bardzo możliwe) ^^"

Pierwszym pomysłem, który spróbuję zrealizować są ankiety. x3
Tak! Przewiduję nawet utworzenie specjalnej zakładki na zapisywanie co ciekawszych pytań i odpowiedzi jakich udzieliliście (niech zostanie coś dla potomnych). ^^
Każdą ankietkę będę opisywać w niedługim poście, w taki sam sposób będę omawiać wyniki. Mam nadzieję, że dowiemy się ciekawych rzeczy (np. kogo uważacie za najatrakcyjniejszą waderę, w jakich zawodach najchętniej wzięlibyście udział, oraz kto cieszy się największym szacunkiem?).
Wśród pytań będą pojawiać się i takie mniej ważne i takie, które mogą zadecydować o losie postaci (tak tylko straszę ;3)
Możliwe, że niektóre z ankietek przerobimy na konkursy z nagrodami (to jednak za pewien czas kochani ~)

W czasie zastoju fabularnego będę organizować różne rozrywkowe eventy wydarzenia i być może uda mi się przeprowadzić jakieś zawody, albo zorganizować noc strasznych opowieści >3
Tak czy siak coś w ten deseń na pewno się pojawi (nie oczekujcie po mnie wojen i bitew XD).

Będę się też ogólnie panoszyć na blogu, skakać po zakładkach i czytać Wasze opowieści (postaram się pisać komentarze pod czym tylko się da *^*) - myślę, że każdemu byłoby przyjemnie gdyby ktoś czasem napisał jakąś uwagę (zwłszcza miłą) pod owocem jego pracy.^^
Mam też nadzieję, że i Wy nie będziecie szczędzić słów i także będziecie żywo komentować to co się na blogu dzieje. Może jakieś plany i oczekiwania? (Ach, myślałam, że wepchnie ją do dołu, a on ją pocałował - fu! Paringowałam ją z... bla bla bla) - zróbmy z siebie nasz własny fandom XD

Tak więc szykujcie się robale (jak to ładnie nazywa naszą klasę pani od angielskiego) na szturm pytań i potoki słów, tworzących zdania z wykrzyknikami na końcu >3
Od dzisiaj Szalona Dan zaczyna bacznie obserwować wasze poczynania i zaciera łapki na myśl o tym w co może was jeszcze wpakować...
>D

Poza tym oczywiście możecie wysyłać do mnie opowiadania do wstawienia jeżeli preferujecie drogę mailową, a nie komunikację za pośrednictwem howrse ^^
fidelaalfa@gmail.com (jakby co możecie też pisać odnoście różnych własnych pomysłów, przemyśleń itp. ~ jestem gotowa XD ~)

Pozdrawiam wszystkich i mam nadzieję, że przyjmiecie moje wariactwa z pewną dozą zaufania XD

Do napisania!
~ Szalona Dan









wtorek, 2 czerwca 2015

Nie mów mi jak mam żyć, bo za mnie nie umrzesz.


Imię: Angel (tym bardziej leniwym pozwolę mówić do siebie Ann)
Pseudonim: Piper

Wiek: 2 lata

Płeć: Samica (chociaż na pierwszy rzut oka nie wygląda)
Punkty Walki: 12
Czym ty jesteś?: Chyba nikogo nie zdziwi odpowiedź: zwykły pies. W dodatku kundel.
Co robisz najlepiej?:
~jestem bardzo zwinna i szybka.  Uwielbiam długodystansowe biegi i przeróżne tory z przeszkodami.
~wspinam się po wszystkim i na wszystko: drzewo, gałąź, głaz, skała, strome zbocze… można wymieniać w nieskończoność.
~kradnę! Dokładnie tak, nie przesłyszeliście się moi drodzy. Potrafię zabrać wam coś z przed nosa, a wy nawet się nie skapniecie. Więc w moim towarzystwie lepiej pilnować wszystkich cennych błyskotek ^^
~kopie przeróżne dziury i norki w ziemi, w których zazwyczaj śpię.
~a oprócz tego- śpiewam. Ślicznie i całkiem śmiało. A z resztą, przekonacie się przy jakimś ognisku.
Rodzina: No i tu się zaczyna. Jestem sierotą, ale w mieście należałam do swego rodzaju „paczki złodziei”. Byli to moi przyjaciele. Dlaczego czas przeszły? O tym przeczytacie w historii.
Partner: O cholera: NIE! Owszem, lepiej czuję się w męskim towarzystwie, ale nie wyobrażajcie sobie zbyt wiele. Mogę mieć przyjaciela i kropka!
Potomstwo: Nigdy! To jeszcze gorsze niż partnerstwo -.-
Klan: 
Stanowisko/Ranga:
Charakter: Jeny… od czego by tutaj zacząć? No, to na dobry początek powiem, że Angel jest bardzo sprytna i przebiegła. Potrafi wykiwać innych, oszukać i z łatwością wyprowadzić w pole. Mało kto szybko orientuje się, że został okradziony, chociaż prędzej czy później, ta rozrabiara się do tego przyznaje. To nie jest tak, że zabiera rzeczy innych na zawsze! Po prostu widzi w tym dobrą zabawę i uwielbia oglądać miny wilków, kiedy zwraca im ich kosztowności. Ale wbrew pozorom, rzadko kiedy wpada w poważne tarapaty. Ze swoim przepięknym i śmiałym głosem, potrafi przekonać wilki do wszystkiego i skutecznie udawać niewiniątko. A co za tym idzie: jest świetną aktorką. Potrafi zmyślać, udawać i kłamać w żywe oczy, chociaż nie lubi robić tego zbyt często.
Angel to odważna dziewczyna, jakich mało. Uwielbia przygody, niebezpieczeństwo i dreszczyk emocji. Piper jest bardzo śmiałą osóbką. Uwielbia podejmować, a zwłaszcza rzucać innym wyzwania prosto w twarz. Samica lubi żartować i śmiać się z przyjaciółmi, chociaż większość wypowiedzi przekształca w sarkastyczne uwagi. 
Jest pyskata, to trzeba przyznać. Zawsze mówi innym to co myśli, nie owijając w bawełnę. Niektórzy mogą ją wziąć za dziewczynę bardzo wulgarną. Owszem, Angel nie boi się przeklinać i czasem używa mocnych słów, ale nie robi tego nadmiernie (jest przecież różnica między używaniem czegoś, a nadużywaniem, nie?).
Skąd w takim razie, u tak nieokrzesanej dziewczyny imię Angel? Cóż, to taki mały żart. Jej dawni przyjaciele nadali jej to imię i tak już jakoś zostało. Z resztą, ona sama zaczęła przedstawiać się jako „Angel”, gdyż bawi ją jak bardzo to imię gryzie się z jej charakterem (nie ukrywajmy, ale „Devil” bardziej by pasowało).
Jest w tej dziewczynie pewna niezależność, coś bezkompromisowego i porywczość, która zawsze kojarzy się z młodością. Jej osobowość jest naprawdę wyjątkowa, chociaż tylko nieliczni potrafią to zauważyć, a tym bardziej docenić.
Dodatkowy Opis: Angel jest bardzo małą, niepozorną i drobną osóbką. Gdyby nie jej puszyste futro, można by łatwo dostrzec, że jest bardzo, ale to baardzooo chuda (dokładniej rzecz biorąc- sama skóra i kości). Nikt nigdy nie nazwałby jej ładną, a ona nigdy nikogo o to nie prosiła. Samica nie dba o swój wygląd i zawsze chodzi rozczochrana. Często można dostrzec u niej tak zwane „wory pod oczami”- dowody nieprzespanych nocy.
Styl Walki: A do tego potrzebny jest jakiś styl?- no właśnie i macie swoja odpowiedź! Angel po prostu stara się nie zginąć i tyle. Nie jest może siłaczem, dlatego podczas potyczek przeważnie polega na swej zwinności i w dużej mierze, na sprycie. Nie wykluczam też różnych podstępów i oszustw w trakcie bójki (muahahahaha >3)
Hobciostki:
~Angel uwielbia burzę! A szczególnie te najstraszniejsze- wielkie, nocne ulewy z piorunami. Zawsze, kiedy inni chowają się w swoich norach, ona wychodzi i siedzi na trawie, mocząc się na deszczu. 
~Kundelek, jak zapewne już wcześniej czytaliście, uwielbia zabierać innym cenne błyskotki. Oczywiście później je zwraca! (a przynajmniej, w większości)
~Mała lubi polować na wszelkiego rodzaju ptactwo.
~Taka mała ciekawostka- Angel potrafi złapać swój ogon (wiem, bezcenna umiejętność).
~A na koniec warto dodać, że Piper kocha pływać i wspinać się na drzewa. Czasem mogłaby siedzieć na gałęzi godzinami, obserwując z góry caaałyyy świat.
Historia: No dobra, tutaj mogłabym się nieźle rozpisać, ale wam tego oszczędzę. No to krótko o mnie! Urodziłam się w mieście, z dala od jakichkolwiek puszczy, dżungli, czy innych rezerwatów przyrody. Już w bardzo młodym wieku zostałam podwójnie osierocona. Straciłam oboje rodziców w wypadku, ale było to stosunkowo dawno, więc niczego już nie pamiętam. Przez ten czas opiekowała się mną pewna starsza suczka. Niestety, i ona zmarła, gdy miałam kilka miesięcy. A co było dalej?
Nie wiem dokładnie jak i dlaczego się to stało. Od kiedy zaczęliśmy nazywać siebie przyjaciółmi?! W każdym bądź razie, wraz z kilkoma bezpańskimi psami stworzyliśmy coś w stylu „paczki złodziei”. Żyliśmy okradając innych, ale dzięki temu mogliśmy doczekać się jutra. Nie będę się tutaj rozczulać i na siłę się usprawiedliwiać. Wiem, że robiliśmy coś złego i czułam się z tym znakomicie! Nigdy nie przeszkadzało mi to, że okradamy i ranimy innych (jenyy… czyli jednak jestem podła. I się wydało). Niestety, w końcu dobre czasy przeminęły. Władze miasta kazały się nas pozbyć i wysłali kogo trzeba, aby nas złapał i zamknął. Nie powiem, że byłam jedyną, która uszła z życiem, bo to nie prawda. Bądźmy szczerzy- wśród nas były psy zdecydowanie lepiej wyszkolone ode mnie. Jednak tylko ja porzuciłam życie w mieście i zaszyłam się w lesie. Oddaliłam się, zostawiając wszystko, co było mi znane. I ani razu nie spojrzałam się za siebie.
Vigle Verty: 60٧ 
Właściciel: Annabeth (howrse); Blue Nana (gmail)

poniedziałek, 1 czerwca 2015

Magia biała i czarna - obie są klątwami, których nigdy nie można się pozbyć.



Imię: Canay 

Pseudonim: Murarz, Oset, Efa(pseudonim artystyczny, od efy piaskowej), Rybak, Powtórka, Przeklęty i wiele innych...

Wiek: 5 lat
Płeć: Samiec
Punkty Walki: 18
Czym Ty jesteś?: Wilk, choć łuski też musiały się skądś wziąć.
Co robisz najlepiej?:
Nigdy nie był w czymś dobry, wszystkie jego umiejętności były na równym poziomie, choć od zawsze paprał się czarną magią i czasami jeszcze z niej korzysta.
Zna się na runach i wszelkich magicznych symbolach, zaklęciach, czy rytuałach.
Jest niesamowitym aktorem i iluzjonistą, w jego starej watasze należał do osób, które zajmowały się występami podczas świąt.
Umiesz grać w karty, tak? Jak tylko z nim zagrasz dostrzeżesz, że kompletnie nie znasz się na grze.
Rodzina: Odrzucił ich w niepamięć już dawno temu.
Partnerka: Bogowie, gdyby on chociaż znał słowo "uczucia", a wy tu mówicie o miłości... Poza tym nie potrafiłby być z kimś w zgodzie przez nawet kilka dni.
Potomstwo: Dorobił się kilku szczeniaków, ale szczerze mówiąc to nawet o nich nie wie.
Klan: Aktualnie jest samotnikiem, ale myśli o wariatach
Stanowisko: Aktualnie nic nie robek, ale gdyby były stanowiska rozrywkowe takie jak aktor czy piosenkarz od razu zająłby, któreś z tych stanowisk.


Charakter i Osobowość: Canay jest wkurzający i ciężko go przegadać, co wskazuje na to, że niezły z niego uparciuch. Trudno jest go zdenerwować, ale gdy komuś to się uda zaczyna pod nosem wymieniać wszystkie gatunki ptaków oraz ryb w kolejności alfabetycznej. Jest perfekcjonistą, więc gdy coś zacznie zawsze musi skończyć. Nie zna dobrych i złych stron charakteru, więc naturalna jest dla niego agresja i podłe zachowanie wobec innych. Najłatwiej jest do niego się zbliżyć gdy ma się coś interesującego do powiedzenia. Jest filozofem co dostrzeże, a właściwie usłyszy każdy poznając jego pytania oraz twierdzenia. Mówi zagadkami, w których ukrywa swoje nieprzyjemne myśli na czyjś temat. Gdy zostani postawiony w kropce natychmiast zaczyna wszystko logicznie tłumaczyć ukazując swoją rozległą wiedzę. Co cechuje prawdziwego kłamcę? Niezawodna pamięć! Potrafi powiedzieć to samo zdanie, które powiedział komuś kilka lat temu i to bez zająknięcia. Przez całe życie łazi zadowolony, choć wszystko kryje pod maską, której nikt nie potrafi określić. Wszystko co mówi wydaje się poważne i nikt nigdy nie wie czy żartuje czy mówi na serio. Efa to wilk nie do rozgryzienia, nie ma w nim grama uczuć, które by określiły jego zachowanie i myśli. Gdy ktoś zada mu jakieś pytanie od razu rzuci tej osobie wiarygodne teorie, tak że nikt nie stwierdzi, iż Canay może się mylić. Istny manipulant oraz psycholog, omami najtęższe umysły bez większych problemów. Odwaga i zdrowe myślenie idą u niego w parze, nie boi się, twierdzi bowiem, iż wszystko jest do wytłumaczenia, a strach rodzi się w głowie, w której muszą być emocje. Ktoś mu kiedyś powiedział, że jest bezdusznym potworem, ale on tylko wzruszył ramionami i z tajemniczym uśmiechem stwierdził: 
'A gdybym miał uczucia i z miłości potrafiłbym zabić nie byłbym potworem? Z uczuciami czy bez jesteśmy tacy sami, ale ja który nie jestem zaślepiony potrafię ujrzeć prawdę.' 

Bycie miłym i wyrozumiałym to ostatnia rzecz, którą Efa uznaje za potrzebną w życiu. Jest towarzyski i dużo mówi, ale nic co dotyczy jego życia nigdy nie wychodzi na światło dzienne. Naśmiewanie, wytykanie czyichś błędów to jedne z wielu tego typu ulubionych czynności dotyczących innych osób. Oczywiście robi to mówiąc ze stoickim spokojem i ukrywając złośliwy komentarz, który wcale nie jest łatwy do wykrycia w mieszaninie kilku mądrych zdań. Poczucie humoru posiada raczej czarne, ale doskonale wie kiedy powinien się śmiać. Kłamstwa, oszustwa, to w przeliczeniu procentowym jakieś 80% jego życia. Jedni rodzą się jako aniołki, a drudzy jako diabły, które dla zabawy marnują życie innych istot. Pokazywanie im okropnych aspektów życia jest również pasją Canay'a. Zepsucie uczuć innych stworzeń jest rzeczą, która go raduje. Patrzenie na cierpienie innych go śmieszy do póki nie dotyczy jego samego. Potrafiłby siedzieć z martwą sarną obok siebie i patrzeć na wygłodniałe stworzenia i dzieciaki, które z łzami w oczach proszą choćby o kosteczki. Z podłym uśmiechem przypatrywałby się im czekając aż umrą z głodu ze łzami odznaczającymi się na ich futrze. Jakże wiele osób twierdziło i nadal stwierdza, że jest posłańcem diabła. Nie przeszkadza mu to w żaden sposób, wręcz przeciwnie lubi jak inni przeklinają jego naturę. Zdradliwa szuja, która by wydała własnych przyjaciół na śmierć by samemu przeżyć. Doprowadzenie innych do rozpaczy jest dla niego ciekawą i interesującą zabawą. Nie potrzebuje zbyt wiele czasu, aby poznać sposób myślenia i zachowania innych osób. Gdy ktoś mu grozi on zaraz robi to samo i najczęściej kończy się na korzystaniu ze swoich umiejętności. Jest agresywny wobec innych, każda zaczepka jest dla niego wszczęciem wojny. Honor nigdy nie znalazł miejsca w jego sercu, o ile ono w ogóle istnieje. Wykorzystuje wszystko co mu napatoczy się pod łapy. Czasem udaje miłego by coś dzięki temu zyskać, gdy ktoś poprosi go o pomoc powinien wiedzieć, że będzie mu wisiał przysługę. Czujny, zawsze pilnuje sytuacji, w której się znajduje, szukając najlepszego wyjścia. Szybko się przystosowuje i łatwo oraz szybko przyswaja fakty. Nie słucha innych i jest chamski, tak twierdzi o nim większość osób... No może oprócz jego jedynego kolegi Zafiro, z którym udało mu się jako tako dogadać. Sam sobie ustala zasady, których się trzyma nie patrząc na innych. Uwielbia się droczyć, sprawia mu to niewyobrażalną zabawę, nie to co innym. Łapie za słówka i wszystkich poprawia. Gdy ktoś mu zwróci słusznie uwagę to przemyśli to, ale po chwili znów zacznie robić swoje. Ogólnie to nie koniecznie przyjemny z niego typ, ale jest towarzyski, co nie znaczy że się z kimś zaprzyjaźni, ale zawsze może kłamać i oszukiwać będąc przez minutę miłym wilkiem.



Dodatkowy Opis: Wysoki wilk o wysportowanej sylwetce i gęstym, ciemnym futrze z białym brzuchem i pyskiem. Ma czarną grzywkę z białym pasemkiem. W jego wyglądzie najbardziej rzuca się długi jaszczurzy ogon pokryty z wierzchu futrem. Na całym ciele pod futrem znajdują się łuski takie jak smocze co jest bardzo przydatne, ale też i denerwujące bo co roku pojawiają się nowe, a stare wypadają. W prawej łapie ma złoty pierścień z runami wygrawerowanymi od środka. 

Styl Walki: Canay lubi wszelkiego rodzaju walki czy bójki. Atakuje jako pierwszy korzystając z czarnej magii i iluzji by wprowadzić niepewność w umysł przeciwnika. Nie jest jednak głupi bo zanim zaatakuje robi spis określając wszelkie mocne i słabe strony przeciwnika. Mimo wszystko dzięki smoczopodobnym łuskom ukrytym pod futrem jest go o wiele trudniej zranić lub pokaleczyć - trzeba być już nieco bardziej doświadczonym w walkach. Korzysta również ze swojego ogona, którym niczym wąż owija go wśród ciała przeciwnika. Gra nie fair jest u niego częstym sposobem dzięki, któremu Canay wygrywa wiele potyczek. Wilki bez honoru nie muszą stosować się do zasad, więc Efa tym bardziej nie musi się do tego stosować. Jeśli chodzi o jego przezwisko wzięło się od tego, że w kłach posiada truciznę, która szybko otumania przez chwilę zmysły przeciwnika, a przez długi czas nie zostanie podana surowica może prowadzić do poważnych zaburzeń w organiźmie. Efy są niezwykle szybkie i tę samą cechę wykorzystuje w walce Canay. Mimo swojej budowy ma się czasami wrażenie, że ten wilk nie posiada kręgosłupa, posiada, ale bardzo przypomina wężowaty budulec. Ma oczywiście kilka słabych stron, ale zawsze ratują go łuski pokrywające pod futrem całe ciało oraz jaszczurzy ogon którym nie trudno jest kogoś udusić.


Hobciostki: Uwielbia grać w karty i walczyć. Czy kłamanie i dokuczanie innym można zaliczyć do jego hobby? Załóżmy, że tak bo tym żyje i nie ma siły, dzięki której mogłoby się to zmienić. Wszelkie opowieści i przedstawienia to jego działka, ale mimo to na razie trzyma to gdzieś z boku. Urodzony tancerz i pieśniarz dzięki czemu uwiódł wiele samic (tak bycie porządnym jest przyjemne, aczkolwiek Efa jakoś nie zwraca na to większej uwagi). Znajdzie się pewnie jeszcze kilka zainteresowań prócz magii i wędrowania.

Historia: Canay urodził się w niewielkiej watasze, w której spędził niewielką część swojego życia. Od małego uczył się czarnej magii od pewnego starego wilka. W jego rodzinnej watasze było pełno jaszczuro czy smoczopodobnych wilków więc nic dziwnego skąd łuski i ten ogon. Okłamywał rodziców na każdym kroku tak jak swoich rówieśników. Mimo wszystko istniał w życiu watahy zajmując się wszelkiego rodzaju rozrywkami. Pewnego dnia, gdy Zafiro trafił samotnie na tereny watahy Canay'a, zapoznali się tylko dzięki temu, że zostali zaatakowani przez jakiegoś stwora. Po walce Canay zauważył, że Zafiro ma świecące oczy. Okazało się, że gdy używał magii Zafiro musiał również oberwać zaklęciem. Oboje się jednak pogodzili, a później nawet kilka razy się jeszcze spotkali. Pewnego wiosennego dnia Canay stwierdził, że nie chce już dłużej siedzieć w swojej watasze. Szybko z niej uciekł i wędrował przed siebie, zatrzymał się w kilku watahach, ale nie na długo. Właściwie to wszystkich denerwowało jego zachowanie i nie miał nigdy dobrego zdania u Alf, ale może po prostu się o nie nie starał. Nie przeszkadzało mu jednak samotne wędrowanie i robienie sztuczek tam gdzie się zatrzymywał. Pewnego dnia trafił tu i postanowił siedzieć tu najdłużej jak mu tylko się uda. 

Vigle Verty: 33,5٧ 
Właściciel: Adommy