czwartek, 8 stycznia 2015

Moje Drogie Wariatki! :D

        Niestety, mam dla Was złą wiadomość, gdyż od piątku do niedzieli znów nie będę mogła pisać opowiadań. Owszem, wstawiać je będę mogła i ujrzycie mnie parę razy na chacie (może trochę więcej niż parę xP) ale na pisanie bym nie liczyła ;/
Co oczywiście nie zwalnia nikogo do pisania opoiwiadań! o.O
Czyli Jenna i Uri - do roboty, boście mi ostatnio zamilki, zwłaszcza Uri x3
I jeszcze jedna sprawa, Dżej - z racji, że Tobie najlepiej wychodzi używanie moich postaci w swoich opowiadaniach to masz zezwolenie na używanie ich w większej dozie w swoich opowiadaniach, jeżeli będzie to porzebne ;3
Patrz jaki to Cię zaszczyt kopnął x3

Sin of Sorrow x3

Od Hakai do Andromedy - Wolę Śmierci Spojrzeć w Oczy Ponownie, Niż to Powtarzać...

        Hakai patrzył za odchodzącą Andromedą, po czym uniósł wzrok w niebiosa, jeknął cicho i padł na ziemię klnąc na swój debilizm. Zwiesił głowę przez brzeg klifu, może jak krew mu trochę do głowy napłynie to poskałada się do kupy i przestanie zachowywać się jak lunatyk... Przecież tyle miesięcy wytrzmał u jej boku, wszystko było dobrze, nic się nie chrzaniło... A teraz, kiedy w watasze rzeczy wróciły do normy, kiedy katastrofa powoli odchodziła w niepamięć oraz nie miał czym się przejmować zaczął błądzić myślami dzień i noc wokół czarnej wilczycy.
- Co ty najlepszego wyrabiasz? – wyszeptał sam do siebie – Strzelasz fochy jak małe dziecko i pilnujesz własnego nosa. – zamknął oczy przewracając się na plecy – Dlaczego nie powiesz po prostu o co ci chodzi? Przecież wiesz, że zrozumie... A co jak właśnie nie zrouzmie? – podniósł się siadając, spojrzał w dół na plarzę, gdzie dojrzał spacerującą po brzegu wilczycę mącącą mu już tyle czasu w głowie – Powedz jej to po prostu! Czego ty się boisz! Stawałeś do walki z najlepszymi wojownikami jakich ten świat widział, mierzyłeś się z poczwaramy wyciągniętymi z nagłębszych odchłani piekła, przemierzyłeś na własnych nogach cały kontynent wiecznego mrozu, nie bałeś się kiedy patrzyłeś przed siebie w pusty horyzont! Czego ty się do jasnej cholery boisz teraz?! Gdzie się ulotniła ta pewność siebie? – Hakai dopiero teraz ocknął się, że gada sam do siebie... A raczej, że powoli zaczyna krzyczeć sam do siebie, przewrócił oczami i westchnął, bijąc się łapą w czoło – Zaczynam gadać jak Brego... – jęknął. Wilk opuścił głowę, zamknął oczy postanowiwszy wyczyścić swoją głowę z myśli, żeby podejść od tego ponownie, ale spokojniej. Otworzył je jednak po chwili i spojrzał na horyzont, w jego oczach wściekłe iskry tańczące – Nie ma myślenia! Im więcej myślisz tym głupszy się stajesz w tej sprawie! – warknął cicho pod nosem.
Wziął głęboki oddech. Nagle zza jego pleców zawiał wiatr, jakby chciał zepchnąć go z klifu, ponagląjąc żeby zszedł tam i załatwił psrawę jak na wojownika przystało. Wilczur wziął głęboki wdech, uniósł głowę do góry, a z jego gardła uwolniło się niskie wycie. Z pozoru smutne, jednak słychać w nim było determinację oraz – na nowo odzyskaną – pewność siebie.  Melodia zagrzewająca go do czynu ruszyła w dal razem z wiatrem, niosąc się w stronę morza, po drodze docierając do uszu złotookiej wadery, która nastawiła wpierw uszu po czym obejrzała się za siebie z ciekawości. Z zaskoczeniem dojrzała czarnego basiora zsuwającego się bokiem po stromym klifie wraz z falą piasku oraz kamyków.
- Andromeda! – krzyknął już z oddalli, zeskakując ostatnie metry i pędząc do niej ile sił w łapach. Zatrzymał się z lekkim poślizgiem, obsypując ją niechcący od stóp do głów piaskiem. Dziewczyna splunęła w bok złotymi ziarenkami i spojrzała na niego podnosząc jedną brew do góry – Ja... Ja cię przepraszam za moje zachowanie, to wszystko dlatego, że... Nie miałem odwagi, znaczy... Zastanawiałem się... Myśli mi się kołatały przez ten cały czas... Nie wiedziałem po prostu co zrobić, bo ja... Ty.. znaczy ciebie... Jasny szlag! Wszystko było prostrze, kiedy siedziałem na tym przeklętym klifie! – warknął zfrustrowany, odwracając się i oddalając się od niej o parę kroków.
- Hakai? – zapytała niepewnie, jednak on nie odpowedział, znów schylił głowę zamykając oczy.
Serce waliło mu jak oszalałe, a oddech miał taki jakby przebiegł cały świat na przełaj. Nie mógł z siebie wydobyć jednego prostego zdania, wyglądał pewnie żałośnie, pokazując się tu w takim stanie.
„ Teraz już za późno, nie możesz się wycofać!” mówił sobie w myślach „Jesteś wilkiem północy! Weź się w garść!”
Wilk odwrócił się energicznie – tak energicznie, że cud że sobie przy tym nic nie naderwał  - i aż płuca zapomniały jak się wydycha i wdycha powietrze - nie mówiąc już o sercu, które prawie stanęło. Znalazł się nos w nos z Andromedą, która miała lekkie zmartwienie w oczach, patrząc nań niepewnie. Hakai w końcu przypomniał sobie, że żeby cokolwiek zdziałać musi oddychać, inaczej zejdzie waderze przed nosem i kaplica.
- Andromeda... – powiedział spokojnym głosem, jednak jego oczy były wielkie niczym dwa księżyce w pełni, a oddech jeszcze nierówny, wstrząsnął jednak głową uspokajając wzrok – Andromeda... Ja... Chcę być z tobą, chciałem ci to powiedzieć od dłuższego czasu, ale... Nie umiałem się zdobyć, bo... Ahhh... Kocham cię. – widząc, że znów zaczął się motać palnął po prostu ostatnie zdanie, rzucając się na głęboką wodę – Chcę być z tobą, być czymś więcej niż tylko bratem. – dodał cicho po chwili – Dlatego nie byłem sobą, cały czas mąciłaś mi w głowie, nie wiedziałem co z tym zrobić...
Z ostatnimi słowami kamień po prostu spadł mu z serca, wrócił do swojej normalnej postawy, jakby rzucając ciągnący go na dno balast. Uspokoił oddech, a ostatki stresu oraz niepewności zniknęły z jego twarzy oraz oczu...


Andzia? Masz częście, że nam tu nie zjechał xD

środa, 7 stycznia 2015

Od Andromedy do Hakai

        Andromeda przestała się śmiać, ale nadal uśmiechała się obserwując zwierzęcą piramidę.
-Mi się wydaje że byłabym zbędna w oprowadzaniu. Chodź Hakai tyle osób wystarczy do oprowadzania. - Odwróciła się i zobaczyła Zafiro, który przyglądał jej się z ciekawością. - A ty mój kochany braciszku dopilnujesz, aby nie nabroili jakoś specjalnie. Radzę ci pilnować Blindwind, chyba potrzebuje opiekuna większego niż Renji.
Niebieskooki spojrzał na nią zawiedziony, ale ruszył w stronę gromadki.
-Chcesz ze mną iść Hakai? Jeśli nie no to szkoda. - Powiedziała idąc w stronę lasu, chciała się uwolnić z zasięgu wzroku swojego brata na ten dzień.
-Jasne że z tobą pójdę. Ciebie też musi ktoś pilnować.
-Jak miło z twojej strony że się tak o mnie troszczysz.
-O wszystkich muszę się troszczyć. Ty jesteś Alfą i nie chcę, aby coś ci się stało.
-Jestem tak samo ważna jak każdy inny wilk.
Hakai przemilczał ostatnią wypowiedź Andromedy i szedł dalej myśląc nad czymś. Andromeda kierowała się w stronę jakiegoś klifu nad morzem. Spojrzała na towarzysza, znów szedł z tą swoją smutną buźką. Stwierdziła że gdy dotrą na klif spyta się go o co mu chodzi. Może się po prostu nie wyspał? Szli tak mniej więcej kwadrans, zatrzymali się na klifie. Wiatr przyjemnie wiał od strony morza. Brzeg był zamarznięty, ale trochę dalej woda ładnie falowała. Usiadła i zaczęła się wpatrywać w horyzont. Miała jeszcze cały dzień, zastanawiała się co będzie dziś robić. Oczywiście mogła ruszyć na poszukiwanie jakiegoś przytulnego miejsca do spania, wolała jednak zostawić to trochę na potem. Hakai usiadł obok niej i również spojrzał w kierunku tym samym co ona. Postanowiła jakoś go przywołać do życia, zastanawiała się jednak co powiedzieć. 
-Co myślisz o naszym nowym towarzyszu? - Spytała Andromeda patrząc na niego uważnie.
-Jest... Miły. - Powiedział Hakai nadal o czymś myśląc.
-Wiesz co?... Czuję się dziś opuszczona i zostawiona przez wszystkich. Przez ciebie również. - Powiedziała opuszczając głowę.
-Aha... - Powiedział i dalej myślał. Wilczyca spojrzała na swojego przyjaciela, kompletnie ją ignorował, co nie było w jego stylu. Nie miała pojęcia co się z nim dzieje.
-Hakai! - Krzyknęła mu prosto do ucha, wilk spojrzał na nią zaskoczony. Teraz był już skupiony i patrzył na wilczycę pytająco.
-Stało się coś?
-Tak, widzę że coś ci się stało. Jeśli masz jakiś problem, jakąś myśl która cię przytłacza... Wiesz że możesz mi to wszystko powiedzieć?
-Tak wiem... Ale to jest moja sprawa.
-Chcę abyś mi powiedział... Chcę usłyszeć prawdę i wiedzieć czemu tak się zachowujesz. Wiesz że ja ciebie zawsze chętnie wysłucham i ci pomogę. Dla ciebie potrafiłabym skoczyć nawet w ogień.
-Nie mam ochoty o tym mówić. Lepiej zainteresuj się sobą. - Powiedział patrząc przed siebie. 
-Jesteś tak blisko, a jednak tak daleko. Ranisz mnie tym że coś przede mną ukrywasz. Chciałabym coś zrobić abyś poczuł się lepiej, ale ty mi nie dajesz szansy... Przemyśl to Hakai i przyjdź gdy w końcu zdecydujesz się powiedzieć prawdę. - Powiedziała i poszła wzdłuż klifu, zeszła z niego i ruszyła plażą. Usiadła na brzegu i spojrzała przed siebie. Nie miała zamiaru się stąd ruszać, postanowiła że będzie siedziała tu tak długo jak tylko wytrzyma. Teraz i przez swojego przyjaciela miała gorszy humor. Nie ufał jej? Przecież ona by się nie wygadała, dałaby mu jakąś radę.

<Hakai? Ona  będzie na niego teraz obrażona... >

Od Hakai do (znów) Wszytskich ^^" - Wariacka Piramida

        Haki nie za bardzo przejął się nowym towarzyszem, był tam, stał, Andromeda się nim zajęła, więc co miał się wtrącać, przecież był dla niej tylko niczym brat, to co miał jej przeszkadzać w rozmawianiu z innymi basiorami?

„Cholera jasna, chłopie! Posłuchaj samego siebie!” skarcił siebie w myślach, będąc złym na siebie za takie zdebilniałe rozmyślania, powinien się cieszyć, że tyle dla niej znaczy. Żeby porównać kogoś do swojego rodzeństwa trzeba mieć bardzo duże zaufanie i pewną dozę miłości do drugiej osoby, co mu nie pasowało, i tak dostał więcej niż sobie zasłużył!
W tym momencie został szturchnięty przez wilczycę. Spojrzał na nią rozkojarzy, następnie na Zafiro, który nadal wpatrywał się w Uri’ego, a następnie zerknął na samego nowoprzybyłego.
- A! No tak, gdzie moje maniery. – powiedział, zapominając o swoich humorach i spojrzał przyjaźnie na nowego, jednak gdzieś w jego oczach oraz sercu czaił się cień podejrzenia oraz braku zaufania, który to powodował, że stał dwa kroki dalej od niego niż Andromeda i nie był skory nawet mu podać łapy – Jestem Hakai, założyciel, a także pierwszy Alfa tych zacnych ziem, witaj na terenach Watahy Nieznanych Wariatów. – ukłonił lekko głowy, zachowując według zwyczaju nieco poważną nutę – Nie mam nic przeciwko goszczeniu ciebie wśród nas. Wręcz jestem z tego powodu bardzo szczęśliwy, że nasza rodzina zaludnia się na nowo. Po ostatnich zajściach straciliśmy naprawdę wspaniałaych, uzdolnionych członków. – w jego głosie słychać było lekkie zachwianie na wspominkę tragedii – Jesteś tu mile widziany, możesz zostać na ile chcesz, wręcz możesz tu zostać na dobre, jeżeli ci się tu spodoba. – posłał mu zachęcające oczko.
- Dziekuję. – odrzekł krótko Uri z lekkim uśmiechem.
- Jeżeli nie poznałeś jeszcze naszej zgrai, co jest w pewnym sensie niemożliwe... – spojrzał  tutaj na Blindwind, która wyczuwszy falę irytacji spojrzała w jego kierunku i znów uśmiechnęłą się przepraszająco – To napewno nie omieszkają ci się przedstawić jeszcze przed końcem tego dnia. – zmierzył bacznym okiem zebranych wychwytując jedną brakującą osobę – Chociaż nie ma wsród nas jeszcze jednej osoby... Jeżeli zobaczysz ogromengo kota buszującego po  naszych terenach wiedz, że to Felina. – uśmiechnął się ponownie – No dobra, ja kończę to swoje gadanie, bo dość dużo go wyszło, może wybierzesz sobie jakiegoś kandydata, żeby oprowadził cię po naszych teranch? – zapytał i odrazu tego pożałował, gdyż wyłonili się po chwili wszyscy podsłuchujący, zapominając o swoich boleściach i stłuczeniach.
- Ja mogę to zrobić! – zgłosiła się Dżej, a zaraz za nią pojawiła się Wind, która sprytnie podbiła małą waderkę  do góry tak, że wylądowała ona na jej grzbiecie.
- Ja też chcę! – zawołała entuzjastycznie.
- I my też! – dołączył się Brego, podbijając w ten sam sposób Kruk, która dość pokracznie stanęła na jego plecach.
Na ostatek dołączył się Renji, lądując na samym czubku piramidy.
- W takim razie ja też mogę służyć pomocą. – ukłonił się elegancko.
Hakai spojrzał powątpiewająco na Andromedę, która zaśmiała się tylko wesoło, zarażając tym czerwonookiego, który mimowolnie też zaczął się śmiać i spojrzał ze szczerą sympatią na górę wariatów przed sobą.


Uri? Jenna? Andromeda? Dogadajcie się xP

wtorek, 6 stycznia 2015

Od Andromedy do Hakai

        Andromeda krzyknęła wlatując w biały puch, po chwili wynurzyła się i spojrzała z rozbawieniem na wilka.
-Hakai?
-Słucham. - Spojrzał na nią uważnie spodziewając się rewanżu.
-Zachowujesz się jak dziecko. - Powiedziała poważnie wychodząc z puchu i ruszając przed siebie w głąb lasu. Zaskoczony Hakai ruszył jej śladem, po chwili szedł obok niej.
-Coś się stało Andromedo? - Spytał wilk patrząc na nią, nie miał pojęcie co jej się stało. Przed chwilą śmiała się tak głośno że pewnie zbudziła co najmniej połowę lasu, a teraz szła z poważną miną. Czy zrobił coś nie tak?
-Nic. - Odpowiedziała chłodno wadera, choć na usta cisnął się jej uśmiech. Potrząsnęła głową i dalej szła dumnie przez las. Hakai przyglądał się jej dziwnie.
-Jak to nie przecież... No spójrz jak się zachowujesz.
-Normalnie. Tak jak przystało Alfie, co by o nas pomyśleli nasi towarzysze gdyby nas zobaczyli. Zachowujemy się jak roztrzepane szczeniaki.
-Może i masz rację. - Powiedział i się lekko wyprostował, spojrzał przed siebie. Szedł tak dalej gdy nagle wylądował w śniegu słysząc głośny śmiech Andromedy.
-Dałeś się nabrać! - Wilczyca śmiała się najgłośniej jak tylko potrafiła. Patrzyła na wilka, który właśnie wygramolił się ze śniegu. - Wiesz jaką miałeś dziwną minę... Wyglądałeś mniej więcej tak. - Powiedziała robiąc duże, zdziwione oczy i leciutko otwarty pyszczek. - Żałuj że siebie nie widziałeś.
-Ha ha bardzo śmieszne. - Powiedział Hakai, ale po chwili również zaczął się śmiać. Andromeda pobiegła przed siebie, wymijając drzewa. Odwróciła się by zobaczyć gdzie jest Hakai, nie było go za nią. Ale nagle wleciała na coś i przekoziołkowała przez całą górkę na którą trafiła. Tym czymś okazał się roześmiany Hakai.
-Martwiłam się że gdzieś się zgubiłeś. - Powiedziała leżąc obok wilka.
-Ale pobiegłaś dalej. - Powiedział wilk jakby zawiedziony. Skąd ta nagła zmiana nastroju?
-Trafiłbyś po moich śladach.
-Możliwe. A jeśli nagle by coś się ze mną stało? Jakbym nagle uderzył w drzewo i straciłbym przytomność?
-Gdybyś się nie pojawił po pięciu minutach zaczęłabym cię szukać. Czemu mnie o to pytasz?
-A nie wiem tak jakoś... - Powiedział wilk uśmiechając się tak jakby do siebie, jego wzrok jednak wyrażał smutek.
-Hakai jesteś dla mnie brat. Nie wybaczyłabym sobie gdyby coś ci się stało, dlatego że cię zostawiłam. Ja cię nigdy nie zostawię, cokolwiek by się stało ja i tak zostanę z tobą... Chodź może wrócimy pod drzewo i zobaczymy kto jeszcze śpi, wydaje mi się że czas już  wstawać. - Powiedziała wilczyca wstając i otrzepując się ze śniegu. Uśmiechnęła się do wilka.
-Myślę że już nikt nie śpi Andromedo. - Powiedział również wstając.
Zaczęła iść w stronę drzewa, Hakai od razu ruszył za nią ale nadal był jakiś... Smutny. Andromeda nie za bardzo wiedziała o co chodzi i powoli zaczynała się martwić o swojego przyjaciela. Podczas marszu przez ogromny śnieg spojrzała na wilka.
-Uśmiechnij się trochę. - Byli już blisko drzewa gdy nagle usłyszeli trzask. - Co to było?
-Nie wiem, ale myślę że trzeba to koniecznie sprawdzić. - Hakai ruszył najszybciej jak tylko mógł, Andromeda zrobiła to samo co on i dwójka znalazła się na miejscu zdarzenia. Zatrzymali się przy grupce zbierających się osób.
-Coś ty znowu zmalowała, Wind!
-Ja nic takiego nie zrobiłam. - Powiedziała Wind i się uśmiechnęła delikatnie.
-Hakai nie przejmuj się tak, każdemu mogło się to zdarzyć.
-Tylko że to zawsze musi być Wind. - Powiedział niezadowolony.
-Jakbyś drzew miał mało wokół siebie. To nie jest przestępstwo więc zostaw ją w spokoju.
Andromeda spojrzała na gałąź, była ogromna. Jak to możliwe że się złamała? Zafiro zaszedł od tyłu Andromedę i się uśmiechnął.
-Żałujcie że nie było was tu jeszcze dwie minuty temu. A tak w ogóle to pojawił się tu nowy wilk. Jakiś tam Uri.
-Nowy? - Spytał Hakai obserwując wszystkich i szukając nowego. Po chwili Andromeda wypatrzyła nieznanego im wilka. Podeszła do niego spokojnie i mu się przypatrzyła.
-Kim jesteś? - Spytała Andromeda czując jak ktoś staje obok niej, Hakai zmrużył oczy ale po chwili się uśmiechnął. - Masz zamiar dołączyć? Ja się zgadzam. Tylko najpierw powiedz jak się nazywasz.
-Urineseriano. Jenna mnie tu przyprowadziła.
-Urineseriano? Jakie dziwne imię. Wybacz, ale trochę dziwnie je się wymawia. 
-Wystarczy Uri. - Uśmiechnął się skromnie, obserwując bacznie Alfę.
-Będzie znacznie łatwiej. Zapoznałeś się już z resztą? - Spytała wilczyca obserwując całą gromadkę która masowała sobie plecy, łapy itd. - Ach nie przedstawiłam się. Jestem Andromeda, siostra Zafiro. - Powiedziała podając łapę wilkowi, ten ją uścisnął i spojrzał na Zafiro który stał obok niej. Andromeda spojrzała na swojego brata karcąco, był wkurzający tą cała swoją podejrzliwością i opiekuńczością. - Nie przejmuj się nim, on jest po prostu nadopiekuńczy. 
Spojrzała na swojego przyjaciela i go lekko trąciła, aby też może coś powiedział. Smutek nadal tkwił w jego oczach, ale już powoli znikał. Wilczyca stwierdziła że później dowie się o co chodzi. Teraz musieli zając się ich nowym towarzyszem, który stał nie za bardzo wiedząc co zrobić.

<Hakai? Może coś powiesz?>

Od Blindwind do... Wszytskich ^^" - Poranna Gimnastyka

        Promienie słońca dawały przyjemne ciepło, ogrzewając plecy białej wadery, jednak z czasem zaczęły być nieco za ciepłe, co spowodowało, że otworzyła ona swe zielone oczęta. Ziewnęła, przeciągnęła się ospale i znów klapnęła na gałąź.
- O w mordkę, już ranek. – mruknęła mlaszcząc sobie pod nosem i próbując zebrać siły oraz chęć do wstania.
- Dzieńdoberek! – usłyszała nad sobą głoś Renji’ego – Już myślałem, że nigdy nie wstaniesz. – rzekł dziubiąc ją delikatnie w czoło.
- Nie wszyscy zrywają się skoro świt, jak Ty Renji.  – powiedział unosząc głowę – Nie którzy lubią sobie pospać... – mruknęła kładąc głowę z powrotem na gałąź, dyndając sobie leniwie nogami.
- No weź! Szkoda dnia! Całe towarzystko z ogniska już wstało! – ponaglił kruk.
- A no tak! – ożywiła się nagle – Przecież wczoraj było ognisko! – uśmiech rozpostarł się na jej ustach, ale zaraz potem zniknął – O w mordę! Było ognisko! A ja nie dopilnowałam, czy napewno się wygasiło! O matko, jak będzie pożar to Hakai oskalpuje mnie żywcem! – dziewczyna zerwała się na równe nogi zapominając, że znajduje się na drzewie. Postąpiła krok do przodu. Dopiero, kiedy sytuacja była nieodwracalna wilczyca przypomniała sobie gdzie to ostatnio położyła się spać. W ostatniej chwili złapała się jedną łapą gałęzi, dziękując niebiosom za jej szczęście – Nie mogłeś ostrzec? – mruknęł zirytowana Kruk do towarzysza, bujając się na jednej łapie.
- Bo nie myślałem, że zapomnisz gdzie jesteś! – krzyknął spanikoway łapiąc się za głowę, wadera westchnęła bezradnie.
- Chyba omijasz jeden ważny punkt, mordko. – przypomniała grobowym tonem.
- Jaki?... A, a no tak, wybacz. – uśmiechnął się głupio.
- Ehhh... A doradź mi proszę co ja mam teraz zrobić, mądra głowo? Daleko jest do ziemi? – spytała.
- No, tak jakby trochę. – Renji podrapał się w głowę patrząc w dół – Poleciałbym po pomoc, ale nie chcę cię tu zostawiać, co jak w końcu omsknie ci się łapa i spadniesz?
- Taaa, i co Ty będziesz wtedy wstanie zrobić? Za mały jesteś, żeby mnie wciągnąć, a co dopiero łapać w powietrzu. – rzekła dziewczyna patrząc na niego rozbawionym wzrokiem i posłała mu sympatyczny uśmiech.
Jak to Kruk, nawet dyndając 14 metrów nad ziemią z zapowiadającym się długim powrotem do zdrowia była zdolna się uśmiechnąć oraz utrzymać optymistyczny humor.
- Em... Może pomóc? – usłyszeli nieopodal męski głos.
Blindwind odwróciła się w jego kierunku, a wdzięczność pojawiła się na jej pyszczku.
- Ha! Przydałoby się. – powiedziała z uśmiechem.
Usłyszała następnie kroki, cięższe od kroków Hakai, jednak nie aż tak dudniące jak Brego. Wywnioskowała, że basior musi być pożądniej zbudowy, a z zapachu, który się wokół niego unosił stwierdziła, że musi to być wcześniej wspomniany Zafiro - brat Andromedy - gdyż jego woń była podobna do jej.
Dziewczyna poczuła jak szczęki zaciskają się na jej karku i przy niewielkim użyciu siły – gdyż nie należała ona do ciężkich wilków – została uniesiona oraz wciągnięta na gałąź.
- O jeny, dzięki Ci bardzo! – rzekła Kruk uściskawszy wilczura, jednak odsunęła się szybko i zaśmiała, czując falę niezręczności oraz zdezoriętowania – Wybacz, może nie było to aż tak konieczne, tak w ogóle jestem Blindwind. – wystawiła łapkę i uśmichnęła się przyjaźnie.
- Zafiro. – odpowiedział, uścisnąwszy ją.
- Jeszcze raz Ci bardzo, dziękuję, gdyby nie Ty dyndałabym se tak chyba cały dzień. – zaśmiała się jeszcze raz i zwróciła do Renji’ego – A teraz choć, idziemy sprawdzić, czy nie ma pożaru... Chociaż wątpię w to, gdyż... OŻESZ W MORDĘ! – w ostatniej chwili czarny wilczur wystrzelił do przodu, żeby zgarnąć już na w pół lecącą z drzewa Win... Nie ma to jak jej niezawodna pamięć, co nie?
- Może zamiast schodzić na skróty użyjesz w końcu normalnej drogi na ziemię? – zapytał Zafiro puszczając trzęsąca się Kruk, która jednak szybko wykaraskała się z przerażenia.
- Haha, może i masz rację. – zgodziłą się znów szczerząc ząbki – Jeszcze raz dzięki. – powiedziała i poklepała go po pyszczku, a następnie wiminęła i ruszyła ostrożnie do pnia drzewa.
Po drodze Zafiro ją wyprzedził.
- Pójdę pierwszy, wrazie jakbyś postanowiła znów zlecieć. – mruknął pod nosem, a potem usłyszała tylko szelest gałęzi i jego nierówny oddech, gdy zeskakiwał z gałęzi.
- No dobra, mój wybawiciel na mnie czeka, a Ty kieruj i mów, gdzie skakać. – powiedziała radośnie Wind, gotowa na wyzwanie.
- Zaraz! CO?! – usłyszała energiczny trzepot skrzydeł oraz poczuła wiatr na twarzy, po czym głoś kruka przy swojej twarzy – Chyba nie chcesz skakać po gałęziach!
- A masz jakiś lepszy pomysł? Na skrzydał Ci nie zlecę. – powiedziała gotując się do skoku.
- Wind, zastanów się...
- Zaraz skaczę!
- Nie! Czekaj!
- Mów, w którą stronę!
- Kruk!
- Lecę! – i już jej nie było.
- W prawo! – wrzasnął spanikowany ptak lecac za nią.
- Uch... Dzięki, nie można... Było... Tak odrazu? – zapytała gramoląc się na gałąź, na której wylądowała niczym meteoryt.
- Nie pomyślałem, że będziesz na tyle nierozważna, żeby skakać na oślep z drzewa! – krzyczał dalej, a jego oszalały wzrok błądził po twarzy dziewczyny sprawdzając, czy wszystko z nią dobrze.
- To trzeba było nie marnować czasu, tylko mnie instruować. – stwierdziła wzruszając ramionami oraz szykując się do następnego skoku.
- O matko, młody jestem, a skończę jako siwy kruk w kwiecie wieku... – mruknął pod nosem – Prawo! Prawo! Lewo! Prawo! Na wprost!  - dalsze zejście poszło bez szfanku... do czasu – W lewo! Nie to lewo, drugie!
Za późno, Wind – pomyliwszy strony – była już w powietrzu i leciała przed siebie, co prawda na gałąź, ale dość zaludnioną.
- Kryć się kto może! – zawołał kruk.
- Ha! Uwaga! Lecę!
W tym momencie słychać było trzask, stukot, krzyk, zgrzyt i parsknięcie, czego powodem była oczywiście Wind lądująca swym cielskiem na Jennie, z którą razem – gdyż ta przykleiła jej się do pleców – wpadła w hybrydę, a następnie z lekkim ślizgiem znów znalazła się w powietrzu, skąd wyłapywać musiał je – dyndający na jednej łapie - Brego.
- O matko droga... Moje plecy! – jęknęła Kruk trzymana za tylną nogę przez Brega, a za przednią przez zdezoriętowaną Dżej.
- Mamy was! – usłyszała głos hybrydy, która wyszczerzyła się radośnie.
Uśmiech ten jednak zniknął, kiedy to gałąź - na której wszyscy się znajdowali - nie była wstanie utrzymać takich turbulencji oraz dodatkowego ciężaru, więc z głośnym trzaskiem odłamała się od konaru i cała trójka runęła w dół.
Lądowanie było dość twarde, jednak Wind poczuła pod sobą coś miękkiego, a zarazem nowy zapach w nozdżach. Oszołomiona jeszcze trochę nie mogła skojarzyć faktów, ale kiedy świadomość jej wróciła dotarło doń, że musieli na czymś – a raczej na kimś - wylądować.
- Uriseron! Zgnietliśmy go! Jak mogliśmy! Coście narobili, Skarbie!
- O matko... Co to było! – usłyszała obok siebie głos Dżej.
- Co to było?! Jak wam powiem co to było! – zjawił się Renji, który o mało nie dostał palpitacji serca patrząc na to zdarzenie – Lekko myślaność... A raczej bezmyślność waszej koleżanki! – tutaj wskazał na Wind, zmierzając ją wściekłym spojrzeniem.
Kiedy wszyscy wstali z ziemi, sprawdzając czy wszystkie części ciała są w jednym kawałku i czy żadnej nie brakuje – a Brego doszedł do wniosku, że Uri jednak żyje – Kruk spojrzała po wszystkich uśmiechając się głupkowato w kierunku, z którego dobiegało ją najwięcej „bodźców”.
- Heh... Sorka... – wydukała niepewnie.
- Coś ty znów zmalowała, Wind! – usłyszała głos kuzyna za sobą.
- Cholera... – szepnęła zamykając oczy.

Od Jenny do Brego i Urineseriano

        - Aha, jasne. Puknij się w łeb, nie pozwolę ci tak szybko... - przerwałam, wypluwając śnieg. Wilk próbował ukryć uśmiech ale coś mu nie wyszło. - Cholera!... Nie pozwolę ci tak szybko odejść. Widzisz to takie wieeeeelkie drzewo, o tam? - wskazałam łapą na lewo. Wilk spojrzał tam, ale nadal szukał. - No, tam, no! O! Właśnie. No, to tam teraz się udamy i za chwilę zostaniesz przyjęty do Watahy Nieznanych Wariatów. - oznajmiłam. - Znaczy, Hakai powinien cię przyjąć, a potem jak będziesz chciał, to dołączysz do klanu albo coś. - dodałam, i poszliśmy. 
Uri raczej siedział cicho, ja z początku też, ale potem nie wytrzymałam i zaczęłam mu nawijać o watasze:
- To co? Może ci trochę opowiem. Ekchem, jest nas na razie 5, ale jak ty dołączysz będzie 6. Alfy to Hakai i Andromeda. Niby nic ich nie łączy ale coś mi tu zajeżdża miłością. - zaśmiałam się. - Jest też kuzynka Hakia - Blindwind. Jest niewidoma, ale ma takiego kruka, co robi za jej oczy. A, no i brat Andromedy - Zafiro. Łazi za nią jak cień. Porażka, jakbym miała takiego brata to chyba bym się załamała. O, i nie przestrasz się Brego - taka hybryda, lwo-podobna, ale wielka jak stodoła. I on ma takie jakby...rozdwojenie jaźni. Znaczy, uważa, że jest z nim ktoś, kogo nazywa Skarbem. Mówi do niego i mówi też za niego, bo tego całego Skarba oczywiście nie ma, ale wiesz... - Wzięłam głęboki wdech. - No i ja. Zwykły wilk, którego jada śnieg. - Kaszlnęłam. Głupi biały popiół!
- Zwykły wilk? - odezwał sie Uri. 
Zmarszczyłam brwi.
- Widzisz we mnie coś niezwykłego? - udałam obrażenie. 
Uri się zaśmiał.
- Ja? Skądże. - zaparł się. 
Prychnęłam i pożałowałam tego od razu. Kolejna porcja śniegu w mojej gębie. Cudownie. A on sobie idzie i niczym się nie musi przejmować!, pomyślałam mając na myśli wilka obok.
- No, to jesteśmy. - oznajmiłam z uśmiechem. Uri przyjrzał się "chwastowi", jak to określałam w myślach owe drzewo i zrobił krok do przodu.
- Ale pójdziesz ze mną? - zapytał, patrząc na mnie. Prychnęłam. - Wiesz, żeby nie pomyśleli, że jestem jakimś szpiegiem czy coś. - dodał szybko. 
Uśmiechnęłam sie chytrze i bez słowa ruszyłam do drzewa.
- Haaaaaaaaaaaaaaaaakaaaaaaaaaaaaaaaaaiiiiiiiiiiii! - wydarłam się, stojąc tuż przy konarze.
- Rany bomba, kobieto! Chciałbym nie ogłuchnąć jeszcze przez długi czas. - jęknął Uri. Uśmiechnęłam się szeroko.
- Jeśli tu zostaniesz, będziesz się musiał przyzwyczaić. - odparłam.
Zobaczyłam schodzącego do nas Zafiro.
- Cześć i czołem, Zafirku. Nie wiesz gdzie się podział Hakai albo Andzia? - zapytałam.
- Cześć Jenna. Poszli na spacer, gdzieś tam. Kto to? - wyjaśnił obojętnie i zmierzył Uriego wzrokiem. Trąciłam nowego w bok.
- Och, to jest Uri-coś tam. Wybacz, nie mogę zapamiętać. On ci to wyjaśni. - odpowiedziałam. "Odkleiłam" uśmiech z pyszczka. - Ach, Zafiro. Jakie to okropne! Coraz więcej wilków, więcej towarzystwa, więcej potencjalnego zagrożenia dla twojej siostry. Strzeż się! - Ostatnie słowa wyszeptałam konspiracyjnie i na koniec się wyszczerzyłam. 
Zafiro wywrócił oczami i ostentacyjnie nas ominął. Sparodiowałam go co spowodowało cichy wybuch śmiechu Uriego. Wskoczyłam na drzewo i zawołałam wilka, żeby zrobił to samo. Kiedy byliśmy na miejscu, zobaczyłam Brego leżącego na "mojej" gałęzi.
- Cześć Brego. Co robisz? - zapytałam podchodząc i siadając. Zerknęłam na Uriego, który lekko się zawahał ale ostatecznie usiadł obok.
- My obserwujemy. Prawda, Skarbie? Nic złego nie zrobiliśmy, tak tak. Nic złego. - odpowiedział. Coś mi mówiło, że muszę potem sprawdzić zawartość torby.
- No dobrze. Brego, to jest Urineseriano. - powiedziałam i spojrzałam z wyszczerzem na wilka. On również się uśmiechał. - Udało mi się! - dodałam.
- Witamy, witamy. - przywitał się Brego.
- Em, cześć. - powiedział z lekkim uśmiechem nowy.
- No, to tutaj zaczekamy aż wrócą Alfy. A do tego czasu... Brego, powiedz mi. Nic nie zabrałeś z mojej torby? Pamiętaj, że znam wszystkie swoje dodatki i wiem, gdzie je chowałam więc będę wiedzieć co mi zginęło. Jesteś absolutnie pewien, że nic, kompletnie nic nie zabrałeś? - dopytywałam. 
Dzisiaj rano zabrałam tylko to, co było niezbędne. Apaszkę i gogle. Kolczyki i inne dyrdymały zostały w torbie więc...
- O, em... Jak ty w ogóle masz na imię? Ty znasz moje a ja nie znam twojego. - zdziwił się Uri.
- O, faktycznie. Jenna, mam na imię Jenna. - powiedziałam i wróciłam do karcenia wzrokiem Brega.
- No, właśnie. Bo zdaje mi się, że to idą te wilki, Alfy. To oni? - zapytał Uri. Spojrzałam w dół.
- Mhm, oni. Zapytaj, czy możesz zostać. Jakby coś, zwalaj na mnie. - oznajmiłam i mrugnęłam do wilka. Uśmiechnął się i zaczął złazić z drzewa.
- No więc? - zwróciłam się do Brega i podniosłam jedną brew.


<Brego? Uri, jak się zgodzą, mogę cię oprowadzić default smiley ;) Oczywiście, jeśli Brego mnie w tym czasie nie zabije dla błyskotek XD >